Szczerze przyznam, że nie będąc tytanem pracy, rozumiem trochę aktywistów, którzy doznają przerażenia słysząc modlitwę za zmarłych: „wieczny odpoczynek racz im dać Panie…” Bo czyż zwykły czas pracy, ze swoim ustalonym rytmem zadań, nie ułatwia życia? Co więcej, nieraz w to, żeby owocnie odpocząć trzeba paradoksalnie włożyć spory wysiłek. Dlatego okres świąteczny, w który wpisana jest spora doza odpoczynku, bywa często nie lada wyzwaniem, a wyczekiwane far niente może okazać się niekoniecznie dolce.
Praca jest czymś, co niejako od zewnątrz zmusza nas do zaangażowania i skupienia, a poza tym samoczynnie organizuje nam czas. Odpoczynek, który bynajmniej nie polega na przypadkowym nic nierobieniu, musimy zorganizować sobie sami, powiedzmy, wewnętrznym aktem. Jeśli dołożyć do tego trudną umiejętność bycia w pełni w tym, co się robi, to przestaje dziwić, że nieraz ciężko nam się pozbierać po świętach.
Marek Rojszyk OP
Dominikanin. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się praktyką wykonywania chorału gregoriańskiego.
Uczestniczył w nagraniu czterech płyt i brał udział w licznych przedsięwzięciach liturgiczno-muzycznych, szczególnie w zakresie rekonstrukcji dominikańskiej tradycji śpiewu.
Pracował nad popularyzacją chorału gregoriańskiego w środowisku akademickim.
Prowadzi zajęcia z chorału gregoriańskiego odbywające się w ramach działalności Stowarzyszenia "Sztuka Żywota".
Komentarze
pt., 9.1.2009, 0:21
Jakbym czytał o sobie :),