Bóg jest miłością

2011-05-16

Jako, że czas wielkopostny był, poszedłem ci i ja do spowiedzi, gdyż jak wiadomo w szczęśliwym systemie naszym Wielki Post do czasu wielkanocnego się zlicza. A z Panem Bogiem rachunki załatwić w tym czasie dobrze jest i wypada.

 

Więc udałem się do świątyni pobliskiej, na kolana: ryms – i mówić ja księdzu poczynam: zgrzeszyłem. Tym i owym zgrzeszyłem, tak się oskarżam w te pędy. Na takie sprawy postawienie wielebny jakby tylko czekał i naukę mi daje, jak trzeba, jakom i sam prosił. I – tak z tego wynika, powiada: „uciesz się”. Zdawało się, że spowiedzi koniec – myślę: ciekawa pokuta – kara taka, by się cieszyć; ale nie koniec to był na tym. „Uciesz się” - powiada – „paschalną radością”. Już zdziwiony byłem, że „naprawdę” nie dodał, bo bez tego, wiadoma rzecz, ucieszyłbym się, fałszując. Ale nic straconego: „uciesz się paschalną radością, tak naprawdę się uciesz” powiada spowiednik po chwili.

 

Kontetnt już, że mi nie kazał cieszyć się obłudnie, a prawdziwie, czekam na dalszy rozwój wypadków – jako że nie pokutą się okazały te słowa. „Bogu dzięki, że nie zmusza nas On do radości”, jak Pan Morawski mawia w tym względzie, zawszeć lepiej „uciesz się” jako naukę usłyszeć niż się potem w sumieniu badać czy względem tego pokuta dość mocno i gorliwie odprawiona była taka. Klęczę więc ja nadal i słucham, i czekam, a kapłan sam czuje chyba, że jakiegoś wzmocnienia jego słowa wymagają, że wydarzenie Zmartwychwstania wielkie, a zachęta do odpowiedniego przeżycia mała, więc na liturgię się powołuje: „zobacz no, jak to u prawosławnych jest” powiada...

 

No, myślę ja sobie, dlaczegóż nie mógłby „u grekokatolików” albo „we wschodniej tradycji” wycedzić, jak to wikary czyni, tylko się na braci odłączonych powołuje, ale niecierpliwie słucham dalej. Słucham, słucham, jak to ksiądz, na zasadę „lex orandi” się powołujący, roztacza wizję oddawania Panu chwały, radości Wielkiej Nocy wizję, i że to wszystko tak się w modlitwie Kościoła publicznej wyraża. Zachwycony, za serce porwany już się czułem (prawdziwie), że to nie kolejna księża gadka, że oto przemawia Tajemnica do mnie, że kapłan doświadcza codziennie mocy, którą i mnie chce zarazić, bym się pochylił, sprawić. Rozmarzyłem się, słowa z ust mu spijam, a on „u prawosławnych” powiada.

 
„U prawosławnych”... no tak, bo jakże by tak wszystko, o czym mówił, takoż i u nas być miało? Miałżebym w tymże kościele, gdzie się spowiadam, tego doświadczyć? Ale wziąłem się na odwagę i: „A czemu to” – powiadam – „w naszej farze tak nie uczynić godnie? Czytałem ja w gazecie, co ją pleban w niedzielę na stoliku rozkłada, że przecież tak samo być winno”. Tak się zapytałem i na odpowiedź czekam, kapelusz zmiąwszy w dłoniach.

 

 

Podniósł palec ku niebu prałat nasz czcigodny i wcale mnie nie zganił za zuchwałość taką, a łagodnie do zbłąkanej owcy rzecze w te słowa, jaśniąc mi nieumność moją: „Przecież trzeba by wtedy z przepisami zgodnie odprawić, a to, a to, drogi mój, – byłoby miłości brakiem. Miłości. A najważniejsza jest miłość, bo Bóg jest miłością”.

Michał z Zośieńko pisał

Komentarze

Panie Michale!

Czy nie chciałoby się Panu tutaj coś napisać?
zawsze, jeślibym wyemigrowała z jakiegoś innego blogu, to może mnie Pan stąd nie wyrzuci...

