Muzyka liturgiczna również jako sztuka jest nierozerwalnie związana z wiarą. Jako dar, narzędzie, jedno ze stworzeń Pięknego, Wszechmogącego i Nieomylnego Stwórcy, Tego który jest Drogą, Prawdą i Życiem wierzących nie może być i na pewno nie jest daleka od doskonałości swego Twórcy. Skoro nasz Pan Zbawiciel i Stworzyciel jest Piękny bo przecież nie ma w sobie nic ze zła, również kłamstwa i brzydoty, domaga się piękna również sposób w jaki włączamy się muzyką w najświętsze Tajemnice Liturgii. Zajmując się muzyką praktycznie (komponując, aranżując, śpiewając i pracując nad interpretacją utworów pisanych dla Liturgii) zobowiązani jesteśmy do użyczenia siebie jako narzędzia w sposób świadomy, pełny i bezgranicznie Twórcy oddany.
Wychodząc z takiego założenia od kilkunastu lat pracuję (mam nadzieję rozwijając się) sam i z wieloma osobami nad Pięknem muzyki liturgicznej. Nie sposób nie spojrzeć na historię i tradycję Kościoła i nie sięgać po doskonałe wzorce, owoce głębokiej wiary wielu twórców, nie tylko muzyków ale również malarzy czy architektów.
Kiedy słucham muzyki i patrzę na dzieła artystów tworzących sztukę sakralną prowadzą mnie one do Źródła. Pamiętam moment kiedy jeszcze mało świadom rzeczywistości Liturgii wszedłem do bazyliki dominikanów w Krakowie i choć nie po raz pierwszy byłem w pięknym wnętrzu to po raz pierwszy Bóg dał mi poczuć Swoją obecność poprzez zmysły. Patrzyłem w kierunku ołtarza, widziałem kapłana, który w piękny (niezrozumiały jeszcze dla mnie sposób) używał gestu, ubrany był w odświętny ornat, turyferariusz wymachiwał trybularzem, z którego docierał do mnie ciekawy zapach i w końcu dźwięk…
Nagle ludzie zaczęli śpiewać ale w sposób, jakiego wcześniej nie słyszałem: na głosy i w dodatku muzykę, która w połączeniu z tekstem docierała tam, gdzie dotrzeć powinna była: głęboko w serce. Czy schola śpiewała technicznie dobrze nie pamiętam (tego jeszcze wtedy nie wiedziałem), ale zrobiła to w taki sposób, że zmieniło to kompletnie moje życie i zmienia po dzień dzisiejszy. Wyszedłem po Mszy Świętej mocno zaskoczony i długo nie dawało mi spokoju jedno pytanie: „dlaczego właśnie tak to wszystko, dla kogo i po co???” Od tego właśnie spotkania z Liturgią próbuję pracować w dziedzinie, która ma bardzo wielki wpływ na stan naszych dusz, nad muzyką liturgiczną (podobnie jak inne formy sztuki liturgicznej). Niewątpliwie wspólną cechą wszystkiego co w tamtym momencie widziałem, poczułem i słyszałem było PIĘKNO.
Warto się starać by Liturgia była piękna i nie chodzi bynajmniej o czysto estetyczne doznania ale świadomość tego od kogo one pochodzą i komu służą. Bóg na pewno nie potrzebuje naszych fałszów (czy to w muzyce czy innych sferach życia) bo nie ma co ukrywać, że jako ludzie byliśmy, jesteśmy i będziemy niedoskonałymi narzędziami, ale to nas niedoskonałych w celu naszego rozwoju Bóg wspaniałomyślnie używa. Wszystkie nasze starania w trosce o Piękno, wielogodzinne doskonalenie świadomości i poznawanie narzędzia, którym dysponujemy – lektury, praktyka – zostały nam dane w prezencie (również jako zadanie) i służą nam. Na pytanie „czy warto angażować całego siebie” tracąc siły fizyczne na naprawdę ciężką pracę nad sztuką odpowiedź jest prosta: TAK. Fenomen dobra jest taki, że dobro dzielone się mnoży, a z czego jeśli nie z takiej właśnie pracy nad sztuką (i tym samym nad samymi sobą) mamy czerpać siłę.
Zachwycając się Pięknem Liturgii dochodzę do radykalnych ale prawdziwych wg mnie wniosków. Skoro Piękno w taki sposób potrafi zmienić wnętrze człowieka, każdego z nas (a nie jest to na pewno wyłącznie moje doświadczenie), to warto o nie walczyć i oddać w tej intencji Bogu całe życie. Ale należy również uważać bo zaniedbaniem i lenistwem w pracy nad sztuką liturgiczną a przede wszystkim brakiem czasu na spotkanie z Jezusem sami się zamykamy na rzeczywistość, do której zostaliśmy powołani. Warto zatem dla zbawienia nas samych i kolejnych pokoleń starać się o Piękno Liturgii, bo prowadzi to do piękna duszy i Bliskości z Bogiem.
Paweł Bębenek
Muzyk; śpiewa, komponuje, dyryguje, jest twórcą muzyki liturgicznej, teatralnej, musicalowej.
W 1993 r. rozpoczął pracę z zespołem muzyki dawnej Bractwo Lutni, z którym występował podczas wielu koncertów i festiwali w kraju i za granicą. Pracował z ludźmi zajmującymi się muzyką dawną, liturgiczną i rozrywkową, m.in. z Antonim Pilchem, lutnistą, twórcą i założycielem Bractwa Lutni, Marcinem Bornus-Szczycińskim (Bornus Consort), Stanisławem Szczycińskim (Mikroklimat), Taivo Nitvägi (Linnamuusikud, Tallin), Andriejem Kotowem (Sirin, Moskwa), Aleksandrem Tomczykiem (Floripari, Kraków), Grzegorzem Głuchem (Gospel Rain, Lublin); Marcinem, Mateuszem i Janem Pospieszalskimi.
Od kilku lat prowadzi warsztaty muzyczno-liturgiczne w Polsce i za granicą, mające na celu przygotowanie liturgii od strony muzycznej. Zajmuje się muzyczną tradycją kościoła, jest autorem wielu nowych kompozycji i aranżacji dawnych pieśni kościelnych.