Ze wspomnień ministranta. "Chrystus zmartwychwstał"

2011-05-06

Dobrym, serdecznym zwyczajem było składanie sobie życzeń po porannej rezurekcji. Zakrystię licznie nawiedzali wówczas rozpromienieni parafianie, zwłaszcza kobiety − znane z codziennych mszy, najmocniejsze głosy kościoła; te, które mogły konkurować i z organistą, za nic mając siłę mikrofonów.

 

Wchodziły w momencie, w którym zakrystię ogarniał politurgiczny chaos. Pośród wyplątujących się z komży ministrantów, księży rozdartych między humerałem, napierającym tłumem a drzwiami wyjściowymi, zaczynała panować iście zmartwychwstańcza atmosfera. A wyciszenie, należne miejscu, zachowywała jedynie przeciskająca się z nerwowym uśmiechem i kolejnymi albami siostra zakrystianka.

 

By nabrać wprawy w szybkim usuwaniu się z oblężonej zakrystii, potrzeba było ładnych kilku lat praktyki. Bowiem już sami entuzjaści Wielkanocy pytaniem, „gdzie jest ksiądz”, potrafili zająć nawet kwadrans. Zanim nabyłem tej umiejętności, nieraz brano mnie za gońca lub proszono o drobną przysługę utorowania drogi w głąb pomieszczenia.

 

I nie wiem, jak to się stało, że mimo całego mojego świątecznego doświadczenia tak długo nie znałem najbardziej podstawowego, tradycyjnego wielkanocnego pozdrowienia. Tylu życzeń się nasłuchałem, podobnych kupowanym w kioskach kartkom z pisklakami lub ze sceną zmartwychwstania, a te jedne, najwłaściwsze, jakby mnie omijały.

 

Poznałem je w końcu. Pamiętam. W późnej podstawówce. Stałem wtedy w zakrystii, nieopodal wejścia i miałem już kilkanaście lat.

 

Otóż, jak co roku po gremialnej modlitwie ministrantów, kończącej wszelkie święte obrzędy, natychmiast w drzwiach zaczęła się pojawiać grupka zainteresowanych. Weszli więc pierwsi z nich, a na czele − drżyjcie filary − pani K.! Dziarska i nigdy niczym niezrażona (z wyjątkiem księżowskich przygan). Wkroczyła i trafiając wprost na mnie, triumfalnie, ochoczo zawołała: „Chrystus zmartwychwstał!”

 

W fakt ten nie wątpiłem ani przez chwilę, lecz co z tego, skoro − jak widziałem − oczekiwana była ode mnie odpowiedź. Nie mając zaś na podorędziu żadnego zwrotu, odrzekłem: „Nawzajem!”

 

Zanim obopólna konsternacja zginęła w tłoku, zdążyłem jeszcze zawstydzić się, a pomieszanie ukryłem szybko w zdejmowanej właśnie komży.

 

Owszem, wielokrotnie okazywało się, że umykały mi sprawy rudymentarne i oczywiste jak sama wiara katolicka. Odkrywałem na przykład swoją nieznajomość pieśni Gorzkich żalów − nabożeństwa, którego dla płaczliwej wymowy i kazań pasyjnych unikałem jak ognia; albo przekorę swojej pamięci przy powtarzaniu pięciu przykazań kościelnych; czy choćby długotrwałą niewiedzę o tym, co znaczy „zmówić koronkę”. Itd., itd. Ale ta moja luka i to wielkanocne faux pas potraktowałem wyjątkowo.

 

Często wracałem do niego, powtarzając sobie i odtwarzając ten prosty dialog niby rytuał. I jakbym się przygotowywał na sąd szczegółowy, po dziś dzień w duchu pouczam siebie z tamtego czasu: „Gamoniu, odpowiada się: ‘Prawdziwie zmartwychwstał’!” Ale na nic. Nadal słyszę tylko: „Nawzajem!”, „Nawzajem!” 

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Małe nieoczywistości

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek.

Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.

Najnowsze wpisy autora

Sekwencja

2012-04-18

Zmieszany jeszcze jestem. Poukładało się jakoś nieprzewidzianie. Trochę inaczej niż przypuszczałem. Już od Niedzieli Palmowej, z jej zimnym hosanna, kiedy gorliwość stłamsiło rozkojarzenie, dzieci kaszlące w stronę ołtarza. więcej »

D.O.M.

2012-03-14

Zakład pogrzebowy. Zakład pogrzebowy? Nie, to pomyłka. Te pseudosecesyjne zawijasy na szyldach, fioletowa i czarna otoczka witryn nie może mieć nic wspólnego z pogrzebem. Głupie, niedojrzałe żarty. Zabawa w smutek. więcej »

W lutym, bieżącego roku

2012-02-20

Pani Wisława Szymborska. Słyszałem o niej, wiedziałem. Ale to ze względu na jej poezję. Na − poetkę. Była nieodłączna od świata, w którym się pojawiłem. więcej »

Przytomność

2012-02-10

Która godzina? Mam słabą pamięć, przykrótką. Nie pamiętam. Chyba wiele się zmieniło od ostatniego razu, wcześniej było inaczej. Inne słowa przychodziły do głowy. Inaczej rysował się wieczór. Niewiele z tego kojarzę. więcej »

Lubiane na Facebooku