Po kapitule
Zakończyła się plenarna część kapituły prowincjalnej polskich dominikanów. Prawie pięćdziesięciu braci, niemal dwa tygodnie obrad. Długie godziny posiedzeń, wiele słów, sprawy różnej wagi - a w tym wszystkim obecność i działanie Ducha Świętego. Jeszcze dwa tygodnie potrwają prace definitorium, które stanowi trzon późniejszej Rady Prowincji, a na koniec zjedziemy się raz jeszcze, żeby podpisać akta.
Na blogach DOL nowe wątki i obfitość komentarzy. Ktoś, kto spędził dwa tygodnie na kapitule, nie ma ochoty na żadne dyskusje. Nie teraz.
Piękny Boży mroźny świat czeka, żeby po nim pochodzić. Czekają obowiązki przeorskie, czekają ludzie. Czekają też książki. Jedna już rozpoczęta, pasjonująca: Wyspa klucz Małgorzaty Szejnert - opowieść o miejscu, które dla ubogich imigrantów było wrotami do Ameryki. A w krakowskiej księgarni-kawiarni Bona obejrzałem niezwykłą opowieść o doświadczeniu emigranta: Przybysz Shauna Tana. Piękna plastycznie, z fantastycznym (dosłownie!) pomysłem na unaocznienie poczucia obcości przybysza. Słowo komiks nie jest tu adekwatne. Przejmująco piękna książka.
Błażej Matusiak OP
Przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie
Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.
Komentarze
2010-02-10 13:06
płyta np. tu
http://www.magiamusica.com/index.php?id=48&produkty_id=84
Tej firmowanej przez Lyncha dla odmiany ja nie znam.
Jesli chodzi o Przybysza, zapomniałam napisać - naprawdę przejmujące...
2010-02-09 11:55
Za życzenia dziękuję. Tamtego
Za życzenia dziękuję.
Tamtego nagrania nie znam. Może jest takie jak to firmowane przez Davida Lyncha.
A co do obrazkowej książki, to ma ona swoją wersję teatralną: http://www.redleaptheatre.co.nz/productions.php?pid=2.
2010-02-08 12:53
choć z innych przyczyn (bo po znacznie mniej
poważnych zajęciach), po przemierzeniu tylko trochę dłuższej drogi miałam wrażenie, że nie dopiszę się do dyskusji "poważnych" :-) wrażenie zawiodło. Ale muszę znaleźć w domu książkę, bo z poprzednim wpisem Ojca skojarzyło mi się przeczytane kiedyś stwierdzenie... nie chciałam go przekręcić.
Tymczasem zagłuszę ciszę (do szukania), słuchając ponownie Catherine Braslavsky i jej wykonania Hildegardy w La marriage du ciel et de la terre. Ojciec pewnie to zna...
Wykonanie chyba "nieortodoksyjne" bardzo, a tak jakoś kojące. W kazdym razie, dla mnie.
I przepraszam, że tak spóźnione, ale, oczywiście, życzenia: by Patron Ojca zawsze otaczał opieką w zakresie swych specjalności (to chyba ważne dla kaznodziejów) i nie tylko w nich, i, póki co, nie rzucał do Dubrownika ...