Chociaż w zasadzie tym razem raczej brak teologii. Nieco się waham czy dodawać ten wpis, ponieważ może on uderzyć w renomę teologicznego uświadomienia mojej najstarszej córki. Ale co tam, myślę, że sprawa jest ważna, więc renoma niech się schowa.
Dzisiaj to się taki natłok myśli zrobił, że aż nie jestem pewien czy wszystko spamiętałem. Zaczęło się od Mszy, na której Jagoda zaczęła mnie wypytywać, czy to prawda, "że małe dzieci nie mogą przyjmować PanJezusa" (zachowuję originalną formę).
Przestroga dla kaznodziejów: ostrożnie z metaforami, zwłaszcza jeśli wśród audytorium są dzieci. Konkretne myślenie jest filtrem, który nikomu nie przepuści...
Mało istotny niuans, a może nie. Chodzi o proporcje radości zbawionych do wołań udręczonych mieszkańców tego łez padołu. W liturgii rzecz jasna, a raczej w jej oprawie.
Dzisiaj rano Marianka była raczej nie w humorze. A kiedy jest nie w humorze, znajduje sobie zwykle coś, co może uczynić okazją do płaczu, ewentualnie do wprowadzenia się w utrzymujący się długo stan przedpłaczowy.
W Regula monachorum św. Fruktuoza z Bragi (+ ok. 665) znalazłem bardzo ciekawe zalecenie, co robić w przypadku przyłapania mnicha na efebo-, albo pedofilii. Pisze on:
Ten krótki kolaż blogowy chcieliśmy dedykować dwóm świeżo wyświęconym diakonom: Krzyśkowi Porosło (autorowi wielu dobrych tekstów na Liturgia.pl) i Andrzejowi Krukowi (przyjacielowi).