Dziękuję, nie narzekam. Do lekarza idę, bo idę. Wobec mnie to sprawa zewnętrzna. Zostawiam tam część swoich dolegliwości i tyle. Żeby nie czekać w kolejce, biorę książkę. Zawsze gdy nastawiam się, że wreszcie w poczekalni sobie poczytam, niezawodnie nie ma kolejki. więcej »
Ja właściwie nie o tym chcę, bo stało się tak, że kolega mój się powiesił. Popełnił samobójstwo. Dowiedziałem się zaraz. Mimochodem zawsze byliśmy ze sobą w miarę na bieżąco. więcej »
Kupiłem lampę naftową, na targu staroci. Akurat na Adwent. Wcześniejsza rozbiła się. Sprzedający był osobą niepozorną. Tak iż pamiętam go tylko ze względu na tę lampę. No i na targ. więcej »
Nie byłem szwajcarskim bankierem ani chłopem polskim w czasach wojennych. Nie podjąłem tajnej współpracy ani nie obsługiwałem angielskiego króla. więcej »
Rzeknę tylko o tym, co przeczytałem. Można powiedzieć: było to opowiadanko. Po epickim „Na Krakowskim Przedmieściu” czy po bajkach zwierzęcych z cyklu „Choroba wściekłych krów” lub „Ptasia grypa”, ta lektura zrobiła na mnie największe wrażenie. Ni to fantasy, ni reality show. Taka mniejsza nowela. więcej »
Swego czasu kupiłem wspaniałą książkę. więcej »
Pora na obiad. Wołam dzieci. Po dłuższej chwili jedna z córek zaczyna tłumaczyć mi z pokoju rozmaite trudności opóźniające jej przyjście. Krząta się, ni w tę, ni we w tę. Więc na swoją zgubę przerywam i obwieszczam: Najważniejsze, żebyś umyła ręce! więcej »
O tym, ile biel może mieć odcieni, kandydat na ministranta miał prawo jeszcze nie wiedzieć. Teologia komży zawierała się w zapisanym u każdego w kajeciku zdaniu: „Biel komży oznacza czystość duszy”. Nikt nigdy nie wysuwał co do tego zastrzeżeń. Myśl była tak oczywista, że nawet gdy społeczność ministrancka ulegała zupełnemu rozprzężeniu, nie trzeba było jej przypominać. Komu też przyszłoby do głowy zaprzeczać świątobliwej maksymie? więcej »
Dobrym, serdecznym zwyczajem było składanie sobie życzeń po porannej rezurekcji. Zakrystię licznie nawiedzali wówczas rozpromienieni parafianie, zwłaszcza kobiety − znane z codziennych mszy, najmocniejsze głosy kościoła; te, które mogły konkurować i z organistą, za nic mając siłę mikrofonów.
Słuchanie Stabat Mater. Muzyki do średniowiecznej pieśni. Autorstwa Palestriny. Czysta łagodność, świeży powiew smutku, udrapowany niczym fałdy szaty Marii, niby jej smukła postać spod dłuta Michała Anioła. Czara cierpienia w postaci cudownej wazy z epoki renesansu. więcej »
Prawdę mówiąc, zajmowałem się studnią. Już od jakiegoś czasu jej woda zaczęła wypełniać moje myśli. Aż w końcu zabrała mi też cały dzień. więcej »
Stojąc, czekając na żonę, chwilowo nie wiedziałem, jaką winę zaciągam. Zwyczajnie przyszedłem z zamysłem przyjścia i z nieposzlakowaną obojętnością czynu ustawiłem się w miejscu, w którym nie będę nikomu wadził. Co mógłbym sobie zarzucać? Że czekam? I to na swoją małżonkę? więcej »
W pociągu, w przedziale rozmowa dwóch starszych kobiet. Jedna zapalczywie gada, druga z dziwaczną miną, potakuje i nie daje nic po sobie poznać − czy jej to dotyczy? czy się interesuje? czy w ogóle coś rozumie? więcej »
Najdłuższe podczas Adwentu były noce. Dlatego teraz mam go przed oczami, jaśniejącego w elektrycznym świetle lamp. więcej »
Dziś moje tu wspomnienie Pameli Anderson. Chyba na wystawce gazet w sklepie widziałem niedawno jej zdjęcie. Właściwie nic o niej nie wiem. Ale to nieistotne. Pamela jest kimś, o kim nie mogę nie wspomnieć. Nie ma potrzeby mówić, kto to jest. Szczęśliwi, którzy o niej w ogóle nie słyszeli. więcej »
Cóż wart jest ministrant bez swojej komży? więcej »
Ile mogło się stać między wyjściem z domu a rozmową, między powrotem a drzwiami. więcej »
Pierwszy piątek miesiąca. W Kościele lokalnym wspomnienie własnych grzechów. Dzień dla wszystkich pobożnych poczciwców skrupulatnie prowadzących rachunek sumienia. więcej »
Mateusz Czarnecki
Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek.
Mąż wspaniałej żony i tato trzech córek. Mieszka na wsi polskiej.