Prawa duchowej dynamiki

2011-02-08

Jak człowiek odpowiednio dużo czasu spędzi przed Bogiem na siedząco, stojąco, na głowie, z nogą na nogę, z rękami w kieszeniach etc., to przyjdzie i taki czas, że zupełnie naturalnie krzyżem się położy.

Ważne jednak, by naprawdę był to czas przed Bogiem i dla Boga. Wypowiedź Ojca Badeniego z mojego poprzedniego wpisu kryje pewną istotnie rostrzygającą o całości subtelność: Bóg podchodzi do człowieka nie zważając na to, jaką ten akurat przybiera pozycję ciała czy jakich używa słów. Ale człowiek do Boga podejść, przylgnąć na siedząco nie zdoła.

Dlatego i ja jestem wdzięczna za słowa duszpasterza o wolności i naturalności w relacjach z Bogiem. Gdybym, jako wtórny poganin, od początku musiała leżeć krzyżem, to prawdopodobnie pochłonięta osobistym odczuciem idiotyzmu sytuacji nie dostrzegłabym nie tylko cichego i pokornego Chrystusa, ale nawet ognistego rydwanu ani eskadry pikujących aniołów. Jeśli czeka się na przyjście Pana, szkoda skupiać się na czymś innym niż to przyjście i sam Pan. Ale jak już Pan przyjdzie, jak człowiek zaczyna cokolwiek kojarzyć, kim On jest i jaki jest... Wówczas człowiek ma dość tego siedzenia i czekania na przyjście, sam pragnie wyjść naprzeciw, podejść bliżej. Zaczyna kombinować i jakoś tak to się składa, że od wieków ludzkość kombinuje w tę samą stronę – schodzi coraz niżej. A to na kolana, a to na twarz, a to sypie głowę popiołem, a to głodzi się. Nuda i ciemnogród. Nic nowego. W porównaniu z postępem i osiągnięciami cywilizacji – idiotyczne coraz bardziej.

Mamy w Kościele piewców normalności dla niej samej. Zwolenników wyłącznej teorii, że cokolwiek by się nie działo, Bóg i tak do nas przyjdzie – bo Mu zależy, bo w pewnym sensie taki mus wewnętrzny ma. Bo jest otwarty na ludzi. Nie drobiazgowy, lecz bezdenna wyrozumiałość. A jak Mu kończy się wyrozumiałość, to jest jeszcze miłosierdzie. I te starotestamentowe opowieści – które w większości są mitami, wiecie Państwo, takimi symbolicznymi przykładami, a nie dosłowną historią, jak kiedyś prości ludzie sądzili – o Bogu, który każe zasłaniać twarz, zdejmować sandały, który oślepia, ogłusza i zamienia w słup soli, to również zamierzchła przeszłość. Bo dziś Bóg jest nowoczesny, cywilizowany. I jak np. masz czas na skupienie tylko w toalecie, to On nie ma nic przeciwko. Woli tam niż w ogóle.

Tak. Generalnie to pewnie prawda. Bóg jest nieogarniony w swej wielkości. Bóg jest Bogiem i żadna postawa ani słowo tego nie zmieni. Za to my możemy być lub nie świętymi. Tymi, którzy nie tylko czekali aż dostaną, ale sami ruszyli tyłek i poszli. I wzięli. I w zamian dali siebie. Otworzyli się na Boga.

Ojciec Badeni mówi, że dostać można zupełnie za darmo. Po prostu. Tylko dlatego, że się potrzebuje. Bardzo nieśmiało wspomina o tym, jak wiele trzeba przezwyciężyć, a nawet przecierpieć, by u progu setki osiągnąć ten luz, który nas w Ojcu Badenim zachwyca. Raz – to pewnie trudno mówić. Dwa – jeszcze trudniej słuchać. Może to dobrze. Niech Ojciec Badeni wyprowadza nas z Egiptu. A jak już wyprowadzi odpowiednio daleko, Bóg nas sam przegoni po stosownych ścieżkach. Ku rozczarowaniu tych, którzy stopami od pedikiurzystki starają się wskoczyć w schodzone sandały świętych.

Komentarze

Demokracja

Głęboki, prawdziwy wpis. Nachodzi mnie myśl, że demokracja, którą traktujemy już jako zupełnie naturalną, tłamsi w człowieku skłonność do postrzegania rzeczywistości w porządku hierarchicznym (i siebie w podległości). W świecie jestem równa wśród równych. Nikomu nie oddaję czci. Czy tu nie pobrzmiewa gdzieś pierwotne szatańskie "non serviam"? Na ziemi władzę już wybieramy, sposób odnoszenia do niej właściwie także, kościół możemy sobie wybrać, Boga i sposób odnoszenia do Niego chcielibyśmy też tak więcej... demokratycznie. Pozdrawiam!

Myślę, że pochylanie głowy

Myślę, że pochylanie głowy jest jak najbardziej współczesne. Może położenie dłoni na klatce piersiowej? W ogóle ja nie jestem przeciwnikiem różnych starych tradycji, rytuałów, gestów i języków w modlitwie, czy liturgii. Sam zwykłem to czynić. Możliwość korzystania z nich uważam za skarb kościoła. Oczywiście do tego trzeba czegoś w rodzaju biblistycznego "Stitz im Leben". Napisałem tylko, że nie dziwi mnie, że współcześnie ludzie odbierają np. gest klękania jako sztuczny.

