Lektura

2011-08-22

Swego czasu kupiłem wspaniałą książkę.

Rzecz o melancholii. Poważne studia, wyjątkowo duża cena. Wykosztowałem się, ale czując w rękach ważkość każdej stronicy, nie żałowałem zakupu i nie żałuję. Wprawdzie ciężar właściwy dzieła pozwoliłaby mi ocenić dopiero jego lektura, ale tej jeszcze nie podjąłem. Nie podjąłem i nie mam pewności, czy podejmę.

Z rozkoszą rozsmakowywałem się w spisie treści, wyrywkowych zdaniach, a nadto czytałem o niej świetne recenzje, rozmowy na okoliczność jej wydania. Ale czytanie tak fenomenalnej rozprawy wymaga celebracji, a celebracja − czasu. A czas − spokoju, a spokój − odpowiednich warunków. To wydarzenie, na które trzeba sobie zasłużyć, przygotować się. Lektura musi być powolna, ale zarazem daleka od znużenia; odurzająca, lecz podejmowana z jasnością umysłu. I jak tu, pośród sprawunków codziennego dnia, podołać takiemu wyzwaniu?

Nie od razu odgadłem, jak się sprawy mają. W naiwności myślałem sobie: „Zacznę wieczorem i tak co dzień po kawałku, sukcesywnie”. Potrzeba było trochę czasu, bym się zmiarkował, że to księga warta znacznie więcej niż zwykłe przeczytanie. I moją ciekawość muszę poskromić.

Dałem się uwieść myśli, że dzięki niej zdobędę jakąś wiedzę, zainteresuję się czy zainspiruję. Niskie to pobudki i jawne ubóstwo duchowe. Poszerzenie horyzontów jest przecież zwiewnym elementem czytania. Nie o horyzonty chodzi, lecz o wymiar wertykalny. Nie o wiedzę, lecz − znajomość rzeczy, zrozumienie.

Książka leży więc wśród książek, tam na półce. Nieprzewertowana i niewzruszona. A ja tylko spozieram na nią ukradkiem, od czasu do czasu przecierając z cierpliwie gromadzącego się na okładce i na brzegach kurzu. I rozmyślam, i próbuję odgadnąć, co też jest w niej zapisane.

Zaocznie przenikam zawarte na jej kartach obserwacje i spostrzeżenia, intuicyjnie wyczuwam właściwą ich treść. Samo to moje niesięgnięcie po książkę. To na jej temat. Z moich licznych, niewyartykułowanych komentarzy do niej, uwag do numerów rozdziałów, powstaje traktat, mój własny, o melancholii.

Wprawdzie nadal jeszcze książkę chciałbym przeczytać, jednak nie spodziewam się, by dała mi więcej niż dotychczas.

Moja lektura − to brak lektury. A nieznane rozważania o melancholii to sposób myślenia o niej, poznawania jej, a być może i popadania w nią.

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Małe nieoczywistości

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek.

Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.

Najnowsze wpisy autora

Sekwencja

2012-04-18

Zmieszany jeszcze jestem. Poukładało się jakoś nieprzewidzianie. Trochę inaczej niż przypuszczałem. Już od Niedzieli Palmowej, z jej zimnym hosanna, kiedy gorliwość stłamsiło rozkojarzenie, dzieci kaszlące w stronę ołtarza. więcej »

D.O.M.

2012-03-14

Zakład pogrzebowy. Zakład pogrzebowy? Nie, to pomyłka. Te pseudosecesyjne zawijasy na szyldach, fioletowa i czarna otoczka witryn nie może mieć nic wspólnego z pogrzebem. Głupie, niedojrzałe żarty. Zabawa w smutek. więcej »

W lutym, bieżącego roku

2012-02-20

Pani Wisława Szymborska. Słyszałem o niej, wiedziałem. Ale to ze względu na jej poezję. Na − poetkę. Była nieodłączna od świata, w którym się pojawiłem. więcej »

Przytomność

2012-02-10

Która godzina? Mam słabą pamięć, przykrótką. Nie pamiętam. Chyba wiele się zmieniło od ostatniego razu, wcześniej było inaczej. Inne słowa przychodziły do głowy. Inaczej rysował się wieczór. Niewiele z tego kojarzę. więcej »

Lubiane na Facebooku