O prowadzeniu sporów między duchownymi i laikami jak też między uczonymi i nieuczonymi w świętej teologii.

2010-02-08

Wypowiedź tą zainspirowały dyskusja po ostatnim wpisem p. Tomasza Dekerta a także rozważania p. Marcina Morawskiego o wartości i użyteczności Internetu.

Ostatni Sobór Powszechny przyniósł (?) wielkie dowartościowanie świeckich.
Podobno przestali być wielkim niemową. Mieli się aktywnie włączać w życie kościoła: w liturgię, w ewangelizację, w prowadzenie doczesnych sprawa Kościoła. Uczona elita duchowieństwa pouczała w rozmaitych publikacjach prostych plebanów, że kapralskie metody zarządzania parafią nie będą już dziś skuteczne.  I nie bez racji. Nie będę przywoływał przykładów literackich sprzed stu albo i więcej lat. Mój ojciec, niespełna pół wieku temu, trafiwszy bezpośrednio po studiach do odległego miasteczka na tzw. ziemiach wyzyskanych, hen pod granicą z obwodem kaliningradzkim, był, nie licząc miejscowego proboszcza, pierwszym jego mieszkańcem mającym wyższe wykształcenie. Dziś w swojej parafii widzę na niedzielnej mszy całe mnóstwo lekarzy, inżynierów (z tego fachu rekrutują się jej nadzwyczajni szafarze Komunii św.), prawników, nauczycieli a nawet dyplomowanych muzyków, w tym wykładowcę z katedry muzyki kościelnej na pobliskiej Akademii Muzycznej.  Niewątpliwie więc z poziomem wykształcenia wiernych muszą się duszpasterze liczyć. Nie przez to, aby się im podporządkowywać, ale przez to np., żeby przyłożyć się do przygotowania kazania.
Myślę sobie jednak, że i ci kapłani przynależący do wyżej wspomnianej  elity, angażując się w swoja działalność naukową czy publicystyczną nie powinni popadać w ekskluzywizm, w zamykanie się w wąskim kręgu wtajemniczonych, do którego świeckich dopuszcza się tylko jeżeli ochoczo podejmą role potakiwaczy. I tutaj nie chodzi już tylko o sam poziom formalnego wykształcenia, ale o niesłychaną dostępność do źródeł wiedzy jaką daje Internet. Jeżeli uczeni duchowni zamiast uprawiać naukę , zajmą się uprawianiem ideologii czy publicystyki muszą się liczyć z tym, że ich tezy zostaną surowo zweryfikowane. A wtedy reakcję bywają różne. We wpisie p. Tomasza Dekerta pojawił się wątek polemiki między o. Blazą SI, a Piotrem Ochwałem alias Dextimusem. Czego by krytycznie nie mówić o KNO (myślę, że Dex powinien sobie często czytywać ten fragment Księgi Rodzaju, który mówi o pijaństwie Noego), tutaj akurat mamy rzucone przezeń na forum internetowym diecezji tarnowskiej pytanie o sposób pogodzenia decyzji uznającej ważność sakramentalną assyryjskiej anafory Adeusza i Mariego nie zawierającej tzw. narratio institutionis, z dogmatem mówiącym, że formą sakramentu eucharystii są słowa z ostatniej wieczerzy.  O. Blaza sam, nie wywołany stanął do pojedynku i mówiąc szczerze nie popisał się. Co interpretacji kanonu 927 i kluczowego słowa „nefas” poległ całkowicie. Co do reszty wdał się w dość nieprecyzyjne rozważania, które gdyby potraktować konsekwentnie musiałyby ostatecznie doprowadzić do wniosku, że i w Kościele istotna jest „prawda etapu”. Przy tak chwiejnej argumentacji Dextimus nie oparł się pokusie skoczenia do gardła. Mnie jednak szkoda, że ani o. Blaza, ani inny kapłan nie podjął się próby wyjaśnienia, tej pozornej, jak wierzę sprzeczności.  Kiedyś czytałem gdzieś, że zasada ecclesia suplet działa nie tylko w odniesieniu do braku jurysdykcji, ale i do pewnych braków formy czy materii sakramentu. Chodziło tam bardziej o święcenia, gdyż jak wiadomo, w kościele łacińskim panowało dość długo przekonanie, że ich materią jest wręczenie właściwych przedmiotów liturgicznych a nie włożenie rąk, jest więc możliwe, że wielu otrzymało święcenia bez tego ostatniego. Podobno podczas święceń Dom  Guerangera  biskup włożył nań ręce wskutek jego usilnego żądania.  W dekrecie rzymskim dostrzegam rozumowanie idące trochę w tym kierunku, ale też nie do końca. Ktoś mi pomoże? Czy o. Łukasz nie obrazi się jeśli go wywołam osobiście?
Ja osobiście też spotkałem się z bardzo nieprzyjemnymi reakcjami ze strony bardzo głośnego i uznanego kapłana, profesora KUL.  Jakiś czas temu, w reakcji na rzymskie polecenie skorygowania tłumaczeń formuły pro multis w tekstach modlitw eucharystycznych, w Tygodniku Powszechnym, osławiony ostatnio występem w TVN 24 Artur Sporniak wzniósł gorący protest wsparty autorytetem owego profesora. Poszperałem trochę po sieci i uznałem, że Panowie maja niewiele racji. W przypływie ekumenicznych uczuć opublikowałem więc w sieci dość spory artykuł. Link do artykułu wysłałem księdzu profesorowi. Z otwartą przyłbicą, z imieniem i nazwiskiem, z krótką informacją co robię, czym się zajmuję zawodowo. No i się zaczęło. Prawie żadnej argumentacji merytorycznej (ta która była, łatwo dawała się zbyć), za to pełno argumentów ad personam, włącznie z zarzutem, że to ja pisuję na profesora donosy „do najwyższej hierarchii” .  Ostateczni drugi swój mail zakończył okrzykiem „komu odpowiada KNW, niech się jej trzyma”.

Komentarze

Zerwick sugeruje, że imiesłów

Zerwick sugeruje, że imiesłów czasu teraźniejszego należy wziąć za imiesłów czasu przyszłego, aczkolwiek można się tu zastanawiać, czy nie jest to znak jego romanocentryzmu, o którym gdzie indziej pisano. Myślę, że należy tu iść - jak powiedziałby Tomek Dekert - za intuicją Ojców: czas teraźniejszy w liturgicznym opisie ustanowienia to nie tyle wyrażenie myśli, że Ofiara jest wciąż aktualna (w końcu reszta opowiadania jest w czasie przeszłym, i to w aoryście), ile przekonanie, że Męka Pana jest już antycypowana w Ostatniej Wieczerzy, że ona się tam już zaczęła. W Liturgii św. Jana Chryzostoma czytamy: To jest moje Ciało, za was łamane - w chlebie i winie Ostatniej Wieczerzy już się dokonuje Męka Pańska. W jakiś sposób wychodzimy tu z ludzkiego czasu i wkraczamy w wieczne TERAZ (o czym też już kiedyś Tomek pisał, rok temu na Wielkanoc, więc nie będę nieudolnie tematu rozwijać).

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Panie Marcinie,

Nie bez obawy o Pańską opinię linkowałem swój artykuł. Mam poczucie, że z jedną tylko uwagą, na dodatek przez nieocenionego Zerwicka lekko zrelatywizowaną ;-), udało mi się wyjść obronną ręką.

Oczywiście - to moja pomyłka,

Oczywiście - to moja pomyłka, już poprawiłem :)

Proszę wybaczyć złośliwość:

"nie czuję się niekompetentny" zgodnie z Prawami de Morgana znaczy "jestem kompetentny" :-)

Śpiewajcie chorał!

Mówiąc szczerze - nie

Mówiąc szczerze - nie podejmuję się, ale nie dlatego, że chcę tu kogoś zignorować. Po prostu czuję się niekompetentny.

Kilka uwag dotyczących

Kilka uwag dotyczących artykułu. 1. Pisze pan: "Na koniec tych uwag chciałbym zauważyć, że teksty tradycji antiocheńskiej a także z wywodzących się z niej tradycji konstantynopolitańskiej i ormiańskiej używają w słowach ustanowienia czasów teraźniejszych (jest wylewana) wskazując w ten sposób na ciągła aktualizacje Ofiary w eucharystii, odmiennie niż ewangeliach, gdzie słowa Jezusa podane są w czasie przyszłym i co bez zmiany zachowano w tradycji rzymskiej i w cytowanym tekście aleksandryjskim." Otóż w Ewangeliach także jest używana forma czasu teraźniejszego, dokładniej imiesłów tego czasu. Nieoceniony Zerwick wprawdzie sugeruje, że jest to loco participii futuri, ale, ściśle rzecz biorąc, mamy czas teraźniejszy. Co więcej, Wulgata - nie ta używana liturgicznie, ale 'filologiczna', właściwy przekład Hieronima - także ma czas teraźniejszy. M.in. Efrem Syryjczyk tłumaczył to w ten sposób, że Męka naszego Pana już się rozpoczyna w czasie Ostatniej Wieczerzy - ciało łamane, krew wylewana. 2. Pan Sporniak zaś twierdzi, iż "w greckich oryginałach obu Ewangelii użyty rzeczownikowy przysłówek hoi polloi oznacza wielu, wielką liczbę, ale także lud, ogół, tłum". Przede wszystkim, nie jest to żaden 'rzeczownikowy przysłówek', tylko przymiotnik z rodzajnikiem, który tym samym może mieć znaczenie rzeczownikowe. (Jedna z właściwości greki: rodzajnik można dodać do wszystkiego, i powstaje rzeczownik.) Użyty tu nieregularny przymiotnik, polus - w liczbie mnogiej polloi, znaczy 'liczny'. Każdy, kto porządnie uczył się greki, wie, iż polloi znaczy 'liczni, wielu', a hoi polloi - większość. Teraz najciekawsze: ani u Mateusza, ani u Marka nie ma w opisie ustanowienia Eucharystii hoi polloi - w odpowiednim przypadku; u Mateusza mamy peri pollon, u Marka - huper pollon. W aparacie krytycznym do tych miejsc, owszem, pojawiają się warianty, ale żaden z nich nie dotyczy owego pollon, raczej są to kwestie szyku czy zmiany przyimków. Pod rozwagę zatem teologów i redaktorów kładę zdanie: Ignorantia linguae Graecae nocet. I to bardzo, czasami.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Panie Piotrze

zbierałem się, żeby napisać komentarz, a w miedzyczasie p. Tomasz dał swój wpis na blogu, w którym zawarł m.in. to, co ja chciałem napisać. Jeszcze co do profesora, z którym Pan "korespondował", jakąś okolicznością łagodzącą może być jego ciężka choroba nowotworowa (jakiś czas temu przeszedł nawet przez śmierć kliniczną), natomiast pełna zgoda, że to nie jest normalny sposób dyskutowania.

Drogi Panie Piotrze

Zacząłem pisać komentarz do powyższego tekstu, ale tak mi się rozrósł, że stwierdziłem, iż zamieszczę go po prostu u siebie na blogu - już i tak mam opinię niezrównoważonego psychicznie ze względu na długość komentarzy :-)).

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...

O autorze

Notatki parafianina

Piotr Chrzanowski

Z wykształcenia inżynier mechanik, od dłuższego czasu z zawodu dyrektor. Mieszka pod Bydgoszczą.

Mąż z ponad dwudziestoletnim stażem i ojciec dwóch synów zaczynających gimnazjum i kończących podstawówkę.

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Hej kolęda, kolęda.

2012-01-21

 Poruszano ostatnio na tych stronach relacje w jakiej pozostaje tzw. religijny śpiew ludowy do liturgii Głosy te jednak dotyczyły miejsca tegoż śpiewu w ramach Mszy św., nie odnosiły się natomiast do kwestii zbieżności tekstów śpiewu ludowego z tekstami liturgicznymi, z okresem roku liturgicznego itp.  więcej »

Kościół, lewica, dialog - czyli o ks. Bonieckim

2011-11-05

 Półtora miesiąca temu Zbigniew Nosowski, naczelny miesięcznika Więź, opublikował artykuł „Dwie twarze jednej nienawiści”. Postawił w nim na jednym poziomie tzw. artystyczne dokonania niejakiego Nergala, w szczególności podarcie Biblii i profanacje pomnika Żydów pomordowanych w Jedwabnem. więcej »

Bóg, liturgia, piękno, kultura.

2011-09-01

Benedykt XVI wygłosił na wczorajszej audiencji generalnej w Castel Gandolfo bardzo piękną katechezę o kontemplacji piękna, będącej drogą do Boga. więcej »

O trudnościach wychowawczych i doświadczeniach liturgicznych.

2011-07-20

Mój starszy syn, piętnastoletni pryszczaty młodzieniec,powiedział mi ostatnio, że on zdecydowanie woli „nową” mszę, albowiem niezrozumiałość łacin utrudnia mu dobre i pobożne uczestnictwo w Eucharystii. Klęska wychowawcza – pomyślałem sobie. Na całej linii!!! więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach