W życiu bardzo ważne są małe odkrycia w codzienności. Wczoraj, w trakcie wieczornej modlitwy na nowo uświadomiłem sobie, że dzięki zakonowi mogę doświadczać czegoś, co roboczo nazwałbym „duchowym carte blanche”. Mam na myśli wyjście z sosu, w którym codziennie się gotujemy na wolnym ogniu, czasem kisimy, a momentami nawet wrzemy. więcej »
Przez cały lipiec mam okazję uczestniczyć w kursie języka angielskiego dla jezuitów z Europy, który jest organizowany w naszym krakowskim Kolegium Jezuitów. Nauczycielami są nasi współbracia ze Stanów Zjednoczonych. Mogę śmiało napisać, że „tym faktem nie odkryję Ameryki”, ale kurs oprócz okazji do nauki języka, jest wyśmienitym czasem do wymiany myśli, opinii i zwyczajów panujących w naszych krajach. więcej »
Ostatnio wiele czasu upływa mi nad przygotowywaniem Modlitwy w drodze, której poświęciłem cały poprzedni wpis. Pod poprzednim postem bardzo trafnie wypowiedział się w swoim komentarzu Michał Buczkowski. Nie odpowiedziałem na niego od razu, bo „zabił mi nim klina”. więcej »
Dziś rozpoczyna się Adwent, czas radosnego przygotowania na przyjście Pana. Ten okres, od momentu mojego wstąpienia do zakonu, przeżywam w zupełnie odmienny sposób, niż to było wcześniej. Nabrał on dla mnie innego kolorytu. Obecnie przez ten miesiąc, z pomocą Pana, chciałbym przynajmniej odrobinę dojrzeć do tej radości z Jego przyjścia do nas… więcej »
Przez dobrych kilka dni byłem „wyłączony z obiegu”. Pierwszą misją, którą powierzyło mi Towarzystwo na najbliższy czas są bowiem studia i to one były przyczyną mojej nieobecności. Zaglądając dziś na bloga zrobiłem „duże oczy” patrząc na liczbę komentarzy pod ostatnim wpisem. Nie myślałem, że okaże się on kijem włożonym w mrowisko. więcej »
Wczoraj w czasie kilkugodzinnej podróży samochodem z moimi współbraćmi, znalazł się czas na wspólne rozmowy i dyskusje. Postanowiłem poruszyć temat, który nie ukrywam nurtuje mnie od dłuższego czasu. Ujmę go w sposób opisowy, gdyż jest to raczej próba podsumowania dotychczasowej refleksji. więcej »
Wszystko zaczęło się w wieku 4 lat. Byłem dość niesfornym dzieckiem i trudno było mi przez całą godzinę stać na Mszy przy rodzicach w jednym miejscu. Biegałem po kościele z kąta w kąt. Podobno, bo sam tego nie pamiętam, lubiłem siadywać w konfesjonale i gdy księża przychodzili spowiadać przepraszali mnie pytając, czy oni mogą teraz trochę usiąść. Mój proboszcz wpadł na pomysł, abym został ministrantem. więcej »
Paweł Witkowski SJ