O trudnościach wychowawczych i doświadczeniach liturgicznych.

2011-07-20

Mój starszy syn, piętnastoletni pryszczaty młodzieniec,powiedział mi ostatnio, że on zdecydowanie woli „nową” mszę, albowiem niezrozumiałość łacin utrudnia mu dobre i pobożne uczestnictwo w Eucharystii. Klęska wychowawcza – pomyślałem sobie. Na całej linii!!!

Mogłem domniemywać (może nawet pocieszać się?), że nie o łacinę tu chodzi, a o godzinę, która rzeczywiście rozbija porządek dnia niedzielnego. Istotnie – uczestnictwo w parafialnej mszy o godzinie 11, pozwala zaraz po obiedzie, czyli gdzieś koło 14, oddać się licznym rozrywkom z kolegami: grze w piłce czy rowerowym wycieczkom, teraz latem połączonym z kąpielą, w którymś z pobliskich jezior. Tymczasem „stara” msza o 14 dopiero się zaczyna, na dodatek traci się dużo więcej czasu na dotarcie i powrót do kościoła gdzie jest odprawiana. I jeszcze dodatkowy handicap -  ponieważ jest odprawiana solidnie, to i trwa nieco dłużej.
Mogłem tez pluć sobie w brodę, że zawsze zależało mi na związkach z parafią i dzieliłem włos na czworo, zamiast bezwzględnie ganiać z rodziną na tridentinę do bardziej odległych miast. (Ta wspomniana wyżej to dopiero od roku). Mogłem żałować, że oddałem dziecko do salezjańskiego gimnazjum, gdzie do liturgii stosunek bywa nieco „twórczy”, ale diecezjalne niewiele lepsze, a w jego przypadku to jednak lepsze rozwiązanie niż szkoła państwowa.
Oczywiście próbowałem go wcześniej zapoznać z łacińsko- polskim mszalikiem, skłonić do lepszego przygotowania się do Mszy, może nawet do jakiegoś studium łaciny. Co począć jednak z takim pryszczatym? Biorąc zaś pod uwagę to jakiej muzyki słucha on i koledzy trudno było odwoływać się do wzniosłości gregoriany.
W ostateczności, uwzględniając swoje ostatnie doświadczenia, musiałem także wziąć na serio argument obcości języka. Z powodów zawodowych, spędzam ostatnio sporo czasu w północno – zachodniej Rumunii. Ciekawa okolica. Mniej więcej jedna trzecia okolicznych mieszkańców to Węgrzy, z których większość to katolicy obrządku łacińskiego, ale jest tez sporo kalwinów. Rumuni to oczywiście chrześcijaństwo tradycji bizantyjskiej, w większości prawosławni ale także sporo katolików. W mieście są trzy biskupstwa: katolickie – łacińskie i greckie, oraz prawosławne. Do tego znacząca ilość (niektórzy mówią, ze nawet do 10%) baptystów i zielonoświątkowców z obu narodów. Nie mam wielu okazji do praktykowania, bo w tzw. weekendy zawsze jestem w domu, ale zdarzają się dni, gdy poczuwam się do obowiązku uczestnictwa w liturgii w tutejszych kościołach. Pierwszym takim dniem była Środa Popielcowa. Poszedłem wieczorem do łacińskiej katedry. Oczywiście Msza w formie zwyczajnej, oczywiście po węgiersku. Byłem kiedyś na Litwie. Na ulicy ich język był całkowicie niezrozumiały i z niczym się nie kojarzący, ale w Wilnie było jednak dość kościołów z Mszą po polsku a resztę czasu spędziłem u solemskich benedyktynów, gdzie liturgia jest po łacinie. W innych częściach świata zaś, zawsze uczestniczyłem w liturgiach albo w językach, które lepiej lub gorzej znałem, albo w łacińskich ( w obu formach rytu rzymskiego) albo w językach do tej łaciny zbliżonych, jak np. włoski. We wspomniany Popielec zatem doświadczyłem czegoś nowego. I pomimo pięknej barokowej świątyni, pomimo znajomej muzyki organowej, pomimo, wreszcie, znajomości struktury nabożeństwa, miałem duże trudności. Spróbowałem potem jeszcze raz w zwyczajny dzień powszedni, ale odczucie się nie zmieniło. Kiedy więc nadeszło Boże Ciało, które w lokalnym kościele łacińskim (brać w cudzysłów czy nie?) i tak było przeniesione na niedzielę, zdecydowałem się na Boską Liturgię u grekokatolików.  W każdym razie, pochwalę się, mój wybór liturgii po rumuńsku, był  w owym dniu motywowany nie tylko podobieństwem tegoż języka do łaciny, ale i tym, że już się go co nieco zdążyłem nauczyć. A z lektur i z kilkukrotnego uczestnictwa w liturgiach ukraińskich, struktura Służby Bożej była mi jako tako znana.
Tu musi nastąpić mała dygresja historyczna, nie bez związku jednak z tematem języka w liturgii. Lokalna unia z prawosławnymi powstała na początku XVIII w., kiedy ziemie szeroko rozumianego Siedmiogrodu przeszły w wyniku pokoju z Turcja w Karłowicach (1699) pod panowanie habsburskie. Jednym z jej skutków było top, że lokalne wschodnie duchowieństwo, zaczęło wyjeżdżać na studia do Rzymu, gdzie odkryło, że język jego ludu jest wcale podobny do łaciny. Na poziomie filologicznym zaskutkowała to opracowywaniem gramatyk języka rumuńskiego i oczyszczaniem go z naleciałości słowiańskich (co oczywiście, na poziomie słownictwa nie do końca się udało). Na płaszczyźnie eklezjalnej doprowadziło zaś do zarzucenia stosowania liturgicznych ksiąg starocerkiewnosłowiańskich i zastąpienia ich księgami tłumaczonymi na język rumuński. Ciekawe, nieprawdaż! Tym bardziej gdy się weźmie pod uwagę, że prawosławni dokonali tej zamiany grubo ponad sto lat później, ok. roku 1860, tuż przed zjednoczeniem hospodarstw mołdawskiego i wołoskiego w jedno państwo będące początkiem współczesnej Rumunii.
Ponieważ nijak nie dało się ustalić grafiku liturgii w katedrze, wybrałem się do cerkwi prowadzonej przez, uwaga, franciszkanów konwentualnych obrządku wschodniego. Po wejściu do cerkwi stwierdziłem obecność podstawowego elementu latynizacji, (choć może to bardziej element zeświecczenia), czyli normalnych ławek z klęcznikami. Sama liturgia jednak przebiegała w miarę normalnie, poza odczytywaniem a nie śpiewanie zarówno lekcji jak i ewangelii, aż do momentu Komunii świętej. Oto bowiem okazało się, że chleb jest niekwaszony. De facto użyto do konsekracji zwykłych, łacińskich małych, okrągłych hostii. Konsekrowano je poza tym na jakiejś wcześniejszej liturgii, bo wyjęto je z tabernakulum! Owszem Komunia była sub utraque,  przez zanurzenie, ale wino użyte do konsekracji było białe. A na koniec liturgii, kapłan ustawił na ołtarz, przy otwartych carskich wrotach, monstrancje z odpowiednio większą hostia i mieliśmy trwające dobre 40 minut nabożeństwo adoracyjne. Wcale niezłe Boże Ciało!

