Otrzymałem ostatnio list od znajomego, w którym dość krytycznie odnosi się on do dominikańskiej liturgii i dyskusji, jaka wobec niej się odbywa. Myślę, że jest coś na rzeczy – nie tylko dlatego, iż czasami sam mam podobne obawy. List dotyka ważnego tematu, dlatego pozwalam sobie - za zgodą autora - upublicznić jego treść.
"Większość piszących [na blogach Ośrodka Liturgicznego – DJ] zajmuje się sprawami muzyki, i radości w niej. Tak jakby liturgia się tylko z tego składała... A co do wyrażenia pełnej radości, po cóż coś więcej niż Magnificat? Takie mam wrażenie, że w środowisku dominikańskim jest nacisk na zewnętrzną formę liturgii, co jest jak najbardziej istotne, ale trzeba zachować równowagę. Bez kadzidła, śpiewu etc. msza też jest mszą, może nawet jeszcze bardziej Ofiarą Chrystusa. Poza tym, liturgia nie jest po to, żeby wyrażać w niej tylko swoje uczucia, bo jest głosem Mistycznego Ciała; nie ma wprowadzać w trans radosną muzyką... i pewnie, że ważna jest też cielesność, ale... dla każdego się ona wyróżnia inaczej".
Jak zachować właściwą miarę, by nie wpaść w "liturgiczny narcyzm"? Pytanie pozostaje otwarte…
Dominik Jurczak OP
Dominikanin, magister teologii, ukończył Kolegium Filozoficzno-Teologicznego w Krakowie.
Komentarze
ndz., 21.12.2008, 16:14
Appendix
sob., 20.12.2008, 9:24
piękno
Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...
pt., 19.12.2008, 21:28
Częsty argument
Piotr Świerczyński OP
śr., 17.12.2008, 10:57
jak zachować właściwą miarę...
Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...
pon., 15.12.2008, 11:01
Moje zdanie...
"Bo niebo trzeba podnieść już dziś..."