Trochę przestraszyłem się myślą, że liturgia bywa miejscem eksperymentów. Dotyczy to głównie muzyki liturgicznej. Ale z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nie posiadamy w tym względzie ustalonego przez tradycję kanonu, to siłą rzeczy na eksperymenty jesteśmy skazani. Tradycyjna muzyka liturgiczna wprawdzie istnieje, ale… w księgach. A gdy przychodzi ją wykonać, to znowu tylko hipotezy i rekonstrukcje.
Myślę przy tej okazji o sytuacjach, które można nazwać liturgicznymi porażkami. Trzeba o tym wspomnieć, trzeba się przyznać. Bo rzecz w tym, że aby we właściwy sposób wskazać na treść, trzeba dość swobodnie operować formą. A te formy niejednokrotnie nas przerastały. Albo nie starczało czasu, żeby dobrze je przygotować, albo okazywały się nieadekwatne, przestrzelone i zamiast odsyłać dalej zatrzymywały na sobie całą uwagę, a czasem po prostu męczyły sztucznością. Wielu z tych eksperymentów bym nie powtórzył, ale żadnego z nich ani trochę nie żałuję.
Marek Rojszyk OP
Dominikanin. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się praktyką wykonywania chorału gregoriańskiego.
Uczestniczył w nagraniu czterech płyt i brał udział w licznych przedsięwzięciach liturgiczno-muzycznych, szczególnie w zakresie rekonstrukcji dominikańskiej tradycji śpiewu.
Pracował nad popularyzacją chorału gregoriańskiego w środowisku akademickim.
Prowadzi zajęcia z chorału gregoriańskiego odbywające się w ramach działalności Stowarzyszenia "Sztuka Żywota".