Sumienie

2011-02-16

Stojąc, czekając na żonę, chwilowo nie wiedziałem, jaką winę zaciągam. Zwyczajnie przyszedłem z zamysłem przyjścia i z nieposzlakowaną obojętnością czynu ustawiłem się w miejscu, w którym nie będę nikomu wadził. Co mógłbym sobie zarzucać? Że czekam? I to na swoją małżonkę?

Pełen cierpliwości i wiary w jej nadejście, oddany skromnej a szlachetnej czynności, rozglądałem się, to znów pogrążałem w zagapieniu. Nieustanna gadanina bodźców. Tu krawężnik, tam przechodzień. Minuty przepływają  bezpamiętnie − bo i o czym tu pamiętać.

I nie zauważyłem, o, nie zauważyłem, ile uwagi poświęciłem wszystkiemu! Ale nie. Nie o przedmiot tu chodziło, lecz o samą uważność. Z takim tupetem moją, iż zupełnie uszła mojej uwadze.

Ile egoizmu zaległo w tym moim − trwającym nie dłużej niż kwadrans − czekaniu. Jak mogłem, jak mogłem tak zaprzepaścić się w luźnym toku asocjacji, by najzwyczajniej w świecie wspominać samego siebie i myśleć, i myśleć tak zapamiętale tylko z własnej perspektywy, nie wyglądając na krok poza swoją objętość. O ciasnoto mnie samego!

Wzdrygnąłem się na myśl tej myśli. Jak mogę, jak mogę? Wracam do pionu. Tu krawężnik, tam przechodzień. Mówię: „Czekam na żonę”. Powtarzam. Ale wciąż w tym zdaniu za mało żony. Panoszy się tylko ten tu czekający, ten ja. Stoję usilnie, chwytam się za siebie. Ale skoro stoję, już wiem, że upadłem.

Przepraszam! Wybacz! Tfu! Ile w tym „przepraszam” mnie samego. Jak śmiem mówić w tym swoim imieniu, w tej pierwszej osobie liczby pojedynczej. Cóż za megalomania! Pycha żywota! Nie zasługuję, nie zasługuję na pierwszą osobę, na liczbę pojedynczą!

Komentarze

Tak... (?)

Podobnie (wszak nie tożsamo) odczuwam czekając na Narzeczoną nie jeden raz. Czy to w domu (kubek, kawa, sąsiad z nowinkami) czy z czekającym ze mną krawężnikiem, światłem zielonym, czerwonym. Ale co tu począć - "ja" określa każdego z nas. Ja czekam, ja pragnę, ja się niecierpliwię. Czy aby na pewno od siebie tak trzeba stronić? Nie wiem. Razem (z żoną - w Pana przypadku), to "my" i tak jest w momencie czekania rozdzielone (fizycznie). Tak mi się wydaje. Ale do końca tego jeszcze nie wiem. Jeszcze nie doświadczyłem... A może chce siebie tłumaczyć?

Maksymilian www.teatr-usmiech.pl

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Zasypywanie przepaści”
Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Blog „Krucjata anty-omniańska”
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Blog „Blog redakcyjny”
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).

O autorze

Małe nieoczywistości

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek.

Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.

Najnowsze wpisy autora

Sekwencja

2012-04-18

Zmieszany jeszcze jestem. Poukładało się jakoś nieprzewidzianie. Trochę inaczej niż przypuszczałem. Już od Niedzieli Palmowej, z jej zimnym hosanna, kiedy gorliwość stłamsiło rozkojarzenie, dzieci kaszlące w stronę ołtarza. więcej »

D.O.M.

2012-03-14

Zakład pogrzebowy. Zakład pogrzebowy? Nie, to pomyłka. Te pseudosecesyjne zawijasy na szyldach, fioletowa i czarna otoczka witryn nie może mieć nic wspólnego z pogrzebem. Głupie, niedojrzałe żarty. Zabawa w smutek. więcej »

W lutym, bieżącego roku

2012-02-20

Pani Wisława Szymborska. Słyszałem o niej, wiedziałem. Ale to ze względu na jej poezję. Na − poetkę. Była nieodłączna od świata, w którym się pojawiłem. więcej »

Przytomność

2012-02-10

Która godzina? Mam słabą pamięć, przykrótką. Nie pamiętam. Chyba wiele się zmieniło od ostatniego razu, wcześniej było inaczej. Inne słowa przychodziły do głowy. Inaczej rysował się wieczór. Niewiele z tego kojarzę. więcej »

Lubiane na Facebooku