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Notatki parafianina

Piotr Chrzanowski

Z wykształcenia inżynier mechanik, od dłuższego czasu z zawodu dyrektor. Mieszka pod Bydgoszczą.

Mąż z ponad dwudziestoletnim stażem i ojciec dwóch synów zaczynających gimnazjum i kończących podstawówkę.

Najnowsze wpisy autora

Jeszcze o Wigilii Paschalnej

2012-04-14

 Wielkanoc dobiega końca, zapewne w spokojniejszej atmosferze można teraz powrócić do jednego z poważniejszych zagadnień liturgicznych, związanych z tym świętem, a mianowicie do pory sprawowania Wigilii Paschalnej. więcej »

Hej kolęda, kolęda.

2012-01-21

 Poruszano ostatnio na tych stronach relacje w jakiej pozostaje tzw. religijny śpiew ludowy do liturgii Głosy te jednak dotyczyły miejsca tegoż śpiewu w ramach Mszy św., nie odnosiły się natomiast do kwestii zbieżności tekstów śpiewu ludowego z tekstami liturgicznymi, z okresem roku liturgicznego itp.  więcej »

Kościół, lewica, dialog - czyli o ks. Bonieckim

2011-11-05

 Półtora miesiąca temu Zbigniew Nosowski, naczelny miesięcznika Więź, opublikował artykuł „Dwie twarze jednej nienawiści”. Postawił w nim na jednym poziomie tzw. artystyczne dokonania niejakiego Nergala, w szczególności podarcie Biblii i profanacje pomnika Żydów pomordowanych w Jedwabnem. więcej »

Bóg, liturgia, piękno, kultura.

2011-09-01

Benedykt XVI wygłosił na wczorajszej audiencji generalnej w Castel Gandolfo bardzo piękną katechezę o kontemplacji piękna, będącej drogą do Boga. więcej »

Lubiane na Facebooku