OK(a) sieci

2010-02-08

Czytając ostatnie dyskusje i opisy dyskusji na blogach, zacząłem się zastanawiać: ile wiedzy ich uczestnicy czerpią z internetu?

I na ile ta wiedza jest rzetelna? Skąd wiadomo, że artykuł w sieci, może nawet opatrzony licznymi przypisami, jest godzien zaufania? Czy zależy to od autora – jeśli jest (u)znanym uczonym, pracownikiem uniwersytetu czy jakiegoś naukowego instytutu, możemy być pewni, że nie zmyśla, i że naprawdę miał dostęp do pozycji, które cytuje? Czy od strony - jeśli to strona jakiejś naukowej organizacji czy periodyku (chociaż do tych ostatnich dostęp jest często płatny).

W tej chwili właściwie do wszystkiego podaje się linki. Jest to niewątpliwie wygodne, ale na ile wiarygodne? Ile mamy krytycyzmu, korzystając z wiedzy ukrytej w sieci? Czy ta sieć nie staje się czasami workiem, w którym kupujemy kota?
 

Komentarze

[----]

autocenzura. Przepraszam, Marcinie, że u Ciebie, nie wszystko wszędzie przed tym wpisem przeczytałam. :-)

Tak, wszelkie słowo trzeba

Tak, wszelkie słowo trzeba traktować z ostrożnością. A to sieciowe tym bardziej - chyba że, znowu, jestem za stary i za bardzo przywiązany do książek w formie tradycyjnej, i do rozmowy na żywo...

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

kryteria

cóż, chyba bywają zawodne. tym bardziej, że smak też miewamy różny, co z sąsiedniej dyskusji widać. To co dla jednego jest asertywnością, dla innego nie - bo tam ja widziałam wielokrotnie i bez doraźnej przyczyny przekroczone granice asertywności. To zresztą, moim zdaniem, służy zwykle odwróceniu uwagi od tematu, gdy nie mamy racji (nie wiem, czy nie ma tego u Schopenhauera w Erystyce). niewygodna prawdę albo doraźny brak argumentu trzeba "przykryć". To smutne, zwykle stosowane w polityce. Są sytuacje, gdy od rozmowy z kimś takiem nie można z jakichś względów uciec, ale osobiście dążyć do rozmowy potem się chyba nie zdarza (pomijam tych, co lubią się umartwiać - albo być umartwiani przez interlokutora). nie ma rady, jesli nie ma dostępności faktów - poza owym "słuchem" na sposób argumentowania - pozostaje rozważanie spójności argumentacji, oparcia jej o jakieś mocne podstawy... i jednak próba sprawdzania faktów, podstaw, oczywiście. Ojojoj... Czy własne poglądy na poważne kwestie mają nam przyjść bez trudu? Ale przyznaję, ja też czasem posługuję się doraźnie owym "słuchem". I przypomina mi się czasem, co ktoś powiedział - że tzw. "oświeceniowcy" są najbardziej zamkniętą na cudze argumenty sektą... Po prostu ich nie słuchają, nie dopuszczają do siebie myśli, że kto inny tez może mieć rację. A zaskoczona tym jestem, bo wykształcono mnie w tradycji "dobrego" Oświecenia, chwały postępu i inne takie :-) Marcinie - po co pytasz? przecież znasz odpowiedź. Wszelkie słowo, w tym pisane trzeba traktować z ostrożnością. Wszelką wiedzę, również uniwersytecką, trzeba czasem zweryfikować. Poza tym - gdy już sami decydujemy (intelektualnie), to sami wybieramy kryteria przyjmowania czegoś za słuszne albo prawdziwe. I trzymamy się ich, jesli umiemy. Howgh!

Nie tylko sieć

W realu jest podobnie. Pamiętam dyskusję publiczną nt. wydarzeń opisanych w książce J.T. Grossa. Obie strony (chociaż może stron było więcej niż dwie, nie jestem pewien) powoływały się nie na linki, ale na źródła zupełnie niewirtualne, opasłe papierowe tomiska, niektóre w obiegu publicznym, niektóre nie, napisane przez ludzi z tytułami naukowymi, z których jednak wynikały zupełnie różne rzeczy. Miałem wtedy wrażenie, że aby z jakąkolwiek pewnością zabrać głos w tej dyskusji, musiałbym sam mieć jakiś tytuł naukowy np. w dziedzinie historii, a przynajmniej wykonać podobnie dużą pracę, jaka jest do uzyskania takiego tytułu potrzebna. Pomocna bywa 'potęga smaku': posłuchać w jaki sposób ludzie argumentują - czasem od razu widać czy dowodzą prawdy, czy bronią słuszności ideologii.

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...

O autorze

Tindómë ar undómë

Marcin Lómendil Morawski

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras.

Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać.

Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek Early English Text Society, International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Słowo

2010-11-17

Po namyśle i rozmowach z przyjaciółmi postanowiłem bardziej oddać się służbie Słowa i słowa (cf. Dz 6:4). więcej »

Dwa listy, jeden Jerzy i dwóch Marcinów

2010-11-12

Jakiś czas temu dostałem list od mojego nauczyciela, pana Jerzego Mańkowskiego, o którym już kilka razy wspominałem. Wczoraj z kolei napisał do mnie mój uczeń, Martinus, Germaniae apostolus. Ponieważ obaj są w jakiś szczególny sposób obecni w moim życiu, nazwijmy je filologicznym, chciałbym napisać i o panu Mańkowskim, i o Marcinie. więcej »

In confessione beati Martini (iii)

2010-11-10

Św. Marcina czci się tradycyjnie jako pierwszego świętego wyznawcę na Zachodzie – confessor Domini – czyli świętego, który osiągnął chwałę nieba, nie będąc męczennikiem. więcej »

In confessione beati Martini (ii)

2010-11-09

W swoim Żywocie świętego Marcina, Sulpicjusz Sewer przedstawia świętego jako męża Bożego, na wzór owych theioi andres z judaistycznych tekstów hellenistycznych i hagiografii wschodniej. Vir Deo plenus, tak określa Marcina Sulpicjusz. więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach