Po co wymyślać?

2009-10-05

W odpowiedzi Michałowi Buczkowskiemu i w nadziei na ciekawą dyskusję wokół Mszy wotywnych, postanowiłem napisać słów kilka.

Najpierw dla porządku opiszę pokrótce, jaki był porządek pierwszej Mszy wotywnej o Chrystusie Najwyższym i Wiecznym Kapłanie.

Wejście i Liturgia Słowa: pieśń "Ludu kapłański" w opracowaniu M. Pospieszalskiego. Asysta: krzyż, świece, ewangeliarz, czterech ministrantów, czterech księży. Wejście, tak zwane krótkie, czyli boczną nawą do środa kościoła i główną nawą do ołtarza. Podczas Mszy nie używaliśmy kadzidła, a asysta posługiwała (z małymi modyfikacjami), jak bracia studenci podczas Mszy konwentualnych w naszej bazylice. Celebrans śpiewał wszystko, do czego znalazł nuty w mszale. Kolekty wykonywał na melodię zaczerpniętą z tradycji dominikańskiej. Schola (niezbyt liczna) siedziała wraz z ludem w ławkach. Części stałe - gregoriańskie na msze wotywne według ksiąg dominikańskich. Lekcja czytana przez lektora. Psalm w piątym tonie gregoriańskim wykonał kantor z ambony. Alleluja (kontrowersyjne) zaczerpnięte z graduału dominikańskiego, paschalne dodawane do introitów lub responsoriów (nie pamiętam) w siódmym tonie. Werset na melodię psalmu w siódmym tonie gregoriańskim. Ewangelia śpiewana w tonie dominikańskim przez kaznodzieję (koncelebransa).

Liturgia Ofiary: śpiew na ofiarowanie: "Mój wiekuisty Pasterz mnie pasie" m.: M. Gomółka. Prefacja właściwa dla danej mszy wotywnej (śpiewana). Kanon rzymski z wszystkimi nawiasami - dla tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi: wszystkie imiona świętych wymienionych w Kanonie oraz wszystkie "Przez Chrystusa Pana naszego. Amen". Śpiewane słowa Ustanowienia i wielka doksologia.

Obrzędy Komunii Świętej: śpiew: "Czym się Panu odpłacę. Ps. 104." m.: P. Bębenek. "Tantum ergo Sacramentum", m.: Manuale choricanum XVII wiek. Komunia udzielana pod jedną Postacią, na sposób przyjęty w Bazylice: każdemu wiernemu tak, jak pragnie: na klęcząco, na stojąco, na rękę, do ust.

Wyjście: śpiew "Wszystkie nasze dzienne sprawy", w opracowaniu P. Bębenka. 

Czym ta Msza różniła się od codziennych Mszy sprawowanych w Bazylice? Primo: ministranci kłaniali się do celebransa, a nie do ołtarza. Secundo: świece po odśpiewaniu Ewangelii wróciły na stopnie ołtarza. tertio: kapłani odśpiewali słowa Ustanowienia na melodię z mszału. Schola nie używała mikrofonu. Quatro: repertuar powszedni poza Alleluja i "Tantum ergo". Więcej grzechów nie pamiętam.

Zarzut stawiany przez Michała Buczkowskiego w tekście "Msza jako cyrk, czyli o mszach uroczyście, pięknie i godnie sprawowanych" o to, że Msza została wymyślona przy stoliku, uważam za niezasadny. Każda z Mszy w formie zwyczajnej rytu rzymskiego jest obarczona tym mankamentem, że trzeba dobrać do niej repertuar. Nie ma bowiem repertuaru powszechnie znanego, odpowiedniego na daną Mszę. Drzewiej było inaczej. Właśnie z tegoż "drzewiej" bierze się pomysł na repertuar. Najchętniej wzięlibyśmy graduał, rzymski czy dominikański - w zasadzie bez różnicy - ale dominikański ;-) I z niego zaśpiewali odpowiednie teksty Mszy wotywnej. Takiej Mszy akurat w nim nie ma. A nasze umiejętności i znajomość chorału jest tak licha, że zdecydowaliśmy się jedynie na wprowadzenie części stałych gregoriańskich. Okazało się, że i tak za szybko. Nie złożymy jednak broni i będziemy dalej się ich uczyć, by zaśpiewać je z pamięci, pewnym głosem.

Asysta nauczyła się swojej roli. Musiała się nauczyć, bo wsparli nas panowie z krakowskiej diakonii liturgicznej Ruchu Światło-Życie, którzy nigdy wcześniej po Bazylice w roli asysty się nie poruszali. Kapłani robili, co mogli, by odprawić Mszę jak zwykle odprawiają. Nie zdołali się jednak powstrzymać przed zaśpiewaniem Ustanowienia. Jeśli ktoś z pt. Czytelników brał udział w innej Mszy z tymiż księżmi wie, że celebrują tak Msze większego ołtarza, jak celebrowali i tę wotywę.

Msza "ośrodkowa" - piszę to świadom niezgrabności takiej nazwy - ma pewien wymiar edukacyjny. Podobnie jak Msza konwentualna i katedralna, powinna być wzorcowa. Tam gdzie wzorzec odbiega od przyjętej praktyki zaczynają się schody. Uważam jednak, że po tych schodach należy się wspiąć, do czego i Państwa zapraszam.

Komentarze

Bardzo dziękuję

Bardzo dziękuję za inicjatywę Mszy wotywnych o Chrystusie Najwyższym i Wiecznym Kapłanie. Jako wierny, uczestniczący w mszach sprawowanych przez Ojców dominikanów zwyczajowo w sposób godny, pełen należnej czci i szacunku dla Eucharystii, bardzo jestem wdzięczny za wszelkie działania mające na celu celebrowanie w sposób jeszcze bardziej uroczysty, piękny i godny. Uważam, że w pewnym zakresie cel ten został osiągnięty w czasie tej czwartkowej mszy. Natomiast moje zastrzeżenia odnoszą się do dwóch kwestii: 1. Takie wyciemnienie kościoła z jakim mieliśmy do czynienia, moim zdaniem nie służyły bardziej uroczystej celebracji, a wręcz przeciwnie. Wszak światło w liturgii ma tez ogromne znaczenie - tak symboliczne jak i praktyczne. Nie wiem czy to wyciemnienie było działaniem celowym czy tak wyszło, ale wydaje mi się, że oświetlony kościół podkreśliłby uroczysty charakter mszy. To jednak mniejsza sprawa. 2. Dużo większe zastrzeżenia mam, co do muzycznej strony tej liturgii, a właściwie do wykonania. Uważam, iż taką mszę odprawianą raz w miesiącu naprawdę można muzycznie dobrze przygotować. Najbardziej słabym punktem okazały się części stałe. Trudno oczekiwać żeby wierni je odśpiewali skoro sama „schola” ledwo sobie z nimi radziła. A przecież melodie nie trudne, choć po tym co „schola” śpiewała trudno było się domyśleć co to za śpiew? Niestety do mnie nie dotarły kserokopie śpiewów bo szybciej bym się zorientował że znam te melodie. Czy alleluja było kontrowersyjne? Nie wiem… Tak samo jak większość nie byłem w stanie powtórzyć wyczynów kantora, kantor też miał problemy z powtórzeniem tego co zaśpiewał. O uroczystym śpiewie nie ma więc mowy. Osobną kwestią jest, czy „schola” siedząca wśród wiernych to dobry pomysł. Kojarzy się to trochę z udawaniem, że wierni umieją śpiewać, niestety nie wyszło, bo sama „schola” ledwo dawała rade. Może następnym razem kilku braci dominikanów wspomoże silnymi głosami? To tyle krytyki, poza nią należy docenić wkład pracy i staranność Ojców celebrujących, za co jeszcze raz dziękuję. Na koniec mej wypowiedzi życzę powodzenia, siły i wytrwałości w dalszych działaniach Ośrodka.

Każdemu na co ma ochotę!

Regissa poruszyła ważny aspekt zmian w liturgii.

A jednak niedosyt...

Witam serdecznie! Może mnie już dominikanie przyzwyczaili do takiego sposobu odprawiania mszy, gdzie stare łączy się z nowym w sposób harmonijny i dlatego nie jestem aż tak wrażliwa na różne "zgrzyty", o których Michał Buczkowski wspomina w swoim komentarzu. Albo, co również możliwe, nie dostaje mi odpowiedniej wiedzy. Ale wszak nie o wiedzę w liturgii chodzi przede wszystkim, a ja czułam się na tej mszy jak u siebie w domu. Natomiast zgrzytnęło mi potężnie w jednym momencie. Posłużę się tu cytatem z wypowiedzi brata Tomasza: "Komunia udzielana pod jedną Postacią, na sposób przyjęty w Bazylice: każdemu wiernemu tak, jak pragnie: na klęcząco, na stojąco, na rękę, do ust." Otóż nie każdemu tak, jak pragnie... Moje pragnienie, to przyjęcie Ciała i Krwi Chrystusa pod obiema Postaciami, do czego zresztą zachęcały mnie wszystkie teksty liturgiczne w tym wciąż za rzadko słyszany Kanon Rzymski oraz teksty liturgii Słowa. Powstało takie wrażenie, jakby celebransi mówili jedno, a robili coś innego. Nie słuchali wypowiadanych przez siebie słów, czy w imię dziwnie pojętej tradycji wyrzucali je z pamięci? Dopóki udzielanie komunii pod obiema Postaciami nie stanie się normą (a pod jedną Postacią tylko w wyjątkowych okolicznościach), to każda, nawet najbardziej "dopieszczona" liturgia będzie "zgrzytać"...

