Muzyka liturgiczna - co dalej?

2009-01-26

Nie będę ukrywał, że o tym, co tu napisze nie chciałem mówić głośno, ale powiem. To, co skłoniło mnie do wypowiedzi na temat „śpiewów dominikańskich” był tekst Uli Rogali, za który bardzo dziękuję, bo jest dobry i mądry. A liczba komentarzy do niego pokazuje, jak bardzo żywy i aktualny to temat.

Na początku garść wspomnień. Nigdy nie ukrywałem, że to, co szczególnie przyciągnęło mnie do dominikanów, to właśnie liturgia, śpiew liturgiczny. Pamiętam jak 14 lat temu od mojego znajomego księdza dostałem pierwszy śpiewnik „Niepojęta Trójco” (ten kserowany). Chłonąłem te utwory, uczyłem się głosów, próbowałem uczyć innych, sam nawet zacząłem pisać coś „na wzór”. Zakon mi to umożliwił, pojawiły się własne utworki. Pierwszy z nich, „Daj mi, o Panie”, nawet znalazł się na płycie Duszo Chrystusowa.. Pisanie muzyki - to zawsze było wyzwanie, jakieś poczucie odpowiedzialności, dawało wiele radości, czasami poczucie porażki.

Dzisiaj, po tych kilku latach mam wrażenie, że stoimy na zakręcie. Chociaż ciągle powstają nowe utwory, pojawiają się nowi, młodzi kompozytorzy, za których należy dziękować, mam wrażenie, że coś powoli się wyczerpuje. Ula pisała o zaletach i wadach budowy naszych utworów. Bez wątpienia wielką zaletą jest to, że umożliwiają one czynne uczestnictwo w liturgii wiernym; Kościół śpiewa – powiedzielibyśmy. W wadach zauważyła niebezpieczeństwo „znużenia schematem w melodii”. Myślę, że w jakimś sensie to już się dokonuje; podobnie w harmonii: opóźnienia w kadencjach z 4 na 3 są piękne, ale mam już ich przesyt. Piszę szczególnie o sobie. W moim komputerze mam katalog pt. „Niedokończone”, a w nim krocie zaczętych pieśni, których już pewnie nie skończę. Mam wrażenie nieustannego powtarzania, że już gdzieś to słyszałem.

Niedawno pewien z braci pożyczył mi jedną z ostatnich płyt tego, od którego wszystko się zaczęło – A. Gouzesa OP. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, że francuski dominikanin, który wypracował swój oryginalny, rozpoznawalny styl, zmienił koncepcję i charakter swoich nowych utworów. Są to utwory dużo trudniejsze, polifoniczne. Nie wiem, co kierowało kompozytorem, może również świadomość, przeświadczenie, że warto szukać czegoś dalej, może nie warto stać w miejscu?

Niedawno przejrzałem spis utworów, które mają znaleźć się w nowym tomie śpiewnika Niepojęta Trójco. Zauważyłem, że wiele utworów to opracowania tradycyjnych pieśni liturgicznych. Można tłumaczyć to różnie: na pewno pierwszym kryterium będzie ciągłe odkrywanie naszej tradycji, piękna niekiedy wiekowych, XVI, XVII-wiecznych pieśni. Ale, czy nie jest przypadkiem tak, że sięganie do tradycyjnych śpiewów nie jest przejawem pewnego „znużenia schematem melodii”, czy też inaczej, świadomością tego, że niezmiernie trudno napisać melodię piękną, w miarę prostą, ale nibanalną, nie-filmową, nie-rozrywkową?

Pytanie kolejne, które mi się nasuwa, to w jaki sposób nawiązywać do chorału, co sugeruje Ula? Ostatnio sięgnąłem ponownie do nagrań motetów M. Durufle, opracowanych na podstawie antyfon i Hymnów gregoriańskich: Ubi Caritas, Tota Pulchra es, Tu es Petrus i Tantum ergo. Kompozycje mistrzowskie, misternie skonstruowane, ale raczej nie widzę możliwości wykonywania ich na liturgii. Usłyszeć możemy je jedynie na koncertach zawodowych chórów. Pamiętam jedną próbę zaśpiewania Ubi Caritas w opracowaniu Durufle w naszej krakowskiej Bazylice podczas liturgii Wielkiego Czwartku. Chociaż się udało, pamiętam, że dla śpiewaków była to droga przez mękę (mam nadzieję, że dla modlących się osób nie), kolejna próba nie została podjęta.

Z radością też obserwuję, że w naszej krakowskiej liturgii pojawia się wreszcie chorał. Bracia już od jakiegoś czasu śpiewają w niedziele gregoriańskie części stałe. Więcej chorału pojawiło się również podczas Triduum Paschalnego. Uważam, że nowa muzyka liturgiczna powinna wejść w dialog z chorałem. Pięknym przykładem dla mnie jest Magnificat z nowej płyty Pawła Bębenka, który uważam za najlepszy utwór z tej płyty.

Na koniec uwaga chyba najistotniejsza. Mam świadomość, że wszystkie postawione tu pytania i nieśmiały postulat szukania nowego, aczkolwiek zakorzenionego w tradycji języka muzycznego, mają bardzo cienką granicę i trzeba je stawiać ostrożnie. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że przestrzeń liturgii stanie się poletkiem doświadczalnym dla eksperymentujących i poszukujących kompozytorów, a tego na pewno nikt z nas nie chce. Trzeba uważać. Najważniejszy jest Pan Bóg a pieśń ma kierować na Niego, na Niego otwierać i pokrzepiać serca modlących. Wreszcie pewnie najlepszym kryterium będzie modląca się wspólnota, która pojawiające się „nowe – nowe” pieśni uzna za swoje. 

