Najdłuższe podczas Adwentu były noce. Dlatego teraz mam go przed oczami, jaśniejącego w elektrycznym świetle lamp.
Każda czynność w tym czasie miała swoją symbolikę. Nie muszę wiedzieć, jaką, by być o tym przekonanym. Może dlatego minionych tygodni nie zmienię na jotę, choć wszystkie się wypełniły.
Niebiosa rosę spuściły z góry. A to szron i szadź. Śnieg spadł na ziemskie niwy. Żarliwie rozmodlony lód nad śnieg wybielał. Więc przeglądam się w nim, marznąc.
Wyrzeczeń, które miałem, sam sobie nie wybrałem. Więc na powtórne Boże narodzenie nie przygotowałem się, ale − zostałem przygotowany.
Mateusz Czarnecki
Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek.
Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.