Paskudny otacza nas świat. Ale to nie powód, byśmy wszyscy paskudnieli. Yurga z Zarzecza

Cieszę się, że się mylę.

Od dłuższego czasu przygotowywałem wpis: http://www.liturgia.pl/node/8027 . Dotyczył głównie dwóch mszy trydenckich, jakie miały niedawno miejsce w dość dziwnych okolicznościach. Przynajmniej pierwsza z nich, mogę to powiedzieć z całą stanowczością, bo uczestniczyłem w niej i odbyłem rozmowy z innymi jej uczestnikami. Tytuł "Msza jako cyrk" dotyczył trydenckich mszy objazdowych - czegoś co odbierałem jako pokazy bardziej niż modlitwę. Długo zbierałm się do napisania tego tekstu, gdyż nie chciałem chlapnąć jakąś niewyważoną opinią (chyba się udało, bo nie widzę słów zdziwienia czy oburzenia na większość tekstu, ale na końcówkę, która dotyczy mszy ośrodkowej). I gdy już wziąłem się do pisania, akurat byłem po rzeczonej mszy w klasztorze oo. dominikanów. I jakoś pewne rzeczy zaczęły mi się łączyć. Zobaczyłem pewne podobieństwa. Pisałem na gorąco, po mszy i pewnie brakło dystansu. Po kilku dniach jednak nie wycofuję się z kilku rzeczy. Atmosfera rozmów, jaką wyczułem po mszy, była właśnie taka, jak opisałem - co by tu jeszcze pozmieniać, a dlaczego a dlaczego tamto uwzględniono lub nie. Zdziwiłem się takim podejściem. Zdziwiłem się też, że pewne rzeczy wydawały mi się w Ośrodku ustalone i oczywiste, a nie zobaczyłem ich we wzorcowej celebracji. Np. kwestia niełączenia różnych sposobów celebrowania - albo msza śpiewana albo recytowana, a tymczasem lekcja była odczytana, gdy cała reszta śpiewana - dla mnie zgrzyt podobny, jakby po zaśpiewaniu przez kapłana "Pan z wami" lud odpowiedział zupełnie nieśpiewnie "I z duchem twoim". Wydawało mi się też, że w DOL jasna jest eucharystyczna koncentaracja na krzyżu... Tymczasem jakoś większe zainteresowanie budziła sprawa procesji z darami bądź jej braku, zastosowania czy niezastosowania kadzidła. Skądinąd też ważne i ciekawe kwestie. Wydaje mi się, że gdyby była grupa nie trzeba by zapraszać jakiejś dodatkowej grupy dla wspomożenia. Zresztą po co jakakolwiek zmiana - po co zmieniać podczas jednej mszy obiekt skłonów? Takie eksperymentowanie na rekolekcjach ma jeszcze jakieś uzasadnienie - ludzie są z różnych stron, odprawia się poza normlanym cyklem mszy, próbuje się ustalić jakiś jednolity sposób celebracji, szuka się nawet innego niż dotychczas, bo NOM jeszcze się kształtuje. Rozumiem. Ale po co na jednej z codziennych mszy klasztoru? By zamieszać? By ludzie widzieli, że raz tak, a raz tak? Że symbol jest niejasny? Skłony i ich obiekt nie są fakultatywne, by za każdym razem było inaczej. Wprowadzamy zmianę - zaczynamy w ten sposób odprawiać... - o ile nie wbrew rubrykom - nie mówię nie, ale zmiana na jedną, wieczorną, czwartkową mszę? Po co? "Po co?" to w ogóle główne pytanie tekstu o mszach jako cyrku. Jedno z najważniejszych pytań mojego życia - pytanie o celowość. Proszę potraktować ten tekst jako takie wielkie "dlaczego?". Nie jestem często u dominikanów, ale zawsze czułem, zawsze mnie to mocno zastanawiało, że przy tak niezakorzenionych i zmieniających się ludziach, jakimi są np. studenci, udaje się stworzyć liturgię, która wypływa z ich wspólnoty. Zawsze znajdowało się na tyle pewnie śpiewających osób w nawach, że wiadomo było do czego się włączać. W czwartek inaczej - słyszełem, że kilka najbliżej stojących osób też ma problem zaczepić się w tym śpiewie. Nie wiem z czego to wynikało, ale były to osoby dobrze śpiewające, które (podobnie jak ja) zaczynały śpiewać mocno, ale w końcu z coraz mniejszą pewnością, by w połowie zwrotki lub w innym dziwnym miejscu nucić tylko pod nosem. Dziwne? Dziwne. Z czego to wynikało? Próbowałem znaleźć odpowiedź - okazuje się, że błędną, cóż - niech teraz szukają inni. Oczywiście zdziwiłbym się, gdyby kapłani Ośrodka nie odprawiali mszy i nie chcieli, by włączały się w te msze osoby związane z Ośrodkiem. Są jednak różne osoby związane z DOL. Ja na przykład czuję się związany. Mentalnie, osobiście, emocjonalnie i pewnie na inne sposoby. Bardzo bliska mi jest idea Ośrodka, realizacja też jest bliska, ale NOM nie jest mi bliski. I to jest pewna okoliczność, na którą chyba nie zwrócili uwagi organizatorzy (organizatorzy mszy - jak to brzmi...) - jak różnych ludzi przyciąga Ośrodek. Jest mi bliska idea dążenia do tego, by msza wyrażała teologię katolicką. Każda msza. Ale jednocześnie nie czuję się dobrze w tej formie modlitwy. Chciałbym uczestniczyć w konferencji na temat kapłaństwa, ale wolałbym, żeby nie łączyć edukacji ze mszą (to na przykład kwestia, w której różnimy się znacznie). Wolałbym rano pójść na mszę, a w konferencji uczestniczyć niezależnie od Eucharystii. Pewnie frustrację zwiększyło, że naginam swoją wrażliwość, przychodzę i uczestniczę we mszy i - jak zauważyła Monika - konferencji nie ma, homilii zresztą też nie, a nawet brak odpowiedzi na pytanie "Co my tu właściwie robimy?".

