Kilka słów o ikonach

2008-12-09

Nie lubię zbyt wzniosłych słów o ikonach. Nie lubię słów, które odrywają się od kontaktu z rzeczywistością, nie lubię idealizującego nadmuchiwania teorii sztuki. Ikonopisanie jest bardzo pokorne i rzemieślnicze; osadzone w regułach i schematach, nadzwyczajnie uporządkowane. Na początku trzeba wiernie kopiować, uczyć się rysunku, proporcji, koloru, światła, właściwości pigmentów, trudnej sztuki złocenia, po wielokroć psując efekty długotrwałych wysiłków. Ikonopisanie jest zmaganiem z materią, z rzeczywistością, jest sztuką uczenia się współpracy z nią.

Ikona karmelitanekKiedy rozpoczęłam współpracę z ikonami, kiedy moja starsza siostra uczyła mnie warsztatu, podstawowym było doświadczenie powrotu do dzieciństwa. Myślę, że ludzka twórczość w ogóle zawiera w sobie ten element. Rodzi w umyśle zaangażowanie z pasją, tak że świat znika sprzed oczu. Pozostaje autor i jego dzieło. Ale czy naprawdę tylko ci dwaj aktorzy? Oto ów autor zdaje się mieć najwyżej pięć albo sześć lat, wypieki na policzkach, przyspieszony oddech, emocje ogarniają go z mocą. Jakaś wielka determinacja pcha go ku celowi. Co chciałby osiągnąć i dlaczego tak się stara? Chciałby uchwycić, chciałby móc przedstawić to, za czym tęskni. Jak małe dzieci malują przedmioty swoich pragnień i marzeń, tak dorosły będzie czynił podobnie. Będzie się starał przedstawić nade wszystko osoby najważniejsze i będzie to czynił dla tych najbardziej znaczących, by móc im przynieść i pokazać swoje dzieło. Nie tylko dla otrzymania zachwytu oraz uznania, które jak wiadomo otrzymane w odpowiednim miejscu i czasie służą człowieczemu rozwojowi, ale także po to, aby rodzic jako przedmiot przedstawienia mógł zobaczyć, jak bardzo jest ważny, kochany i kontemplowany. Dziecko się bawi. Nie jest pozornie niczym ważnym, to co czyni. Dorośli lekceważą zwykle jego artystyczne wysiłki, gdyż pełne są nieudolności. Istota dzieła jest jednak godna uwagi. Wyraz otrzymywania i przekazywania miłości, umiejętności widzenia tego drugiego, innego i najważniejszego.

Myślę, że tak właśnie rzecz się ma z ikonami. Są przejawem tęsknoty za tym, co w wierze dotykane, ale przez zasłonę. Przejawem miłosnej zależności od Ojca. Tworzenie dla Niego w oparciu o wszystko, co objawił, co o Nim wiem. Pisanie także w Jego przenikającej rzeczywistość obecności i razem z Nim, z Jego pomocą.

IkonaW takim ujęciu braki, których ikonograf doświadcza w swoim warsztacie służą pokorze-prawdzie i modlitwie, wydawaniu się Ojcu w każdej czynności. W ten sposób Bóg uczestniczy w tworzeniu. Ilekroć doświadczam tremy, lęku, zmagania związanego z pracą nad ikonami, tylekroć proszę Ojca o pomoc, aby pracował razem ze mną, aby to co będzie owocem moich i Jego wysiłków posłużyło komuś ku spotkaniu w modlitwie.

A kiedy jestem zadowolona z efektów pracy, kiedy moje siostry cieszą się nową ikoną, cieszę się z nimi, ale nie dlatego powstają ikony. Ich tworzenie jest uwarunkowane jedyną życiodajną więzią, która wyłącznie i prawdziwie wartościuje życie i po wielokroć przekracza samą ikonografię, więzią z Bogiem: Ojcem, Synem i Duchem, Panem wszystkiego, co jest.

Ikonopisanie ma tę zaletę, że łatwiej rozbudza umysł do poszukiwania doświadczenia Bożej obecności. Daje oczom i przez nie umysłowi konkretny pokarm drogą naturalną, dobrze znaną. Wydaje się jednak, że każde działanie człowieka może służyć nieustannej bliskości z Panem. Wszystko zależy od wiary osoby, która działa. Ludzkie działanie zaś jest zaledwie częścią naszego bycia, które dopiero całe przeniknięte żywą współpracującą z Bogiem wiarą stanowi prawdziwe ikonopisanie. Dokonuje się w człowieczym sercu wypatrującym z tęsknotą w wierze Chrystusa i w takiej miłości upodabniającym się do Niego.

mniszka karmelitanka bosa
Karmel Słowa Bożego i Świętych Aniołów

Wesprzyj budowę karmelu

 

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...