Zgadzam się - dziwnie często

Zgadzam się - dziwnie często przeciwstawia się sobie dwie rzeczy, które wzajemnie z siebie powinny wynikać. Miłość przynaglać do przestrzegania nakazów i zakazów, a prawo kształtować postawę dojrzałą, zmierzającą w stronę miłości. Kiedyś przeciwstawiano sobie duszę i ciało, teraz inne sfery nierozdzielne niektórzy koniecznie chcą "skonfliktować".

jak się zdaje (a znacznie mniej wytrwale sprawdzam,

niż Autor blogu) nie pierwszy raz czytam u Pana Michała o przeciwstawianiu prawa i miłości.
Może, jak często, problem w rozumieniu obu pojęć. Tak jakby o miłości nie myślano jako o cnocie, którą można praktykować, a, jak się zdaje, można też praktykować (przestrzegać) prawo.
Miłość - jako poryw, prawo - jako przymus. Cóż, czy to nie jest raczej bardzo świeckie pojmowanie przedmiotu?

(tym razem chodzi tu o naszą , a nie Bożą miłość)

Myślę, że z tą miłością to są

Myślę, że z tą miłością to są próby odwracania perspektywy. Bóg jest miłością i może odstąpić od twardych zasad, jakie narzucił (i niby dlaczego krzywym okiem ktoś miałby patrzeć na to, że jest dobry); to On jest Panem szabatu. Niektórzy jednak chcą wchodzić w kompetencje Boga/Kościoła nauczającego. Też uważają się za Panów szabatu (choć jak się okazuje zwykle wcale nie potrafią uzdrawiać, co wydaje się być istotne w kontekście tego cytatu), twierdzą, że powinni być jak Bóg (doskonały...). Ale jak daleko można się posunąć w podobieństwie do Boga? Czy ten fragment Biblii wzywa do czegoś więcej niż praca nad sobą? Nie wydaje mi się, by można go było traktować jako impuls do sądu nad bliźnimi (kompetencja Boga), podobnie wezwania Jezusa, by stawać się podobnym do Boga, nie traktuję jako przyzwolenia do samowolnego zmieniania zasad, które ustanowił Bóg (To czyńcie na moją pamiątkę), a czuwanie nad nimi (ewentualną modyfikację) powierzył apostołom.

Prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Bogu w duchu i prawdzie (jak to prawdziwi)... Przecież tu nie ma nic o dowolności oddawania kultu (wręcz jest o stałości - Prawda; duch, o którym mowa, też jest chyba duchem stałości). Prawdziwi czciciele nie pozostaną w sferze wyłącznie rytualnych przepisów, ale ich literę będą starali się wypełnić... oraz wypełnić... duchem (i prawdą).

Z wdzięczności do Boga

(zawsze zbyt małej i niedoskonałej) za jego miłość chybaśmy powinni się trzymać tego, czego w sprawach liturgii wymaga Kościół. Bo jako argument za samowolką liturgiczną Boża miłość mogłaby występować tylko w wypadku lekkiego tejże traktowania (Bóg mię kocha, więc co tam, robię jak mi się podoba). W przeciwnem (Bóg mię kocha, więc trzymam się jego nakazów) jest raczej argumentem przeciw samowolce.

Swoją drogą

ciekawą kwestią byłoby pytanie jakie światło na liturgię i wszystko co z nią związane rzuca ta prawda, że Bóg jest miłością. Czy rzuca w ogóle jakieś, czy też może pytanie nie jest prawidłowo zadane? Od strony Boga, że tak powiem, sprawa jest chyba jasna - liturgia jest nam dana z miłości, w niej dokonuje się ciągle Ofiara Chrystusa, najwyższy wyraz miłości Boga do nas itd. Ale od naszej strony?

A jak już jesteśmy przy Janie i jego "definicjach" Boga to można od razu zapytać, jak się ma do liturgii to, że "prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie", bo "Bóg jest duchem" (bo to też chyba jest/może być wykorzystywane jako argument za liturgiczną samowolką)? Głośno myślę, ciekaw jestem, nie mam żadnych gotowych odpowiedzi (a może już takowe istnieją)... (?)

Nie wiem skąd ma Pan, Panie

Nie wiem skąd ma Pan, Panie Olgierdzie, informację, jakoby tajemnica spowiedzi obowiązywała kogoś poza spowiednikiem. Chętnie się zapoznam ze źródłem, które tak podaje.

Cieszę się natomiast, iż zauważył Pan, że to opowiadanie* (myślę, że ktoś obeznany z XX-wieczną literaturą rosyjską nie miałby problemu ze wskazaniem inspiracji). I tak je proszę traktować, nie jestem tożsamy z podmiotem mówiącym, a i zdarzenie jest fikcją - choć, jak się łatwo domyślić, nie tak znów odległą od kilku swoich, złożonych tu razem, pierwowzorów.

Wierzę, że sakrament działa mimo moich słabości, więc nie sądzę, by jego moc została zmniejszona przez to, że napisałem jakiś tekst.

Nie wiem, co nazywa Pan "sprowadzaniem do spraw ogólnych", a sądzę, że to może być ciekawa myśl - proszę ją rozwinąć.

Jeśli odbiera Pan mój tekst jako przestrogę przed trywializowaniem sakramentu pokuty - bardzo się cieszę, rzeczywiście, jak Pan pisze, nie miałem takiej intencji: traktuję to jako wartość dodaną.

_______
*Zresztą niezadowolony byłem z końcówki - uległa zmianie.

Tajemnicę spowiedzi

można złamać podając szczegóły umożliwiające identyfikację. No i dla penitentów zachowanie pouczenia w tajemnicy jest mocno zalecane i nic więcej.

oj, nie bez powodu obowiązuje.

Bo - z różnych przyczyn pamiętamy słowa duszpasterzy.
Wszelakoż myślę, że w znacznej części zachował ją pan Michał.

To już się też będę - cieszyć - bez dalszego komentarza.

Panie Michale,

proszę zważyć, że tajemnica spowiedzi nie bez powodu obowiązuje również penitenta. Już samym opowiadaniem utrudnia Pan sercu, żeby doznało przemiany pod wpływem sakramentu. A jeśli jeszcze do tego stara się Pan stworzyć ironiczny dystans do tego wydarzenia i zrobić z niego ciekawą historię, to Pana szanse drastycznie maleją. Usiłując sprowadzić je do spraw ogólnych całkiem marnuje Pan słowo, które jakoś w Pana życie padło.

Napisał Pan tu niechcąco mocną przestrogę przed trywializowaniem sakramentu pokuty.

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Gorzkie żale

Michał Buczkowski

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.


Najnowsze wpisy autora

Zadbano o ofiarę, wyrugowano ucztę

2012-05-05

Nigdy balaski nie przeszkadzały mi w odczytaniu symboliki jednego ołtarza. Nigdy nie traktowałem ich jako ołtarza drugiego, tylko przedłużenie tego właściwego. Mimo to muszę powiedzieć, że wyrugowanie balustrady z prezbiterium od strony symbolicznej było dobrym posunięciem. więcej »

Karawana psów wygląda

2012-03-26

Można by przypuszczać, sądząc po reakcjach ludzi Kościoła, że mądrość ludowa powinna brzmieć: psy szczekają, a karawana przy każdym się zatrzymuje, uważnie zatkawszy uszy. więcej »

Gorzkie żale czy słodki bobas?

2012-02-28

Związki między Bożym Narodzeniem i Wielkim Postem, czasem kiedy śpiewa się gorzkie żale, są dość oczywiste, choć kulturowo może nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego postrzegania. więcej »

Strzeż się Strażnicy. I uśmiechniętego Jezusa

2012-02-08

Czym jest organizacja Świadków Jehowy? Pomijając inne, ważne odpowiedzi, jak to, że sektą, są przede wszystkim – rewelacyjnym wydawnictwem. I do tego sprowadza się cała działalność Towarzystwa Strażnica. więcej »

Lubiane na Facebooku