...

tak, jak piszesz, mogłoby być i w innych dominikańskich kościołach w pierwsze czwartki miesiąca. Jestem za.

Pięknie!

Z tego, co wyczytałem u Ojca było niezwykle bogato i uroczyście (w porównaniu np. z rzeczywistością parafialną u mnie w mieście), mimo braku kadzidła. Siłą rzeczy, moim zdaniem, nie można było by takiej Mszy świętej przygotować (asysta, śpiewy) spontanicznie, a nie przy osławionym biurku.

Odpust zupełny można uzyskać uczestnicząc we wszystkich Mszach pierwszo-czwartkowych razem wziętych, czy jest to możliwe uczestnicząc w jeden Mszy świętej?

"Niezdolność klęczenia okazuje się zatem istotą elementu diabolicznego" - Józef kardynał Ratzinger.

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...

O autorze

19te piętro

Tomasz Grabowski OP

Dominikanin.

Prezes Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Doktorant studiów w zakresie teologii w UPJPII w Krakowie.

Z zamiłowania historyk rytu dominikańskiego. 

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Ateizm to też wiara

2011-10-18

Nie pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że coraz częściej trzeba przypominać rzeczy oczywiste. Oczywistością jest, że ateizm jest formą wiary religijnej. Teiści wierzą, że Bóg istnieje, ateiści są przekonani o prawdziwości przeciwnego poglądu. Dokładnie ten sam proces myślowy doprowadza jednych do stwierdzenia "Bóg istnieje", który innych przywodzi do wniosku "Bóg nie istnieje". Dane mamy te same. Są niewystarczające do tego, by dowieść, że dana teza jest prawdziwa. więcej »

Universae Ecclesiae – krok trzeci

2011-06-05

Nie można ignorować poleceń Soboru zawartych w Sacrosanctum Concilium. Wobec liturgii dominikańskiej przyjęto jednak właśnie takie rozwiązanie – przemilczenie. więcej »

UE i co dalej

2011-06-01

Mam dość słuchania o tym, że Vaticanum II był soborem duszpasterskim. Czyli inne sobory duszpasterskimi nie były? Owszem, podczas ostatniego soboru nowych dogmatów nie określono. I co z tego? więcej »

Bez komentarza

2011-05-29

Marcin Żyła, "Pan Bóg 24/7", Tygodnik Powszechny (17/05/2011):

 

"W Wielki Czwartek w kościele przy Łazienkowskiej obyło się bez rytualnego mycia nóg – obmywano tylko dłonie. Bo, po pierwsze: w kościele nie powinno się tworzyć elit, wybierać do mycia nóg pierwszego ministranta, najlepszych znajomych księdza. Po drugie: dzięki temu każdy mógł wziąć udział w obmyciu. Po trzecie: w czasach pierwszych chrześcijan służący rzeczywiście myli nogi – dziś chodzi o sam gest.

  więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach