Myśli do kazania, którego dziś nie wygłoszę.
Jezus przywołuje Dwunastu do siebie, a potem ich wysyła: wciąż ten rytm - przybliżać się do Pana i iść do braci. Jeśli zabraknie pierwszego, nie będzie z czym iść. Jeśli drugiego - pozostaną złudzenia. De facto, wtedy nie wraca się do Pana, ale czci się własne wyobrażenia o Nim.
Zaczął ich wysyłać - tak jakby ten gest trwał aż do skończenia świata.
Wysyłać - posłanie, wysłanie, misja. Nie ja sobie wyznaczam drogę, ale zostałem posłany.
Misja - z szacunkiem dla innych, z radosnym zadziwieniem, że Siewca hojnie rozsiał ziarna Dobrej Nowiny także tam, gdzie ludzie nie myślą o Chrystusie. Ale też: poczucie misji - jestem posłańcem Dobrej Nowiny dla tych, którzy jej nie znają.
Po dwóch - tak aby sama wspólnota głoszących była już głoszeniem i znakiem Królestwa. Chrystus wysyła po dwóch, a nie dwaj się dobierają, skreślając niepożądanego trzeciego. W naszym klasztornym życiu: łatwość zamknięcia się w kręgu "swoich", konieczność ciągłego - przez całe życie - otwierania na innych.
Dał im moc - zabójcze jest powątpiewanie o tej mocy. Skąd się bierze? Z patrzenia na to, co tylko ludzkie. Nieraz się dziwiłem, jak mocno docierają do ludzi zwykłe słowa.
Uzdrawianie i głoszenie - zawsze razem. Uzdrawiająca moc dobrego słowa. Trucizny: ironia, słowa wulgarne, pusta błyskotliwość, gadatliwość, pustosłowie... Św. Tomasz na pewno precyzyjnie to gdzieś wylicza. Dobre słowo jako lek.
Błażej Matusiak OP
Dominikanin.
Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.
Komentarze
śr., 10.2.2010, 11:43
niewdzięczne zadania