III Niedziela Adwentu

2011-12-10

Notatki nt. pochodzenia jutrzejszej niedzieli w Mszałach Pawła VI i Piusa V

Mszał Pawła VI

 

Tekst: „Deus, qui conspicis populum tuum nativitatis dominicae festivitatem fideliter exspectare, praesta, quaesumus, ut valeamus ad tantae salutis gaudia pervenire, et ea votis sollemnibus alacri semper laetitia celebrare. Per Dominum”.

 

Oficjalny polski przekład: „Boże, Ty widzisz  jaką wiarą oczekujemy świąt Narodzenia Pańskiego, spraw, abyśmy przygotowali nasze serca i z radością mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia. Przez naszego Pana”.

 

Historia modlitwy. Modlitwa została zaczerpnięta (z pewną modyfikacją) z niewielkiego zbioru liturgicznego, znanego jako "Rotulus z Rawenny" (data rękopisu: VII/VIII w.; data samego zbioru: V/VI w.), zawierającego 40 modlitw adwentowych. Zbiór niewątpliwie pochodzi z samej Rawenny. Nie odnajduję natomiast tej modlitwy w sakramentarzach rzymskich. Podczas reformy liturgicznej zaczerpnięto ją zapewne bezpośrednio z tego dawnego zbioru. (początkowo napisałem, że modlitwy nie ma w żadnych wcześniejszych źródłach, bardzo dziękuję pp. Agnieszce i Jerzemu Myckom za podesłanie mi mailem linka do blogu o. Cuthberta Jonhsona OSB "Fontes liturgicae", dzięki czemu mogłem dokonać korekty)

 

Mszał Piusa V

 

Tekst: „Aurem tuam, quaesumus, Domine, precibus nostris accomoda: et mentis nostrae tenebras, gratia tuae visitationis illustra. Qui vivs et regnas”.

 

Przekład z łac.-pol. Mszału z 1968 r.: „Nakłoń, Panie, ucho, ku naszym prośbom i rozjaśnij ciemności naszego umysłu łaską Twego nawiedzenia. Który żyjesz i królujesz”.

 

Historia modlitwy. Modlitwa pojawia się w rzymskich sakramentarzach z linii gregoriańskiej (Gregorianum papieski ok. 625/638 r; Gregorianum typu II ok. 650/683 r.) jako kolekta III niedzieli Adwentu. Ponieważ sakramentarze linii gregoriańskiej są na głównej linii rozwoju Mszału rzymskiego, modlitwa „Aurem tuam” niezmiennie aż do Mszału z 1962 r. jest kolektą dzisiejszej niedzieli. Stały jest również cały formularz.

 

Mszał Pawła VI. Modlitwy „Aurem tuam” w Mszale posoborowym nie ma, natomiast istnieje modlitwa pokrewna, jako kolekta poniedziałku III tygodnia Adwentu:

„Voci nostrae, quaesumus, Domine, aures tuae pietatis accommoda, et cordis nostri tenebras gratia Filii tui nos visitantis illustra. Per Dominum nostrum” („Boże, w swojej ojcowskiej dobroci wysłuchaj nasze modlitwy i światłem Twojego Syna, który nas nawiedza, rozjaśnij ciemności naszego serca. Przez naszego Pana”).

Jest to nieco zmodyfikowana wersja modlitwy pochodzącej z rzymskiego Sakramentarza Gelazjańskiego (ok. 628/715 r.), gdzie jest ona kolektą jednego z formularzy adwentowych (w Gelasianum formularze adwentowe nie są przypisane do konkretnych dni), figuruje jeszcze w niektórych Frankońskich Sakramentarzach Gelazjańskich z VIII i IX w., w zbiorach modlitw adwentowych. Jedna istotna różnica redakcyjna. W sakramentarzach gelazjańskich modlitwa jest adresowana do Chrystusa, więc jest sformułowana: „cordis nostri tenebras lumine tuae visitationis illustra (rozjaśnij ciemności naszego serca światłem Twego nawiedzenia)”, zaś w obecnym Mszale jest adresowana do Ojca, więc jest „Filii tui nos visitantis” (Twojego Syna, który nas nawiedza).

 

Jeszcze jedna uwaga na marginesie kolekty z Mszału Pawła VI. Modlitwa ta jest jednym z czytelnych dowodów na to, że nie można radykalnie od siebie oddzielać dwóch części Adwentu. W wielu komentarzach powtarza się, że do 16 grudnia koncentrujemy się tylko na oczekiwaniu eschatologicznym, a od 17 grudnia tylko na przygotowaniu do Narodzenia Pańskiego. Liturgia jednak temu zaprzecza. III niedziela Adwentu, mówiąca o oczekiwaniu na Narodzenie Pańskie, najczęściej przypada akurat w tej pierwszej części Adwentu i tylko raz na kilka lat 17 grudnia. Dwie prefacje adwentowe też nie pozostawiają wątpliwości, że takie radykalne rozdzielanie jest sztuczne. Cały Adwent jest jednocześnie poświęcony oczekiwaniu eschatologicznemu jak też oczekiwaniu na Narodzenie Pańskie, co zresztą wynika wprost z Ogólnych norm roku liturgicznego i kalendarza. Fakt, w poszczególnych częściach Adwentu różnie rozkłada się akcenty, w pierwszej części mocniej mówi się o oczekiwaniu eschatologicznym, w drugiej o oczekiwaniu na Narodzenie Pańskie, ale nie ma mowy o żadnym ekskluzywizmie.

 

Komentarze

@ Pan Michał Buczkowski

Szanowny Panie!

Pański dzisiejszy wpis uznaję za potwierdzenie mego wcześniejszej (wewnętrzej - bez publikacji) hipotezy, że chodzi o jakieś przejściowe nieporozumienie, które da się wyjaśnić.

Sądzę, że teraz mam odpowiedniejszy sposób wyrażenia, tego co mogło wcześniej być wyrażone (za) mało precyzyjnie. Chodzi mi o przeżywanie liturgii - zwłaszcza Mszy Świętej - po katolicku.

Jedną z cech tradycyjnej liturgii katolickiej, które ująłem intelektualnie, było to, że odpowiedzialność za sprawowanie liturgii spoczywa na kapłanie. Moje roztargnienie, moje zmęczenie - nawet skrajne (czyli przespanie liturgii) - nie szkodzi samej liturgii; może mieć negatywny wpływ na moje korzystanie z liturgii, ale nie na samą liturgię. Z NOM'ami
(zwłaszcza w parafii, na terenie której mieszkam) akcentowano (przynajmniej kiedyś) "współodpowiedzialność za sprawowanie liturgii". Taka odpowiedzialność może przytłaczać. Msza Święta tradycyjna - wolna od takich poglądów - ułatwia otwarcie się na samą liturgię, na Łaskę Bożą. Oczywiście, zachwycenie tradycyjną liturgią Kościoła wykracza poza aspekt intelektualny.

Nadal za niestosowne uważam śpiewanie "Kyrie" w czasie, gdy celebrans jest w trakcie odmawiania modlitw u stopni ołtarza. Podręcznikowi śpiewu daleko jest do statusu źródła prawa. W Mszale Rzymskim (tradycyjnym, 1962) - w: "IV De Antifona ad Introitum ... " - wyraźnie napisano, że modlitwy, w tym "Kyrie", kapłan odmawia po ucałowaniu Ołtarza.

W "Itroibo" zmieniono liturgię tradycyjnej Mszy Świętej. Skasowano 3-cie "Confiteor", wprowadzono stanie wiernych podczas "Agnus Dei" (również podczas Mszy Świętych recytowanych), Pani Organistka (czasami wraz z kierowanym przez siebie chórkiem) często śpiewa "Kyrie" wtedy, gdy celebrans znajduje się z dala od Ołtarza (czyli podczas obrzędów wstępnych).

Kanon 27 CIC z 1983 roku stanowi: "Zwyczaj jest najlepszą interpretacją ustaw." Zwyczaj klęczenia podczas "Agnus Dei" był w Polsce utrwalony - w "Introibo" został niemal całkowicie zwalczony przez wąską grupę świeckich aktywistów, wokół których księża "chodzą na paluszkach". Można niekiedy odnieść wrażenie, jakby ta wąska grupa świeckich była "grupą trzymającą władzę" w "Itroibo". Ci ludzie liczą się z Kanclerzem Kurii (ks. Wojciechem Pęcherzewskim). Świeccy zazwyczaj wolą milczeć i nawet "przenieść się" do lubelskiej Kaplicy FSSPX, niż podejmować dyskusję, z ludźmi, którzy unikają dyskusji.

Kapłani milczą. Formalny Duszpasterz (bardzo kulturalny człowiek) zachowuje się tak, jakby obawiał się kogoś urazić. Faktycznie w "Introibo" nie ma Duszpasterza. Są księża (w tym ks. dr Wojciech Różyk - formalny Duszpasterz) o nastawieniu duszpasterskim, ale nadużyciem byłoby stwierdzenie, że "Introibo" jest duszpasterstwem. Jest to taki osobliwy twór, w którym coraz bardziej dominują niektórzy świeccy. Ponieważ poprzedni - odwołany przez Pana Boga z tego świata - Arccybiskup blokował sprawowanie tradycyjnych Mszy Świętych poza "Staszica 16a", "Itroibo" stało się rezerwatem dla tradycyjnych katolików. Wystarczająco szeroko jest znana ustna odmowa, jakiej udzielił ks. abp Józef Życiński księdzu proboszczowi Bogdanowi Zagórskiemu, który chciał, by w Parafii p.w. Św. Mikołaja Biskupa były regularnie sprawowane Msze Święte tradycyjne. Kanon 51 CIC z 1983 roku wymaga pisemnej formy dla dekretów, ale w Archidiecezji Lubelskiej przyjęło się załatwianie różnych spraw "na gębę", co świadczy o klasie osób, które miały (i niestety nadal mają) sporo do powiedzenia w Kurii.

Zgodnie z kanonem 837 CIC z 1983 r., podkreślam publiczny charakter sprawowania liturgii katolickiej. Mogę zrozumieć to, że ks. dr Maciej Zachara ma powody do wdzięczności określonym świeckim aktywistom z "Introibo", ale za przesadę uważam wcześniejsze zarzucenie mi, jakobym coś "imputował". Prywatną wdzięczność warto oddzielać od spraw publicznych (w tym liturgii). Warto wystrzegać się zachowań, które mogą skłaniać do (nawet obiektywnie błędnych) wniosków, jakoby duchowny opowiedział się za jedną ze stron.

Deo gratias, działa (i to jak!) w Lublinie Kaplica FSSPX. Niekiedy można odnieść wrażenie, jakoby Kościół przy "Staszica 16a" (siedziba "Introibo") był jakąś prywatną kaplicą, w której dozwala się świeckim na eksperymenty liturgiczne. Jak inaczej nazwać zwalczanie tradycyjnych form polskiej pobożności - w tym klęczenia podczas "Agnus Dei"? Jak inaczej nazwać śpiewanie "Kyrie" przed ucałowaniem Ołtarza przez celebransa? Jak inaczej nazwać dawanie pierwszeństwa - przed Mszałem Rzymskim - jakiemuś podręcznikowi z zakresu śpierwu kościelnego?

Nieprawidłowości należy wskazywać. Ponieważ chodzi o sprawę publiczną Kościoła, czynię to publicznie. Bardzo dziękuję księdzu doktorowi Maciejowi Zacharze za możliwość wypowiadania się na tym blogu. Jest to właściwie jedyne "miejsce", gdzie można prezentować stanowisko, które jest nie w smak wąskiej grupie osób (właściwie jedna Rodzina i jej otoczenie), która przyzwyczaiła (samą siebie oraz innych) do dyktowania swego zdania w ramach "Introibo".

Z poważaniem,

- - -

Japolan

Tomasz w swym osobliwym i specyficznym,

jakże zresztą pięknym języku wyraził bardzo dobrze to, co myślę. Nikogo tu nie chciałem bić i nie szukałem żadnego kija. Raczej starałem się znaleźć przyczynę różnicy w podejściu. Otóż msza jest wg mnie czymś bardzo zobiektywizowanym i niezależnym ode mnie, nie sprowadzam jej do odczuć. Nie mam wpływu na mszę, przyjdę czy nie przyjdę, zaśpiewam czy będę milczał, ona będzie działać niezależnie ode mnie, a ja mam tylko się otworzyć na łaskę, co zrobię labo nie, ale i to ma niewiele wspólnego z przeżywaniem.

"Poruszam publicznie te sprawy, ponieważ chodzi i katolicki kult publiczny, a nie o jakieś prywatne zwyczaje religijne".
A całość wyglądała zgoła odwrotnie - trzeba zmienić, bo mnie się źle przeżywa.

"lepiej publicznie unikać ukazywania własnych przeżyć - te powinno się ukazywać właściwym osobom, we właściwym czasie i miejscu oraz we właściwy sposób".
Oczywiście, że tak - a jeśli się już błąd popełniło, trzeba brać pod uwagę, że ktoś skomentuje (życzliwie bądź nie, choć posądzenie mnie o nieżyczliwość było niepotrzebne).

Przeżycia

Szanowny Panie Tomaszu!

Dziękuję za Pański głos.

Już wiele miesięcy temu wyraziłem zainteresowanie podstawami wprowadzanych zmian w liturgii, sprawowanej w "Introibo". Dopiero ks. dr Maciej Zachara przedstawił treści materiałów źródłowych - odnośnie do śpiewów na początku Mszy Świetej w rycie trydenckim. Ze strony osób świeckich, które liczą się (zapewne zasadnie) w "Introibo" spotkało mnie zablokowanie na prowadzonej przez te osoby stronie w serwisie "Facebook" (wraz z wykasowaniem mych wcześniejszych wpisów). Czy takie reakcje można nazwać katolickimi? Przecież chodzi o katolicki kult publiczny, a nie o sposób odmawiania pacierza w warunkach domowych.

Mam nadzieję, że ks. dr Maciej Zachara przedstawi treść materiałów źródłowych na temat właściwej postawy podczas "Agnus Dei". W "Introibo" - nawet podczas Mszy Świętych recytowanych - doszło do upowszechnienia postawy stojącej, która jest właściwa chórowi śpiewającemu tę modlitwę. Warto poznać treść materiałów źródłowych i skonfrontować z nimi nową praktykę w "Introibo".

Od strony wiernych, wprowadzono zmiany w liturgii. To część osób (także osób z uprzedniego grona ministranckiego) skłoniło do uczęszczania do lubelskiej Kaplicy FSSPX. Takie są fakty. Czemu dziwi, zaskakuje, a nawet skłania do atakowania mnie moje dopytywanie się o podstawy wprowadzanych zmian? Nie było żadnych komunikatów Duszpasterza w sprawie zmian. Te zmiany wskazali i przeprowadzili ludzie świeccy. Jestem poza "Neokatechumenatem" i mam prawo być wolny od praktyk właściwych owej organizacji - np. od oddziaływań świeckich katechistów. Jestem poza "Opus Dei" i mam prawo dystansować się wobec ślepego zapatrzenia się w literę prawa - choć portret Założyciela "Opus Dei" często (nawet aktualnie) wisi w Kościele, w którym zorganizowano "rezerwat" dla tradycyjnych katolików.

Proszę zrozumieć, że jestem zdziwiony, iż akurat w "tradycjonalistycznym rezerwacie" o nazwie "Introibo" wprowadza się zmiany, które zwolennicy tych zmian traktują jako wzorowe, oparte na prawie. Część z tych zmian jest właściwa tylko "Introibo", one zaskakują innych, w tym ludzi aktywnych w środowiskach tradycyjnych poza Lublinem. Jak to się dzieje, że akurat "Introibo" stara się uchodzić za swoisty wzworzec liturgii tradycyjnej? I czemu ta "wzorcowość" znika, jeśli śpiewa Schola Gregoriańska KUL (kierowana przez ks. doktora Piotra Paćkowskiego) - wtedy śpiew wolny jest od "ścigania się" z celebransem? W imię czemu miałbym być ślepo posłuszny praktyce wprowadzanej i popieranej przez wąskie grono świeckich (nawet w przypadku bierności księży)?

Mam prawo znać podstawy prawne i od dawna proszę o ich wskazanie. Zamiast tego były ogólnini i ograniczanie mi możliwości wypowiadania się. Pan słusznie akcentuje znaczenie obiektywizmu w liturgii. Wyżej wskazane przykłady reakcji na moje wypowiedzi mogą być przejawem obrony następstw subiektywnych poglądów na liturgię, które znajdują wyraz podczas Mszy Świetych w "Introibo". Właśnie przed skutkami narzucania mi prywatnych subiektywizmów przez inne osoby (zwłaszcza świeckie) staram się bronić. Podstawy prawne to coś innego, niż "czary - mary". Podstawy prawne można intepretować. Chcę zakładać, że praktyka w "Introibo" jest wyrazem interpretacji podstaw prawnych. Niekiedy możliwa jest różnorodność interpretacyjna. Jakim prawem jakiś świecki kolektyw - nawet bardzo fachowy - stara się dokonywać czegoś w rodzaju "powszechnie wiążącej wykładni" przepisów liturgicznych?

Mam nadzieję, że teraz zostanę prawidłowo zrozumiany. Poruszam publicznie te sprawy, ponieważ chodzi i katolicki kult publiczny, a nie o jakieś prywatne zwyczaje religijne.

Z poważaniem,

- - -

Japolan

@ Japolan

In saecula saeculorum. Amen.

Szanowny Panie Januszu,

słowami trudno niektóre rzeczy wyrazić, to prawda. Skoro jednak jakichś słów się użyło, to chyba trudno oczekiwać od czytelników czegoś innego, jak odniesienia się do tych słów właśnie. Rozumiejąc niechęć do roztrząsania publicznie przeżyć i w ogóle nie wchodząc na ten poziom chciałbym zwrócić uwagę, że wyrażenie "katolickie przeżycie religijne" tak, jak Pan go użył jest w gruncie rzeczy oksymoronem. Złożeniu ulegają tu bowiem stricte subiektywistyczne konotacje "przeżycia religijnego" i z zasady transcendująca podmiot "katolickość". Nie neguję istnienia czegoś takiego jak "katolickie przeżycie religijne", ale musiałoby ono polegać na tym, że jednostka zostawia swoje subiektywne przeżycia, oczekiwania, wyobrażenia etc. i zaczyna sentire cum Ecclesia. Jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym gwarantem owego cum Ecclesia jest właśnie liturgia, zgodna z tradycją, uzusem i prawem liturgicznym. W tym sensie można zrozumieć, że jeśli jakieś elementy celebracji, zgodne z nimi stają się dla kogoś przeszkodą w "katolickim przeżyciu religijnym", to problem nie leży po ich stronie, tylko po stronie wyobrażenia na czym polega "katolickość".

Oczywiście istnieje możliwość, że źle Pana zrozumiałem, proszę wówczas powyższe uwagi potraktować jako niebyłe.

Wykładnia

Laudetur Iesus Christus!

Bardzo Księdzu Doktorowi dziękuję za wskazanie źródeł. Bardzo proszę o przedstawienie treści źródłowych na temat właściwej (a przynajmniej zalecanej) postawy wiernych podczas "Agnus Dei" - nie tylko podczas Mszy Świętych uroczystych, ale również innych (w tym recytowanych i cichych).

Praca na źródłach ma sens - w przeciwieństwie do "świętego oburzenia", która skutkowało, między innymi, seryjnym wykasowanie moich wpisów (w większości komentarzy) na profilu "Introibo" w ramac "Facebook'a". Dlatego tym bardziej doceniam otwartość i rzeczowość Księdza Doktora, która różni się od określonych zachowań ludzi, walczących z pytaniami i wątpliwościami, uznawanymi przez nich za niedogodne.

Daleki byłem i jestem od wszelakiego "putowania" (niezależnie od przedrostka: "im-" / "am-"). Doceniam piękno śpiewów w "Introibo" - są one dużym atutem. Podkreślam jednak, że uczęszczam na Msze Święte, a nie na koncerty - mój cel jest religijny. Doceniam to, że Ksiądz Doktor traktuje znawców tematu za autorytety. Szanuję prawdziwą fachowość oraz rzeczywistych specjalistów, ale zastrzegam sobie własne podejście w sprawie uznawania kogoś za autorytet.

Sądzę, że warto będzie rozważyć przedstawioną przez Księdza Doktora wykładnię. Zbliża się Boże Narodzenie, więc są ważniejsze sprawy od dokonywania wykładni - zwłaszcza źródeł normatywnych, do których trudno zaliczyć podręczniki (nawet najcenniejsze).

Odnośnie do uwagi pana Michała Buczkowskiego:
Uwaga ta jest niemalże klasycznym przykładem zastosowania maksymy: "Jeśli się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie.".
Słowami trudno jest wyrazić to, co się odczuwa lub pragnie odczuwać. Jest to szczególnie trudne w warunkach, w których można zasadnie obawiać się zapoznawania się z wypowiedziami przez osoby skłonne do nieżyczliwości. Pański wpis dowodzi, że lepiej publicznie unikać ukazywania własnych przeżyć - te powinno się ukazywać właściwym osobom, we właściwym czasie i miejscu oraz we właściwy sposób.

Z Panem Bogiem,

- - -

Japolan

Swoją drogą to dość ciekawe, że

często najwięksi obrońcy tego, co przekazane, najwięcej chcieliby zmieniać, bo coś ich tam uwiera tu i ówdzie.
Mnie osobiście bardzo trudno byłoby uważać mszę za "katolickie przeżycie religijne". Jest mi to myślenie obce, może stąd moje zdziwienie całą tą dyskusją.

Cytat

z "Graduale Sacrosanctae Romanae Ecclesiae", s. xxiv: "Chorus vel schola, finita antiphona, ter Kyrie eleison, ter Christe eleison, et iterum ter Kyrie eleison, alternatim cum cantoribus aut altero choro persolvit" ("Chór lub schola, skończywszy antyfonę, wykonuje trzykrotnie Kyrie eleison..." itd.). Gdyby należało uwzględnić chronologię wobec Indulgentiam, zostałoby to wspomniane wprost. Z zapisu wynika jednoznacznie, że Kyrie zaczyna się zaraz po Introit. Nie pozostawia co do tego wątpliwości także wydany w 2008 r. przewodnik muzyczny (B.A. Mills, "Psallite sapienter. A Musician's Practical Guide to the 1962 Roman Missal") wydany przez Church Music Association of America, na s. 20: "The Kyrie is begun as soon as the Introit has been concluded" ("Kyrie należy zacząć natychmiast po skończeniu Introitu") - do tego przewodnika odsyłała komisja Ecclesia Dei, gdy zwracano się do niej z różnymi kwestiami dotyczącymi śpiewu liturgicznego.
Ważne jest również, żeby rozumieć, że śpiewy te nie są jakimś dodatkiem do liturgii czy muzycznym ozdobnikiem, ale integralną częścią samej liturgii, co wprost stwierdziła np. instrukcja Kongregacji Obrzędów "De Musica Sacra et Sacra Liturgia" w 1958 r.: "Ea omnia, quae ad normam librorum liturgicorum, sive a sacerdote et eius miniatris, sive a schola, vel populo cantanda sunt, integre ad ipsam sacram Liturgiam pertinent".
Natomiast modlitwy u stopni ołtarza, odkąd tylko weszły do liturgii, zawsze były traktowane jako bliższe przygotowanie kapłana i asysty do Mszy świętej, dopiero w ramach XX-wiecznego ruchu liturgicznego zaczęto je odnosić do wszystkich obecnych (stąd Msze dialogowane) ale taka poszerzona ich interpretacja nie nabrała nigdy charakteru oficjalnego. Naprawdę proszę nie mieć pretensji do ludzi, którzy z oddaniem służą śpiewem na Mszach tradycyjnych w Lublinie i proszę im nie imputować błędu tam, gdzie go nie popełniają.

Nie dramatyzuję

Laudetur Iesus Christus!

Użyte przez Księdza doktora mocne (choć jak najbardziej przyzwoite) słowo na literę "k" nie przyszło mi dotychczas do głowy - w kontekście "Introibo". Dziękuję za inspirację do przemyśleń, choć może nieco później, ponieważ są ważniejsze sprawy od funkcjonowania "Introibo".

Niekiedy kliki są zbędne, wystarczy jedna osoba, np. jakiś lizus lub donosiciel. Być może Ksiądz Doktor już zna sprawę sprzed kilku lat, ale sądzę, że warto o tyn wspomnieć. Poprzedni Duszpasterz "Introibo" był przez poprzedniego Arcybiskupa Lubelskiego zapytany w sprawie korzystania w "Introibo" z mszalików wydanych przez wydawnictwo "Te Deum" (związane z Przeoratem Św. Piusa X na obrzeżach Warszawy). Ksiądz przedłożył Metropolicie egzemplarz do sprawdzenia. Dość szybko Duszpasterz otrzymał odpowiedź, że tego mszalika można używać. Można więc powiedzieć, że "mszalik Bractwa" uzyskał faktycznie akceptację (jakby nieformalne imprimatur ks. arcybiskupa Józefa Życińskiego). Uważam, że ówczesny Arcybiskup został zaniepokojony przez jakiegoś donosiciela - zapewne świeckiego, gdyż osobę duchowną trudno mi podejrzewać o tak prostackie podejście.

Za dramat można uznać przerwanie przekazu (od łacińskiego "tradere"). Czy dokonali tego zwolennicy tradycyjnej liturgii, czy też sprawcami są fanatycy posoborowi - zachowujący się często jak zaślepieni wyznawcy antykatolickiego kultu?

Podzieliłem się swymi odczuciami, związanymi z chęcią przeżywania Boskiej Liturgii. Staram się (choć zdarzają się trudności - np. rozkojarzenie) traktować Mszę Świętą jako katolickie przeżycie religijne, a nie jako koncert, w czasie którego ksiądz z asystą wykonują jakieś czynności "nie z tej Ziemi" (staram się unikać mniej stosownych określeń"). Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy oczekiwać, by prawodawca kościelny pisał wprost, że podmioty asystujące mają "współgrać" z celebransem? Czy w Mszale lub w innych księgach kościelnych zapisano zakaz klęczącego oczekiwania na przyjęcie Komunii Świętej podczas kazania, a nawet tuż po Konsekracji? Zapewne nie, ponieważ pewne sprawy są oczywiste - zwłaszcza podczas liturgii, w której zdecydowanie dominuje sprawowanie czynności ofiarniczych przez jednego celebransa. Czy chór jest "drugim ołtarzem", z którego można "komenderować" wiernymi bez czekania na celebransa? Gdyby tak było, to chór byłby "anty-ołtarzem" (straszne sformułowanie). Chór (nawet zredukowany do kantora lub organisty) to taka "dalsza asysta", ale jednak asysta. Co by Ksiądz Doktor pomyślał o ministrancie, który by się "wyrwał" z ampułkami przed Ewangelią, lub który okadzałby Księdza podczas kazania? W przypadku młodszego wiekiem ministranta można by podsumować takie zachowania określeniem: "biedne dziecko".

Staram się zrozumieć zaprezentowane przez Księdza Doktora dystansowanie się od poruszonego przeze mnie zagadnienia. Ksiądz ma "swoją robotę" przy ołtarzu. Zapewne (prawie) codziennie sprawuje Ksiądz (przynajmniej jedną) Mszę Świętą. Proszę jednak spróbować zrozumieć wiernego, który jest w innej sytuacji, lub proszę przypomnieć sobie swoje własne uczestniczenie we Mszach Świętych tradycyjnych "na kościele". Ewentualnie proszę wybrać się na Mszę Świętą, w której występują wskazane przeze mnie aspekty, ale w taki dzień, kiedy jedyną okazją do przyjęcia Komunii Świętej przez Księdza byłaby tylko Msza Święta trydencka (i to z "zaśpiewywanym" rozgrzeszeniem ogólnym, może nawet również z "zaśpiewywaną" spowiedzią wiernych). Czy wolałby Ksiądz Doktor przyjąć Komunię Świętą po solidnie przeżytej spowiedzi powszechnej (wraz z indulgencją), czy też bez? Zakładam, że Ksiądz Doktor - zwłaszcza z racji święceń - cieszy się szczególną pomocą Bożą oraz ochroną przed pokusami. Jednak zdarza się, że na Mszę Świętą (niezależnie od rytu) przychodzi wierny świecki, który znaki Krzyża przed Ewangelią czyni palcem wskazującym - i to w zaskakujących miejscach (np. na nosie). Są ludzie słabo zorientowani w liturgii, zwłaszcza tradycyjnej. Niektórzy wierni szczególnie potrzebują pomocy, a nie tresury (np. wyrywania na powstań do "Kyrie" podczas "Confiteor"). Sam staram się pomagać - np. wskazać mszaliki lub miejsce (stronę) w mszaliku. Tego wymaga miłość chrześcijańska. Czy śpiewająca asysta jest z tego zwolniona?

Bardzo Księdza Doktora proszę o zacytowanie - może nawet w odrębnym wątku - słów, które wskazują sposób wykonywania śpiewu w omawianej części Mszy Świętej; ewentualnie proszę o wskazanie linku (jeśli źródło jest w sieci). Moim skromnym zdaniem, bardzo cenne byłoby tłumaczenie i omówienie.

Dziś nie napisałbym o "korepetycjach u nastolatka" - przede wszystkim z uwagi na wiek owego Pana. W przypadkach jednostkowych za dopuszczalne można uznać uczenie się dorosłego nawet od dziecka - np. języka. Dlatego wolny byłem od złośliwości w użyciu tego sformułowania. Trzeba jednak podkreślić, że - w skali ogólnej - jest czymś tragicznym to, iż większość księży współcześnie sprawowania Mszy Świętych tradycyjnych uczy się (jest uczona) poza seminariami duchownymi. Dobrze, że księża korzystają z pomocy innych podmiotów. Po co jednak jest seminarium, jeżeli brakuje w nim szansy na nauczenie się przez kleryka jednej z równorzędnych liturgii Kościoła? Jeżeli Ksiądz Doktor spotka (co zapewne jest możliwe) owego "korepetytora" to proszę go zapytać o pomysł, który mu przedstawiłem przed rozpoczęciem jego aktualnego roku szkolnego.

Daleki jestem od dramatyzowania. Jest wiele dobra w funkcjonowaniu "Introibo". Każda tradycyjna Msza Święta jest przeogromną Łaską - zwłaszcza wtedy, jeżeli nie jest odprawiana "z łaski" (albo po to, "żeby nie poleźli do lefebvrystów"). Uznaję, że w ostatnią niedzielę Adwentu doświadczyłem owocności dzień wcześniej zakończonych w "Introibo" rekolekcji adwentowych. Z tak dużą liczbą wiernych w lubelskiej kaplicy FSSPX spotkałem się pierwszy raz. Aż serce rośnie! Niestety, murowana kaplica nie urośnie. I pomyśleć, że dopiero niecałą dobę wcześniej zakończyły się rekolekcje w "Introibo". "Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi" - głosi przysłowie. Moim zdaniem, tak jest w przypadku "Introibo". Gdyby nie ono, to w kaplicy FSSPX można byłoby łatwiej znaleźć miejsce siedzące, a ostatnio był taki tłok, że ktoś spóźniony uznał, iż się nie zmieści, i zrezygnował.

Ksiądz Doktor ma prawo do swych odczuć. Jestem przekonany, że mamy inne perspektywy oglądu sytuacji. Księdza perspektywa jest dla mnie bardzo cenna i jestem wdzięczny za podzielenie się swym uwagami - bardzo dziękuję również za Księdza Doktora otwartość na dyskusję. Na "Introibo'wym" profilu na "Facebook'u" już dawno temu zablokowano mi możliwość wypowiadania się (co mogłoby nawet świadczyć o zasadności użycia przez Księdza owego w/w mocnego słowa na "k").

Gdyby Duszpasterz "Introibo" miał możliwości prowadzenia rzeczywistej pracy duszpasterskiej, to zapewne w "Introibo" byłby jeszcze jeden organista (przynajmniej jeszcze jeden). A tak rośnie liczba organistów w lubelskiej Kaplicy FSSPX. Daleki jestem od zwalczania "Introibo", co już wcześniej deklarowałem. Dlaczego jednak ma to być jedyne - poza Kaplicą FSSPX - miejsce stałego sprawowania Mszy Świętych tradycyjnych w Lublinie? Co za tym przemawia - poza jawną złośliwością wobec Tradycji Katolickiej oraz poza antypapieskim buntem?

Niedawno miałem przyjemność rozmawiać z Księdzem, który liczy się w Archidiecezji Lubelskiej (liczą się z nim księża). Owa rozmowa pomogła mi zrozumieć nastawienie (przynajmniej części) księży (w tym urzędników kurialnych). To bardzo ważne, gdyż trzeba starać się zrozumieć osoby, (re)prezentujące inne stanowiska. Ksiądz, z którym rozmawiałem, wyraził stanowisko, że wszystko jest w porządku (w zakresie tradycyjnej liturgii w Lublinie), ponieważ "jest wyznaczony kościół". Owocem tamtej rozmowy jest następująca hipoteza:
Hierarchia kościelna traktuje tradycyjnych katolików podobnie, jak przed II wojną światową (i nieco później) władze australijskie traktowały Aborygenów. Władze te uważały, że "rezerwaty dla dzikich" (niekiedy nawet uznawanych za swoiste zwierzęta) załatwiają sprawę. "Introibo" lubelskie jest traktowane jak "rezerwat dla tradycjonalistów". Aborygenów poza rezerwatami (podobnie Indian amerykańskich) uważano za aberrację. Proszę, by Ksiądz Doktor zrozumiał katolików, których traktuje się jak "dzikich, dla których tworzy się rezerwaty".

Z Panem Bogiem,

- - -

Japolan

Problem w tym,

że: po pierwsze, sprawujemy tradycyjną liturgię po kilkudziesięcioletniej przerwie i dla większości z nas jest to tradycja nauczona a nie odziedziczona w bezpośrednim przekazie; po drugie, wcale nie było czegoś takiego jak jednolicie "polska" tradycja pobożności - np. mój Ojciec urodził się przed wojną w Wilnie, był ministrantem w Kolonii Wileńskiej, po czym jeszcze w czasie wojny rodzina przeniosła się do krewnych w krakowskie, gdzie Ojciec zetknął się z innymi zwyczajami dotyczącymi pobożności i w pierwszym momencie był tym zdziwiony, wręcz nieco zgorszony; po trzecie, w XX w. jeszcze przed Soborem i reformą różne praktyki dot. zachowania podczas liturgii, śpiewów, postaw itp. zmieniały się (ktoś starszy pytany o te kwestie odpowiedział - było różnie i to się zmieniało); po czwarte, stopień wierności rubrykom i oficjalnym normom liturgicznym też był różny - np. pewien młody ksiądz odprawiający tradycyjną liturgię usłyszał od jednej starszej pani, że odprawia "nie tak jak było kiedyś" i powiedziała parę konkretów, z których wynikało, że to co ona zapamiętała jako normę było faktycznie naruszeniem obowiązujących wówczas norm (w tej chwili nie pomnę już o co dokładnie chodziło). Biorąc to wszystko pod uwagę moim zdaniem nie ma innego wyjścia niż sprawować liturgię tradycyjną dokładnie wg Mszału z 1962 r. oraz innych oficjalnych ksiąg. Pan podnosił kwestię Kyrie rozpoczętego przed Indulgentiam - śpiew Kyrie bezpośrednio po Introit wynika wprost z "Graduale Romanum", gdzie ani słowem nie wspomina się o czekaniu na Indulgentiam, wspominał Pan też o III Confiteor, którego Mszał z 1962 r. w ogóle nie uwzględnia. Trudno mieć pretensje o to, że sprawuje się liturgię wg norm, moim zdaniem tak być powinno i naprawdę nie widzę tu jakichś psujących liturgię reform. Podnosi Pan jeszcze kwestię podporządkowania księży świeckim - raczej bym przestrzegał przed używaniem zbyt mocnych sformułowań (ktoś z zewnątrz mógłby odnieść mylne wrażenie, że Lublin został opanowany wręcz przez jakąś klikę, która tyranizuje księży i całe środowisko - nic takiego nie ma miejsca). Kwestia jest w tym co napisałem na samym początku - jest to dla nas tradycja "nauczona" a nie w naturalny sposób "odziedziczona", więc radzimy sobie tak jak jest to w tej sytuacji możliwe. Mnie w wejściu w tradycyjną liturgię musiał pomóc świecki ceremoniarz (Pan swego czasu na moim blogu określił to jako "korepetycje u nastolatka") i nie było innego wyjścia. Nie dramatyzowałbym tej sytuacji.

Podstawy prawne

Laudetur Iesus Christus!

Zgadzam się z panem Dawidem.

Ponadto niepokoją mnie swoiste "czary - mary", gdyż chyba tak można nazwać powoływanie się na jakieś podstawy prawne dla wprowadzanych zmian. W przypadku poszerzania możliwości dla korzystania (zwłaszcza przez wiernych) z tradycyjnej liturgii bada się każde zdanie, nawet każde słowo - zazwyczaj po to, by uzasadnić "przykręcanie śruby". Wskazuje się na dokumenty, lub na ich poszczególne postanowienia - nawet w przypadku pokrętnej i zupełnie błędnej interpretacji.

W "Introibo" problem jest jeszcze większy, gdyż świeccy aktywiści orzekają, ogłaszają i wprowadzają w czyn - często za pomocą księży - reformy rytu mszalnego. Pojawiające się pytania (często moje) były zbywane powoływaniem się na podstawy prawne, bez ich podawania lub wskazywania możliwości zapoznania się z nimi. Ci, którzy (może i zasadnie) uważają się za znawców, zdają się traktować innych wiernych z góry. Mi osobiście by to nie przeszkadzało, gdyby podawali do publicznej wiadomości podstawy prawne wprowadzanych przez siebie reform liturgicznych.

Czy, zdaniem Księdza Doktora, właściwe jest podporządkowywanie się przez księży świeckim reformatorom liturgicznym? Zadaję to pytanie, choć mam świadomość, że może być ono dla Księdza niezręczne, gdyż Ksiądz - zapewne podobnie do mnie - może cenić zaangażowanie i wiedzę świeckich aktywistów "Introibo". Zadaję to pytanie zgodnie z formułą: "Amicus Plato, sed magis amica Varitas". Chcę uczestniczyć w naprawdę katolickich Mszach Świętych, sprawowanych zgodnie z przepisami i tradycją, a nie w "wariacjach na temat" Mszy Świętej, lub w wynikach czyichś przemyślem po wizycie w jakimś zagranicznym opactwie lub klasztorze.

Muzyka według wskazówek z Solemnes bywa piękna. Czy jednak jest sens przekształcać "Introibo" w swoiste "duszpasterstwo dla mniejszości francuskiej"? Gdy byłem kiedyś w Bratysławie, to ludzie klęczeli (podczas NOM) długo po konsekracji (zapewne do "Pater noster"). Gdy byłem w Pradze, to wierni (podczas Mszy Świętej tradycyjnej) klęczeli podczas "Kyrie", a następnie (zapewne wskutek przyjętego wpływu niemieckiego) siadali wraz z celebransem podczas "Gloria" i "Credo". W różnych miejscach wykształciły się tradycje pobożnościowe. Również w Polsce. Odnoszę wrażenie, jakby "Introibo" było jakimś "laboratorium odpolonizowywania liturgii" - to jest: rugowania polskiej pobożności z liturgii i sposobu jej przeżywania (czego dobitnym dowodem jest szerzenie stania podczas "Agnus Dei"). Jakie dobro może z tego wyniknąć?

Z Panem Bogiem,

- - -

Japolan

Confiteor i klękanie

Rzeczywiście, jeśli chodzi o postawę klęczącą, to stanowi ona poważniejszy problem niż śledzenie akcji w Mszaliku.
Również uważam, że z Kyrie schola powinna poczekać przynajmniej do absolucji.