Komentarze

Moje zdanie o komponowaniu i

Moje zdanie o komponowaniu i pisaniu muzyki liturgicznej jest takie - może to zabrzmi banalnie - ale utwór który piszę ma być przedewszystkim moją modlitwą i wypływać z mojej wewnętrznej duchowości.

Wszak, melodia, tekst, harmonia przesiana przez filtr mojej wrażliwości, empatii, wewnętrznego napięcia wynikającego z ciągłego poszukiwania Najwyższego i onieśmielającego poczucia ciągłej grzeszności.. .

Myślę, że wystarczy mieć stosunek modlitewny do muzyki którą się pisze, a reszta będzie dodana.. .

:-))

Pozdrawiam.

Muzyk liturgiczny

Bardzo dziękuję ojcu za ten tekst

W dużej mierze opisuje moje doświadczenia z ?dominikańskimi? śpiewami liturgicznymi. Muzyka liturgiczna to dla piszącego ją autora nie lada wyzwanie twórcze i duchowe. Kryteriów ?liturgiczności? muzyki można wymienić bardzo wiele i toczyć długie spory jak, nie przymierzając, wokół interpretacji liturgicznych rubryk. Dla mnie najważniejsza jest jej służebność wobec Liturgii, tekstu oraz zgromadzenia, które będzie się nią modlić. Druga kwestia to trwanie na modlitwie autora muzyki, wytrwała prośba o otwarcie na Ducha Świętego. Trzecie kryterium, którego powinien dopełnić moim zdaniem autor, to duchowe i rozumowe poszukiwania sensu Liturgii, ciągle ponawiane próby dotknięcia jej tajemnicy. Istnieją również, jak się wydaje, pewne obiektywne kryteria dobrej jakości muzyki od jej strony kompozycyjnej. W pełni zgadzam się z Ulą, że istnieje potrzeba dyskusji i poszukiwań nad tymi kryteriami oraz troski o poprawność i wysoką kulturę kompozycji. Z całą pewnością czerpanie ze wzorca muzyki dawnej i klasycznej jest tutaj kluczem do sukcesu. I jeszcze trzecia kwestia, o której pisze ojciec Dawid ? potrzeba poszukiwania własnego, nowego języka wyrazu ? wydaje mi się to bardzo cennym uzupełnieniem tekstu Uli z jej bloga. Potrzeba moim zdaniem autorów, którzy połączą te trzy wymiary ? liturgiczności, muzyczności i indywidualnego języka, czy też pewnej dobrze rozumianej oryginalności. Myślę, że dążąc do tak mniej więcej zdefiniowanej twórczości, mamy szansę uniknąć zarówno kiczu w Liturgii, ale i obronić się przed nieuchronnym znużeniem, płynącym ze stosowania nawet bardzo dobrych, sprawdzonych wzorców.

Zastanawiam się nad owym

Zastanawiam się nad owym znużeniem... Wiele osób pewnie przeszło drogę podobną do ojca (ja akurat nie), tzn. poprzez muzykę liturgiczną trafiło "do dominikanów". Ale co się stanie, kiedy przyjdzie owo znużenie? Czy te osoby nie zrezygnują z liturgii? Jeśli przyciągało je tylko piękno zewnętrzne, piękno muzyki, piękno celebracji, to zawsze jest ryzyko odejścia, chociażby wskutek znużenia ciągle tymi samymi melodiami, tymi samymi śpiewami.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Dominikanin, student Akademii Muzycznej w Krakowie, autor pieśni i opracowań pieśni liturgicznych.

Najnowsze wpisy autora

Muzyka liturgiczna - co dalej?

2009-01-26

Nie będę ukrywał, że o tym, co tu napisze nie chciałem mówić głośno, ale powiem. To, co skłoniło mnie do wypowiedzi na temat „śpiewów dominikańskich” był tekst Uli Rogali, za który bardzo dziękuję, bo jest dobry i mądry. A liczba komentarzy do niego pokazuje, jak bardzo żywy i aktualny to temat. więcej »

Dialog Kościoła ze sztuką

2008-12-12

Krakowska Akademia Muzyczna w zeszłym tygodniu obchodziła jubileusz 75 urodzin Krzysztofa Pendereckiego, kompozytora, byłego jej rektora. W ramach jubileuszu odbyły się dwa koncerty jego muzyki, w których, jako śpiewak miałem możliwość wziąć udział. Głównie była to muzyka religijna: Psalmy Dawida – „młodzieńcze” dzieło kompozytora oraz Credo. Tak, jest to muzyka religijna. Penderecki lubi porównywać dzieło muzyczne do drzewa: ma być zakorzenione w ziemi, tj. w tradycji, dodajmy chrześcijańskiej tradycji oraz ma sięgać nieba, być na chwałę Stwórcy. więcej »

O niebezpieczeństwie żywota człowieczego

2008-12-12

Wiadomo, że rynek muzyki dawnej jest rynkiem niszowym. Dlatego pojawiające się od czasu do czasu produkcje polskiej muzyki minionych epok przechodzą „niezauważone”. Myślę, że podobnie ma się rzecz z płytą O niebezpieczeństwie żywota człowieczego Cypriana Bazylika w wykonaniu zespołu Bornus Consort. Dlatego warto poświęcić parę słów tej płycie, chociaż od jej pojawienia się na rynku minęło już trochę czasu a mam wrażenie, że płyta została niedoceniona i przeszła bez echa. więcej »

Lubiane na Facebooku