Mam nieodparte wrażenie, że miejsce, jakie zajmujemy w czasie mszy (z przodu, z tyłu, w kruchcie, w kącie…) coś o nas mówi i coś ważnego wyraża. Pewnie po części wynika z naszego naturalnego usposobienia, które ujawnia się również w innych sytuacjach. Ktoś lubi być w samym środku, a ktoś woli stać z brzegu. Nawet gdyby na tym poprzestać, to już daje to trochę do myślenia. A gdyby założyć, że to miejsce w dużej mierze odzwierciedla poziom naszego wewnętrznego zaangażowania w liturgię, a może nawet w wiarę, to materiału do przemyśleń jest jeszcze więcej.
Nie wiem czy samo podejście bliżej, do ołtarza może w nas coś zmienić. Pewnie tak, choć zazwyczaj dzieje się na odwrót. Podejście bliżej jest następstwem jakiejś wewnętrznej przemiany, potrzeby. Nie sądzę by ktoś, kto stawia się na obrzeżach Kościoła pchał się blisko ołtarza. Nie dziwię się temu, zwłaszcza jeśli jest to wynikiem świadomej decyzji. Nie sądzę również, by ktoś kto jest zaangażowany w życie wiarą uczestniczył we mszy z samochodu, przy otwartej szybie (widziałem!!!). A zatem nie od rzeczy jest zastanowić się gdzie jest moje miejsce i dlaczego?
Marek Rojszyk OP
Dominikanin. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się praktyką wykonywania chorału gregoriańskiego.
Uczestniczył w nagraniu czterech płyt i brał udział w licznych przedsięwzięciach liturgiczno-muzycznych, szczególnie w zakresie rekonstrukcji dominikańskiej tradycji śpiewu.
Pracował nad popularyzacją chorału gregoriańskiego w środowisku akademickim.
Prowadzi zajęcia z chorału gregoriańskiego odbywające się w ramach działalności Stowarzyszenia "Sztuka Żywota".
Komentarze
wt., 13.1.2009, 17:17
Dlatego...
wt., 13.1.2009, 15:35
Miejsca
wt., 13.1.2009, 12:45
w mojej parafii był taki
wt., 13.1.2009, 11:36
różnie to bywa
wt., 13.1.2009, 10:03
A gdyby zastosować do
Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...
wt., 13.1.2009, 1:12
Coś na ten temat