Trzecie Confiteor jest dla mnie ważne, szczególnie w Mszach
śpiewanych, gdzie trudniej "uczestniczyć" w drugim.
Niestety poza kaplicą FSSPX i pewnym tajemniczym miejscem, w Krakowie również narzucono nowe zwyczaje.

Jedyne Confiteor wiernych

Laudetur Iesus Christus!

Bardzo dziękuję za odpowiedź.

Jeżeli podczas Mszy Świętej jest drugie "Confiteor" wiernych, to sprawa wydaje się mało istotna, gdyż tamto "Confiteor" jest tuż przed Komunią Świętą. Podczas wielu Mszy Świętych (zwłaszcza śpiewanych) ministrantura jest ministranturą dosłownie i często początek Mszy Świętej jest "obudowany" śpiewami (łacińskimi lub "ludowymi"). W wielu miejscach - zwłaszcza w kaplichach FSSPX - jest praktykowane drugie "Confiteor" wiernych. W takim przypadku sprawa jest mniejszej wagi. Sądzę, że właśnie z uwagi na drugie "Confiteor" nie zadekretowano kiedyś "przystanku" w śpiewaniu na początku Mszy Świętej.

W lubelskim "Introibo" za niemalże dogmat przyjęto, że ma być tylko pierwsze "Confiteor" wiernych. Brakuje dostosowania do sytuacji. Dobrze pamiętam sposób skasowania drugiego "Confiteor" wiernych w "Introibo". Ktoś ze świeckich (znany Księdzu Doktorowi) ogłosił podczas jednego ze spotkań po Mszy Świętej kilka lat temu, że "według rubryk" zniesiono drugie "Confiteor" wiernych.

Bardzo niepokoi mnie karność księży (chyba wszystkich posługujących w "Introibo") wobec wprowadzania zmian przez świeckich. Drugim znamiennym przykładem takiego stanu rzeczy jest zupełna bierność księży wobec wprowadzenia - metodą faktów dokonanych - pozycji stojącej w czasie "Agnus Dei". Zakładam, że rzeczywiście rubryki przewidują stanie podczas śpiewania (zwłaszcza uroczystego) "Baranku Boży", ale ta praktyka - jakże naruszająca ustaloną polską pobożność - jest wprowadzana także podczas Mszy Świętych bez śpiewu. Niekiedy można nawet dojść do wniosku, że posługujący w "Introibo" księża praktycznie uznają jakiś "urząd nauczycielski" świeckich, którzy w tym środowisku szczególnien się liczą (z wielu względów zapewne zasadnie).

Albo "Introibo" ma (lub na powrót mieć będzie) rzeczywiście Duszpasterza i współpracujących z nim księży (dziś był piękny przykład współpracy), albo należy owo środowisko traktować jako "punkt usług liturgicznych". Trudno jest budować swą katolicką wiarę, jeśli widzi się podporządkowanie księży świeckim liderom (nawet bardzo zasłużonym). Odrębnym zagadnieniem jest faktyczne sprawowanie rządów przez Kanclerza Kurii (i jednocześnie Rektora Kościoła).

Mam nadzieję, że Arcybiskup Lubelski wkrótce ukróci trawiące "Introibo" patologie - zwłaszcza:
1. Marginalizację Duszpasterza przez Rektora Kościoła, który nawet "trzyma rękę" na domenie internetowej "Introibo.Pl".
2. Nowinki liturgiczne (zwłaszcza z uwagi na polską tradycję pobożnościową).
3. Dominację świeckich.
Biorę również pod uwagę, że może być inaczej - czyli patologie się utrzymają, a nawet będą się umacniać. Każdy w swym sumieniu będzie musiał rozstrzygać, na ile sytuacja pozwala mu na uczestniczenie w liturgiach w "Introibo", a zwłaszcza na wspieranie tego środowiska, które aktualnie trudno byłoby uznać za duszpasterstwo. Zaangażowanie księży z FSSPX - potwierdzone dużą frekwencją wiernych podczas aktualnych rekolekcji - daje nadzieję na to, że również kolejni wierni, dystansujący się od "Introibo" będą mieli u kogo i gdzie znaleźć tradycyjnie katolicką opiekę duszpasterską.

Odnośnie do znajomości liturgii:
Sądzę, że mam niezłą orientację w katolickiej tradycyjnej liturgii. Jednak odróżniam aktywność od samej wiedzy. Msza Święta jest po to, by Najświętszą Ofiarę przeżywać na sposób aktualizowania Zbawczej Ofiary Pana Jezusa. Czym innym jest intelektualna spekulacja, duchowa lektura. Dlatego dużym dyskomfortem jest konieczność wyboru postawy - co szczególnie widać w "Introibo", gdzie utrwaliło się klęczenie wiernych przed "Kyrie". "Kyrie" (np. zaintonowane przez chór) oznacza wezwanie do postawy stojącej. Czy jest sens wstawać np. w połowie "Confiteor" wiernych" (jeszcze przed absolucją)? "Podmiot śpiewający" może poczekać na udzielenie absolucji. To jest Msza Święta, a nie wyścig Formuły 1!

Z Panem Bogiem,

- - -

Japolan

We Mszy śpiewanej trudno i

We Mszy śpiewanej trudno i śpiewać i śledzić, czy próbować "aktywniej" uczestniczyć w akcji księdza i ministrantów.
Sam czytam teksty mszalne zazwyczaj przed Mszą, a obrzędy wstępne są mi znane na tyle, że śpiewanie nie przeszkadza mi w uczestniczeniu w nich.

Może

nie jestem jeszcze wystarczająco obeznany z tradycyjną liturgią, ale dotąd nie napotkałem dyspozycji, że we Mszy śpiewanej Kyrie ma się rozpocząć tylko po Indulgentiam. Z tego co się orientuję, modlitwy u stopni ołtarza zawsze były traktowane jako angażujące przede wszystkim kapłana i posługujących, natomiast śpiew Kyrie nie jest czymś obok liturgii ale jak najbardziej aktem liturgicznym. Nie wiem czy ta sprawa wymaga specjalnych interwencji, nie wiem także czy musi zaburzać uczestnictwo w liturgii i odbierać pokój, którego Chrystus udziela poprzez liturgię. Pozdrawiam.

Deo gratias za Roraty!

Laudetur Iesus Christus!

Bardzo dziękuję Księdzu Doktorowi za sprawowanie dziś Mszy Świętej roratniej w rycie tradycyjnym! Piękna celebracja, skupienie, elegancja - to bardzo ważne. Zabrakło mi kazania - zwłaszcza dlatego, że Ksiądz Doktor dobrze każe.

Czy Ksiądz Doktor zauważył "wyskok" chóru - ładnie śpiewającego (za co należą się podziękowania)? Mam na uwadze "wyrwanie się" ze śpiewem "Kyrie" przed udzieleniem przez Księdza absolucji po spowiedzi powszechnej. To jest, moim skromnym zdaniem, jeden z poważniejszych problemów w "Introibo". Takie "wychodzenie przed szereg" ze śpiewem zdarza się tam raczej często.

Zapytałem o przyczyny takiego stanu rzeczy. Odpowiedziano mi, że w rubrykach przewidziano śpiewanie "Kyrie" zaraz po śpiewie na wejście. Uważam takie tłumaczenie za przejaw skrajnego jurydyzmu, gdyż śpiew ma ubogacać liturgię, ma pomagać w jej owocnym przeżywaniu, a nie być konkurencją dla liturgii. Dla liturgii Mszy Świętej niezbędna jest odpowiednia aktywność (czli "actio") księdza; bez tego może być koncert, ale koncert różni się od liturgii. Daję wiarę temu, że zaleca się śpiewanie "Kyrie" niedługo po antyfonie wstępnej. Warto byłoby sprawdzić, czy użyty w rubrykach wyraz oznacza "natychmiast", czy "niezwłocznie", gdyż przez "niezwłocznie" rozumie się "bez zbędnej zwłoki". Czy "zbędną zwłoką" może być oczekiwanie przez "podmiot śpiewający" na zakończenie absulucji? Wyprzedzanie kapłana może być nawet przez kogoś (zwłaszcza spoza środowiska muzycznego) uznane za przejaw traktowania celebransa jako "przystawki" dla "podmiotu śpiewającego". Należy również wziąć pod uwagę to, że - w "Introibo" na potęgę - zniesiono tak zwane trzecie "Confiteor" (czyli powtórną spowiedź powszechną wiernych).

Jeżeli chór (kantor, organista) "wyrywa się" ze śpiewaniem "Kyrie" przed udzieleniem absolucji po wstępnym (i jedynym w "Introibo") "Confiteor", to tym samym może dojść przynajmniej do zakłócenia w korzystaniu przez wiernych (zapewne poza ministrantem) ze spowiedzi powszechnej. Niekiedy w "Introibo" dochodziło do takich aberracji, że "Kyrie" było wymuszane przez "podmiot śpiewający" nawet przed odmawianiem pierwszego "Confiteor" wiernych (nie tylko przed absulucją). Jak w warunkach kasaty "Confiteor" wiernych przed samą Komunią Świętą można mówić o warunkach należytego przygotowania się do możliwie owocnego przyjęcia Komunii Świętej?

Przedstawiony wyżej problem uważam za jeden z najważniejszych mankamentów tradycyjnych Mszy Świętych w "Introibo". Skrajny jurydyzm, paragrafiarstwo straszliwe potrafi zakłócać (a może nawet uniemożliwiać) właściwe duchowe przygotowanie się do przyjęcia Komunii Świętej. Bardzo cenię wartościowe, piękne śpiewy w "Introibo", ale mam obowiązek pamiętać, że przychodzę tam w celu przeżycia Mszy Świętej, a nie dla delektowania się urokiem śpiewu. Czy śpiew ma służyć Mszy Świętej, czy też Msza Święta ma być "ancilla" popisów wokalnych? Co - w aspekcie religijnym - po (nawet najpiękniejszym) śpiewie, jeżeli zakłóca właściwe przeżycie Mszy Świętej, w tym należyte przygotowanie się do przyjęcia Komunii Świetej? Za swoiste kuriozum można uznać sytuacje - a nawet swoisty zwyczaj - konkurowania "podmiotu śpiewającego" z celebransem Mszy Świetej. Dojśc może do tego, że na wielu tradycyjnych Mszach Świętych w "Introibo" możliwość przeżycia spowiedzi powszechnej jest trudniejsza, niż podczas "typowego" NOM.

Proszę Księdza Doktora o wskazówki praktyczne.
Do kogo się w tej sprawie zwrócić z prośbą o skuteczną interwencję, gdzie skierować prośbę o ukrócenie "zapędów śpiewaczych" w "Introibo". Czy Archidiecezjalna Komisja Liturgiczna byłaby dobrym adresatem prośby w tym zakresie, czy też poprosić o interwencję w Stolicy Apostolskiej?

Z Panem Bogiem,

- - -

Japolan

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Zasypywanie przepaści

Maciej Zachara MIC

Marianin. Rocznik 1966. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". Ojciec duchowny Seminarium Księży Marianów w Lublinie. Prezbiter wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce. Odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie. Stała współpraca z miesięcznikiem "Oremus".

Szczególne zainteresowania: historia liturgii chrztu i bierzmowania, rozwój obrzędów Mszy świętej, wzajemna relacja Mszałów Pawła VI i Piusa V.

Najnowsze wpisy autora

Wniebowstąpienie Pańskie / Niedziela po Wniebowstąpieniu

2012-05-20

Notatki nt. pochodzenia kolekt dzisiejszej niedzieli w Mszałach Pawła VI i Piusa V

Mszał Pawła VI, Wniebowstąpienie Pańskie

Edycja z 2002 r. przewiduje dwie modlitwy, druga z nich jest przejęta z Mszału Piusa V (zob. wpis z 17 maja), natomiast pierwsza modlitwa jest taka:

Tekst: „Fac nos, omnipotens Deus, sanctis exsultare gaudiis, et pia gratiarum actione laetari, quia Christi Filii tui ascensio est nostra provectio, et quo processit gloria capitis, eo spes vocatur et corporis. Qui tecum.” więcej »

Wniebowstąpienie Pańskie

2012-05-17

Notatki nt. pochodzenia kolekty o Wniebowstąpieniu Pańskim z Mszału Piusa V. Nt. Mszału Pawła VI – w niedzielę, z powodu przesunięcia uroczystości.

Tekst: „Concede, quaesumus, omnipotens Deus: ut, qui hodierna die Unigenitum tuum Redemptorem nostrum ad caelos ascendisse credimus; ipsi quoque mente in caelestibus habitemus. Per Dominum”. więcej »

VI niedziela wielkanocna / V niedziela po Wielkanocy

2012-05-13

Notatki nt. pochodzenia kolekt dzisiejszej niedzieli w Mszałach Pawła VI i Piusa V

Mszał Pawła VI, VI niedziela wielkanocna

Tekst: „Fac nos, omnipotens Deus, hos laetitiae dies, quos in honorem Domini resurgentis exsequimur, affectu sedulo celebrare, ut quod recordatione percurrimus semper in opere teneamus. Per Dominum”. więcej »

V niedziela wielkanocna / IV niedziela po Wielkanocy

2012-05-06

Notatki nt. pochodzenia kolekt dzisiejszej niedzieli w Mszałach Pawła VI i Piusa V więcej »

Lubiane na Facebooku