Nie boję się powiedzieć, że liturgia ma być przyjemna. A nawet więcej, że chodzi o tu przyjemność zmysłową. Dla oczu, dla uszu, dla nosa. Potwierdzają to całe wieki tradycji związanej ze sztuką i doświadczeniem liturgicznym. Piękno, choć do zmysłów się nie ogranicza, to jednak w pierwszym rzędzie do nich się odwołuje. Dlatego odstręcza nas to, co brzydkie i nieprzyjemne. Jednocześnie nie bez znaczenia jest fakt, że w liturgii jednak nie używamy kadzidła o zapachu choćby najnowszych perfum Armaniego.
Mądrość liturgii polega na tym, że angażuje naszą zmysłowość, ale z uporem odsyła ją do tajemnic wiary, tak aby cały człowiek, przemieniony i oczyszczony, uczestniczył w misterium Chrystusa. Wykształciła więc liturgia własne kryteria doboru treści i formy, które w naturalny sposób z nią współgrają i działają oczyszczająco na ludzkie zmysły, aby nie dążyły tylko do rzeczy przyziemnych. Czy jesteśmy w stanie obiektywnie te kryteria opisać? Nie wiem. Wiem tylko, że to, co się im drastycznie sprzeciwia, wywołuje w nas poczucie, że oto dokonuje się jakiś gwałt.
Marek Rojszyk OP
Dominikanin. Od ponad dziesięciu lat zajmuje się praktyką wykonywania chorału gregoriańskiego.
Uczestniczył w nagraniu czterech płyt i brał udział w licznych przedsięwzięciach liturgiczno-muzycznych, szczególnie w zakresie rekonstrukcji dominikańskiej tradycji śpiewu.
Pracował nad popularyzacją chorału gregoriańskiego w środowisku akademickim.
Prowadzi zajęcia z chorału gregoriańskiego odbywające się w ramach działalności Stowarzyszenia "Sztuka Żywota".