Nie pogadasz, bo zawsze tak było...

2008-12-21

Dziś o słynnym argumencie z tradycji, czyli o tym, że "zawsze tak było". Osobiście, fraza ta, od jakiegoś czasu, wywołuje we mnie nie najlepsze skojarzenia. Może dlatego, iż używa się jej przy byle okazji, dla uzasadnienia własnej wizji świata. Może...

Stwierdzenie, że "zawsze tak było", z teologicznego punktu widzenia sprzeczne jest samo w sobie – nie mamy bowiem oglądu Boga, nie możemy uwolnić się od czasu, by powiedzieć, jak było wtedy, gdy nas nie było. No chyba że ktoś potrafi... Nawet historia zbawienia – święta historia – ma swój początek i swój kres... Wcale nie była zawsze... Rozumiem, że spostrzeżenie, iż "zawsze tak było" ma wyrażać pewien skrót myślowy, jednak trzeba być uważnym, by przy okazji nie wyrugować innych "zmiennych", godnych co najmniej przemyślenia.

Ale idźmy dalej. Tradycja nie może opierać się na argumencie, że "zawsze tak było". Byłoby to niedorzeczne. "Jeżeli ktoś przyswaja tradycję, uczy się, że należy przejść ponad nią. Jeżeli ktoś spotyka się z przeszłością, musi zająć własne stanowisko wobec przyszłości"*. Bo tradycja to nie kurczowe trzymanie się raz wypracowanych rozwiązań, lecz poszukiwanie odpowiedzi adekwatnej do "dziś".

Może dlatego warto od czasu do czasu rozmawiać o tym, czy liturgia winna być śpiewana czy recytowana, z kadzidłem czy bez... Bo nie ma nic gorszego niż liturgia skupiona na sobie, a nie na Bogu Trójjedynym, przy całym pięknie różnych środków wyrazu... Obawiam się bowiem, że śpiew, nawet najpiękniej wykonany, najlepsze kadzidło, tylko dlatego, że "zawsze tak było", po prostu nie wystarczą. Mogą wywołać uniesienie, ale ono przecież nie będzie trwało wiecznie. Dobrze, jeśli poprowadzi ono głębiej... lecz czy każdego i zawsze? Nie mam pewności. 


* B. J. F. Lonergan, Metoda w teologii, Warszawa: „PAX” 1976, s. 136.

Komentarze

racja...

Rorantysto, nie mówię o odrzuceniu "a priori" tradycji, przeszłości, czy dorobku wcześniejszych pokoleń. Mówię o próbie dalszych poszukiwań (oczywiście, w szacunku dla tego wszystkiego, co przed nami), które niejednokrotnie hamowane są przez "fakt", że "zawsze tak było". Sądzę, że one również mogą być konkretem, choć innej natury. Piotrze, że są celebransi, którym wydaje się, że w liturgii mają ostatnie słowo... No cóż, pozostaje tylko ubolewać...

Szkoda tylko że niektórzy

Szkoda tylko że niektórzy tego nie rozróżniają- gdy taki argument pada z ust kogoś z kim można dyskutawać, to trzeba mu zadać pytanie- dlaczego tak jest? Czy jest "coś więcej", co sprawia że "tak jest od zawsze". To jest rzeczywiście płodne, bo tradycja najczęściej jest nośnikiem wartości. Gorzej gdy mówi to ktoś, kogo pozycja nie pozwala na rozmowę, a chce on po prostu zamknąć sprawę- niestety tak jest czasem z celebransami, którzy, jak wiadomo, maja w liturgii ostatnie słowo.