"kultura postawiła na egalitaryzm"

czyja? czyja kultura postawiła na egalitaryzm - wobec Boga, Stwórcy Jedynego? Nic, prześpię się jeszcze raz i może jednak napiszę, co nas spotkało parę godzin przed tym, jak Pan Miłosz umieścił ten komentarz. Ech, od razu napiszę. Nasz syn zawrocił z drogi do szkoły. Wrócił do domu, by objąć ojca za kolana. Może nie tacy już młodzi, ale przecież wykształceni, z wielkiego miasta. Wychowywaliśmy nie oczekując całowania w rękę ani szczególnych formuł. Nic, tylko gdy będzie się jeszcze spierał z Panem Bogiem, padnie w końcu przed Nim krzyżem, przez nikogo nie przymuszony. Ja zaś, zamiast biegać dokoła i próbować nerwowo podnosić, poczekam, dyskretnie uważając, by ktoś go nie potrącił. W końcu, gdy sama spierałam się z Panem Bogiem, w dość naturalny sposób czyniłam to zwykle na kolanach. I zwykle, choć nie wiem, jak to wychodziło, przed Ukrzyżowanym. To było o naturalnych gestach wyrażających w dzisiejszych czasach cześć i oddanie. Tylko brakuje dla nich tolerancji. PS Nawiasem mówiąc, jedną z trudniejszych rzeczy przy moim pierwszym pobycie w Jarosławiu było zginanie karku na Gloria Patris. Na tyle trudnym, że musiałam sobie uzasadnienie tego gestu zracjonalizować i po swojemu wytłumaczyć. Ale wystarczy, w gruncie rzeczy, przenieść uwagę z siebie na Tego, przed Kim się pokłonię.

@ Miłosz

Ale jakie są w takim razie dzisiejsze naturalne gesty wyrażające cześć i oddanie? P.S. Przepraszam Cię w ogóle, że jeszcze Ci nie odpisałem u siebie - zrobię to na pewno, nie uważam naszej tamtejszej dyskusji za zakończoną. Tylko czasu brakuje... :/

To bardzo ciekawy temat.

To bardzo ciekawy temat. Pozwolę jednak sobie wyrazić kilka krytycznych uwag. Nie zniechęcam nikogo ani do gestu klękania, ani leżenia krzyżem, ani posypywania głowy popiołem. Sam zwykłem modlić się klęcząc. Zupełnie naturalne natomiast wydaje mi się, że gesty te odbierane są współcześnie przez wielu ludzi jako gesty sztuczne i puste. Wszystkie te wymienione powyżej gesty funkcjonowały jako formy komunikacji w życiu codziennym. Kilka tysięcy, czy też kilkaset lat temu przyklękano na ulicy spotykając monarchę, biskupa, możnowładcę, obejmowano kolana matki lub ojca. Czymś naturalnym było więc przyklękać, czy kłaniać się przed ołtarzem. Dziś obyczaje się zmieniły. Kultura postawiła na egalitaryzm. W mojej ocenie dobrze się stało. Zastanawiałem się kiedyś, czy poza kontekstem religijnym wykonujemy gdziekolwiek gest uklęknięcia. Nic mi nie przychodzi do głowy. (No może całowanie sztandaru w czasie przeglądu kompanii honorowej.) W mojej ocenie łatwo w tej materii o niebezpieczne przesunięcie akcentów. Bezwzględne nakazywanie wykonywania gestów, które straciły swój pierwotny kulturowy kontekst prowadzi do fetyszyzacji. Sądzę, że formuły liturgiczne powstały w języku łacińskim oraz greckim, a w czasie liturgii postanowiono akurat klękać, nie dlatego, że łacina i greka są jakimiś doskonałymi teologicznie językami, a klękanie jest szczególnie umiłowane przez Stwórcę, tylko dlatego, że w danych okolicznościach czasowo-kulturowych były to odpowiednie języki do wyrażania danych treści, były to naturalne gesty manifestujące cześć i oddanie.

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Trzy grosze

Kinga Wenklar

Żona. Matka trójeczki.

Językoznawca. Adiunkt w IJP PAN.

Prywatnie i publicznie - w stanie permanentnego zaangażowania.

 

Najnowsze wpisy autora

Mistyka pyry i gzika

2011-07-16

Myślę wciąż o idei otwartości i jej dziwacznych postaciach. To gdzieś na jej marginesie sięgnęłam po numer „Więzi” (lipiec 2001) dotyczący duchowości codzienności. I jeszcze chodzi mi po głowie coś, co zauważył nasz rodzinny przyjaciel – że póki co, wszyscy nasi współcześni święci są dziećmi duchowości jednak wciąż trydenckiej. więcej »

Łyżka dziegciu, czyli o scholi oazowej

2011-06-24

Od kilku miesięcy mam nieskrywaną przyjemność uczestniczenia w życiu parafii, która tętni duchem ks. Blachnickiego. Począwszy od kapłanów a na dzieciach skończywszy - czuje się tam ogromną troskę i dbałość o liturgię, życie wspólnoty i mienie Kościoła. Zwykła wiejska parafia. Jest mi tam po prostu dobrze. więcej »

Dzieci na krzyż

2011-03-04

Zapisaliśmy kolejne dziecko na krzyż. Naszym marzeniem jest, żeby się tam dostało. Na razie jest na początku drogi, lista rezerwowa. Ale jesteśmy dobrej myśli. więcej »

Prawa duchowej dynamiki

2011-02-08

Jak człowiek odpowiednio dużo czasu spędzi przed Bogiem na siedząco, stojąco, na głowie, z nogą na nogę, z rękami w kieszeniach etc., to przyjdzie i taki czas, że zupełnie naturalnie krzyżem się położy.

 więcej »

Lubiane na Facebooku