Chociaż w zasadzie tym razem raczej brak teologii. Nieco się waham czy dodawać ten wpis, ponieważ może on uderzyć w renomę teologicznego uświadomienia mojej najstarszej córki. Ale co tam, myślę, że sprawa jest ważna, więc renoma niech się schowa.
Marianka od jakiegoś czasu w czasie Mszy często deklaruje swoje niezrozumienie (ciągnie mnie za łokieć i pyta otwierając szeroko oczy: "ale o co mu chodzi, ja nic z tego nie rozumiem"). Co ciekawe, przynajmiej dotychczas nigdy nie zapytała o to w czasie Liturgii Eucharystycznej, zawsze tylko w trakcie Liturgii Słowa i ogłoszeń. Ale nie ma co z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków, bo rzecz może wynikać z koszmarnej dykcji i nieuznawania znaków przestankowych przez niektórych lektorów z jednej, a specyficznego kodu w jakim podawane są planowane intencje mszalne ("... Jana syna, Melanii żony z dziećmi...") z drugiej. Nieważne, w każdym razie właśnie o niezrozumienie tu idzie.
Na dzisiejszych ogłoszeniach w pewnym momencie padło: "dzień ten a ten, święto takie a takie, odpust w N.". Marianka ciągnie mnie za łokieć i pyta: "Tatusiu, a jaki odpust?" No więc ja zbieram się w sobie i zaczynam: "Wiesz co to jest czyściec?" Szczerze mówiąc do tej pory w te rejony katolickiej eschatologii jeszcze się nigdy nie zapuściliśmy, więc byłem naprawdę zdumiony, kiedy mi odpowiedziała coś (dokładnego sfromułowania nie pamiętam), co definicją czyśca nie było, ale wskazywało, że pojęcie nie jest jej obce. Jak już to mieliśmy z grubsza wyjaśnione - a ogłoszenia trwają: "... Józefa męża, Jadwigi matki, sąsiadów bliższych i dalszych... itd." - to zacząłem wykładać, jako to są takie czasy i miejsca, kiedy pod pewnymi warunkami, spełniając to i to, możemy pomóc duszom... Tu mi przerwała: "Ale nie o to mi chodziło, bo ja i tak nic z tego nie rozumiem, ja się pytam co będzie na tym odpuście". (...)
No i tak. Z jednej strony pewnie zawsze tak było, że dzieci postrzegały odpust przez pryzmat "odpustowych" świecidełek i łakoci. Z drugiej mam wrażenie, że prawdziwy wymiar tego rodzaju parafialnych uroczystości został w rzeczywistości wyparty przez oczobijne stragany z chińszczyzną, słodyczami (widziałem np. piernikowe serduszka z lukrowym napisem: "Za dobry seks"), petardami i kto tam wie czym jeszcze. W ich plastykowej komercji trudno jest się dopatrzyć słonecznej ludyczności, która mogłaby towarzyszyć temu świętu żywych i umarłych. Mogłaby, gdyby było to właśnie takie święto. A gdzieś w tyle głowy kołata mi się mea maxima culpa. Moja sprotestantyzowana pobożność długo jeszcze będzie się leczyć z obojętności na los dusz czyścowych. Nie chciałbym zostawić jej w spadku mojej córce, kiedy wyjdzie już z okresu zainteresowania tym, "co będzie na odpuście".
Tomasz Dekert
Mąż, ojciec dwóch córek i dwóch synów
Doktor religioznawstwa (UJ)
Wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie
Współpracownik Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego
Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne
Autor m.in. książki Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama, (WAM, Kraków 2007).
Komentarze
czw., 6.10.2011, 9:58
Odpust
@MB: Nie, bo wtedy byłoby "Za boski seks".
@Beata: Pewien bar ulokowany w tzw. kramach dominikańskich, ciągnących się wzdłuż muru krakowskiego klasztoru reklamował kiedyś właśnie na takiej niskiej tablicy wystawionej przed drzwiami cały zestaw tego typu drinków. "Sex on the beach" też tam był, ale moim faworytem był "Extremal orgasm".
Moje dziecięce wspomnienia odpustowe wiążą się głównie z drewnianymi pukawkami. Coś pośredniego między imitacją broni i zabawką :)
@Filip: pisząc ten tekst odkryłem sam dla siebie ten aspekt odpustu jako wspólnego święta żywych i zmarłych. Może to symptom zdrowienia, choć tymczasem tylko na poziomie racjonalnym.
śr., 5.10.2011, 10:51
"Moja sprotestantyzowana
"Moja sprotestantyzowana pobożność długo jeszcze będzie się leczyć z obojętności na los dusz czyścowych."
------
Właśnie. To się leczy. Współczesna nauka zna takie przypadki. ;)
śr., 5.10.2011, 10:41
@TD, @MB
też myślę, że da się to "po bożemu" wytłumaczyć :-)
Za to latem nad Bałtykiem lody o nazwie "Sex on the beach", nazwa na wysokości oczu 5-7-latka.
Myśmy przerabiali plastikowe karabiny i drewniane mieczyki, czyli narzędzia przemocy [ale dostałam też kiedyś od chłopaków pierścionek z czerwonym oczkiem, prawie jak w dzieciństwie na Bielanach; prawie, bo w dzieciństwie, co tu dużo mówić, był ten piękniejszy; a na Bielanach odpustów już nie ma, tak jak karuzeli - może obecny proboszcz coś poradzi, ale żeby były z pańską skórką i cukrową watą...]
Skłonności do przemocy u osoby - brak. Miłość do historycznego oręża - ta już chyba nie przepadnie.
[po zastanowieniu: karuzela na Bielanach już przecież jest, tuż przy plebanii...]
Znaczenie odpustu z trudem budujemy. Z westchnieniem patrząc na kolorowe stragany, kiedy było prościej.
Dziecię, coraz już starsze, łatwiej od nas daje radę.
śr., 5.10.2011, 8:58
@TD
widziałem np. piernikowe serduszka z lukrowym napisem: "Za dobry seks"
---
Może to stoisko knotzystów było?
Brick by brick.