Piotr Świerczyński OP

fakt, nie argument

Dla mnie "zawsze tak było", to nie tyle argument, co stwierdzenie pewnego faktu. Jeśli ktoś w ten sposób charakteryzuje jakiś zwyczaj, oznacza to najczęściej, że trwa on dłużej niż sięga pamięć pokolenia. To nie jest moment na ważenie argumentów i wnioski, to zaproszenie do często pasjonującej przygody zapoznania się z takim zwyczajem, próba dotarcia do jego korzeni, znaczeń, symboliki. Wtedy dopiero możemy mówić o argumentach, mamy wiedzę, która pozwoli nam te zwyczaje wzbogacić, skorygować, zachowując to, co jest w nich wartościowe. W XII wieku Bernard z Chartres zauważył: "Jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona olbrzymów. W ten sposób widzimy więcej i dalej niż oni, ale nie dlatego, ażeby wzrok nasz był bystrzejszy, lub wzrost słuszniejszy, ale dlatego, iż to oni dźwigają nas w górę i podnoszą o całą gigantyczną wysokość." Olbrzymy, to dorobek przeszłych pokoleń, na który składają się osiągnięcia nauki, kultury, ale też różne zwyczaje. Odrzucając je a priori, bez próby ich zrozumienia, postępujemy tak, jakbyśmy rezygnowali z wspięcia się na ramiona olbrzymów. Ale wtedy nie zobaczymy nic więcej ani dalej. Pozostaniemy karłami stojącymi na ziemi i będziemy spoglądać na wszystko z karlej perspektywy.

bo mnie tak myśl przez głowę

bo mnie tak myśl przez głowę przechodzi, że tradycja to moc, ale nie konkret. a przy czymś takim jak wiara, przy rzeczywistości która z naukowym, czyli bym rzekła czysto racjonalnym patrzeniem ma niewiele wspólnego, potrzeba konkretów. Argumentów o silnych podstawach. Które trzymają tę wiarę w jakimś korycie, i prowadzą gdzie trzeba. Bez konkretów robią się jeziora.

są lepsze

Nie lubię tego argumentu przede wszystkim dlatego, że są dziesiątki lepszych i mądrzejszych. Uważam, że ten akurat wyjątkowo nie szanuje dyskutantów, tego że możemy się zROZUMIEĆ.

 

 

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Ładowarka

Dominik Jurczak OP

Dominikanin, magister teologii, ukończył Kolegium Filozoficzno-Teologicznego w Krakowie.

Najnowsze wpisy autora

Christus natus est nobis, venite, adoremus!

2009-12-22

Zostałem poproszony przez Marcina Lómendila Morawskiego, by w jego imieniu przekazać życzenia świąteczne. Procesor w komputerze odmówił niestety posłuszeństwa, co oznacza, że w najbliższych dniach nie będzie mógł reagować i odpisywać… więcej »

Imitamini quod tractatis

2009-07-05

Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję uczestniczyć w święceniach kapłańskich par excellance, to znaczy w stopniu biskupa. To cudowny, pełen teologicznych odniesień obrzęd. Muszę przyznać, że parokrotnie się wzruszyłem. Być może dlatego, że pamięć własnych święceń – gwoli ścisłości: w odpowiednio niższym stopniu – wciąż jest we mnie żywa i domaga się refleksji, choć w końcu mam na nią resztę swojego życia. więcej »

Dziękuję

2009-07-04

Sporo czasu minęło od ostatniego wpisu. Wszystko chciałoby się zwalić na święcenia prezbiteratu, które wraz z trzynastoma braćmi (23 maja) przyjąłem w Krakowie, ale - jak zawsze - nie jest to takie proste. więcej »

Ex silentio

2009-04-18

Co roku w przeżywaniu tajemnicy Wielkiej Nocy zachwyca mnie cisza. Przenikliwa i absolutna. Nie jest ona głuchą otchłanią - nie wiedzie bowiem do pustki. Prowadzi natomiast do pustego grobu, do "dowodu", że On ostatecznie zwyciężył. To cisza przeniknięta niewyrażalną radością, tak jak Słowo, które rodzi się w milczeniu. Alleluja!

Lubiane na Facebooku