O liturgicznym ubóstwie

2008-12-15

Otrzymałem ostatnio list od znajomego, w którym dość krytycznie odnosi się on do dominikańskiej liturgii i dyskusji, jaka wobec niej się odbywa. Myślę, że jest coś na rzeczy – nie tylko dlatego, iż czasami sam mam podobne obawy. List dotyka ważnego tematu, dlatego pozwalam sobie - za zgodą autora - upublicznić jego treść.

 "Większość piszących [na blogach Ośrodka Liturgicznego – DJ] zajmuje się sprawami muzyki, i radości w niej. Tak jakby liturgia się tylko z tego składała... A co do wyrażenia pełnej radości, po cóż coś więcej niż Magnificat? Takie mam wrażenie, że w środowisku dominikańskim jest nacisk na zewnętrzną formę liturgii, co jest jak najbardziej istotne, ale trzeba zachować równowagę. Bez kadzidła, śpiewu etc. msza też jest mszą, może nawet jeszcze bardziej Ofiarą Chrystusa. Poza tym, liturgia nie jest po to, żeby wyrażać w niej tylko swoje uczucia, bo jest głosem Mistycznego Ciała; nie ma wprowadzać w trans radosną muzyką... i pewnie, że ważna jest też cielesność, ale... dla każdego się ona wyróżnia inaczej".

Jak zachować właściwą miarę, by nie wpaść w "liturgiczny narcyzm"? Pytanie pozostaje otwarte…

Komentarze

Appendix

Zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami. To prawda, nie jest łatwo wskazać ów "złoty środek", jednak szukać trzeba. Pewnie, że dominikanie próbują udzielać odpowiedzi, ale - jak sądzę - w żaden sposób nie przeszkadza to, by już na tym etapie stawiać kolejne pytania: czy aby na pewno idziemy w dobrą stronę? Gwoli wyjaśnienia, też nie chodzi mi o odrzucenie piękna w liturgii, lecz o pewną równowagę... być może tą, o której, Marcinie, pisałeś wczoraj na swoim blogu - Słowa i środków wyrazu :)

piękno

Myślę, że tu nie chodzi o odrzucenie piękna w liturgii. Argument, że nawet najprostsza msza w wiejskim kościele jest Mszą, nie ma znaczyć, że możemy nie dbać o piękno celebracji - raczej ma pokazać, że nie piękno i doznania estetyczne przesądzają o wartości mszy.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Częsty argument

Często powtarza się przeciw zwróceniu uwagi na piękno liturgii (śpiew, obrzęd etc..) argument tego typu: "Przecież najprostsza Msza w wiejskim kościele też jest tym samym cudem." A mi się wydaje że w takim spojrzeniu zapomina się ze Bóg objawia sie nam nie tylko w Eucharystii (w sensie sakramentu), ale i jej celebracji (liturgii właśnie). Natomiast to że na tą celebracje mamy, szczególnie od Soboru, duży wpływ nakłada na nas ogromną odpowiedzialność, której to dominikańskie poszukiwanie próbuje jakoś sprostać.

Piotr Świerczyński OP

jak zachować właściwą miarę...

That is the question! (I to nie tylko o liturgię chodzi, ale o całe życie.) Podoba mi się to, co napisał "jkrawat": "w liturgii chodzi przede wszystkim o to, aby była ona wyrazem zewnętrznym tajemnicy Misterium Chrystusa. Tylko wtedy, kiedy liturgia jest efektem kontemplacji tej Tajemnicy wszystko będzie spójne." To jest to, o czym pisał kard. Ratzinger, nawiązując do Rz 12:1 i "logike latreia". Jeśli wewnątrz nie będzie tej Tajemnicy, to co nam zostaje? To, o czym pisze prorok (Iz 1:11-14)?

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Moje zdanie...

Liturgia jest bardzo ważnym elementem życia Kościoła. Naszym zadaniem jest robić wszystko, aby liturgia była piękna, ale nie tylko! Chodzi przede wszystkim o to, aby wszystko było tak dobrze dobrane, aby ta wyżej wspomniana równowaga była zachowana. Co to znaczy? Pomyślałem sobie, że w liturgii chodzi przede wszystkim o to, aby była ona wyrazem zewnętrznym tajemnicy Misterium Chrystusa. Tylko wtedy, kiedy liturgia jest efektem kontemplacji tej Tajemnicy wszystko będzie spójne. Nie chodzi przecież o to, aby na siłę dodawać mnogość znaków, bo może się zdarzyć, że piękno tych znaków zasłoni tę Tajemnicę, która staje się na ołtarzu, ale tak samo nie należy na siłę zubażać liturgii, bo i wtedy nie oddamy należnej czci jaka należy się tej Tajemnicy. Całe chrześcijaństwo, szczególnie w kontekście liturgicznym, to relacja. Nie tylko indywidualna - moja z Panem Bogiem, ale, tym bardziej w liturgii, relacja zgromadzonego Kościoła, Mistycznego Ciała, z Jezusem, którego ofiara dzieje się na ołtarzu, z Misterium, które wspólnie przeżywamy. Tak więc forma musi być spójna, co może uchronić przed "liturgicznym narcyzmem". Tak sobie pomyślałem...

 

 "Bo niebo trzeba podnieść już dziś..."

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Ładowarka

Dominik Jurczak OP

Dominikanin, magister teologii, ukończył Kolegium Filozoficzno-Teologicznego w Krakowie.

Najnowsze wpisy autora

Christus natus est nobis, venite, adoremus!

2009-12-22

Zostałem poproszony przez Marcina Lómendila Morawskiego, by w jego imieniu przekazać życzenia świąteczne. Procesor w komputerze odmówił niestety posłuszeństwa, co oznacza, że w najbliższych dniach nie będzie mógł reagować i odpisywać… więcej »

Imitamini quod tractatis

2009-07-05

Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję uczestniczyć w święceniach kapłańskich par excellance, to znaczy w stopniu biskupa. To cudowny, pełen teologicznych odniesień obrzęd. Muszę przyznać, że parokrotnie się wzruszyłem. Być może dlatego, że pamięć własnych święceń – gwoli ścisłości: w odpowiednio niższym stopniu – wciąż jest we mnie żywa i domaga się refleksji, choć w końcu mam na nią resztę swojego życia. więcej »

Dziękuję

2009-07-04

Sporo czasu minęło od ostatniego wpisu. Wszystko chciałoby się zwalić na święcenia prezbiteratu, które wraz z trzynastoma braćmi (23 maja) przyjąłem w Krakowie, ale - jak zawsze - nie jest to takie proste. więcej »

Ex silentio

2009-04-18

Co roku w przeżywaniu tajemnicy Wielkiej Nocy zachwyca mnie cisza. Przenikliwa i absolutna. Nie jest ona głuchą otchłanią - nie wiedzie bowiem do pustki. Prowadzi natomiast do pustego grobu, do "dowodu", że On ostatecznie zwyciężył. To cisza przeniknięta niewyrażalną radością, tak jak Słowo, które rodzi się w milczeniu. Alleluja!

Lubiane na Facebooku