Tegoroczne roraty sprowokowały mnie do refleksji nad prawdziwością świata. Zatem, o niej dzisiaj w kilku słowach. Moim celem nie jest próba ponownego rozniecenia "sporu o istnienie świata", lecz zaproszenie do tego, by zwrócić uwagę na rzeczywistość, w której się poruszamy, i którą - mniej lub bardziej świadomie - tworzymy.
Okazuje się, że w liturgii można obejść się bez elektrycznych świateł i lampionów na baterie, że nie jesteśmy skazani na plastikową rurę imitującą paschał, poliestrowe, ociekające kiczem ornaty, czy kadzidło przypominające zapach dymu z wypalanego pastwiska. Nie nawołuję w tym miejscu do tego, byśmy - jak amisze z Pensylwanii - zrezygnowali z dobrodziejstw współczesności; chodzi mi raczej o to, by uświadomić sobie, jak bardzo sztuczny świat wkroczył w nasze życie, ze wszystkimi tego konsekwencjami...
Liturgia bowiem nie jest "odgrywaniem sztuki", w której umiejętnie wykorzystuje się rekwizyty. W niej każdy detal ma swój sens i swoją wymowę. Bo i Chrystus wkroczył w ciemność - nie taką, którą możemy sobie jedynie wyobrazić, lecz prawdziwą i do cna realną.
Dominik Jurczak OP
Dominikanin, magister teologii, ukończył Kolegium Filozoficzno-Teologicznego w Krakowie.
Komentarze
pon., 22.12.2008, 13:25
szukać trzeba
pon., 8.12.2008, 16:37
we wszystkim się z Tobą
ndz., 7.12.2008, 12:02
Gadżetowa kiczowatość
"Bo niebo trzeba podnieść już dziś..."
ndz., 7.12.2008, 11:43
W gruncie rzeczy liturgia
Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...
ndz., 7.12.2008, 0:46
Przedwczoraj rano coś