Wierszyk o poście

2010-02-20

 

 
 
Rzecze cwaniak lub ateusz:
"Post to przesąd i zabobon
Trzeba go zakazać w EU
Żeby każdy mógł być sobą"
 
Lecz nie dadzą za wygraną
Tuzy z licznych u nas ambon
Głosząc z wiek wieka to samo
Jaką funkcję ma kolano
 
Zasię inny powie na to:
"Wielki Post się zacznie w grobie
Lecz tam żaden przed zatratą
Drżeć nie będzie. Nasze zdrowie!"
 
Na to ozwie się agnostyk
Ten, co w życiu chce być prawym
Że bez wiary można pościć
Wierząc tylko w „dobro sprawy”
 
I jak echo zabrzmi zaraz
Głos Tradycji Katolickiej:
 „Hej, od postu ręce z dala
Mój on jest i niczyj więcej!”
 
Do Tradycji się przyłączy
Sam Watykan i diecezje
Biskup serdecznie wierzący
Mnich i Ludu B. procesje
 
Jednak oburzenie pal sześć
Zapytajmy o proporcje
Ile − o zwyczaje nasze! −
Mamy postu w Wielkim Poście?
 
I powiedzmy − nie zgryźliwie −
Iż jest go jak na lekarstwo
Tyle co soli w potrawie
Gdy pada żołądka pastwą
 
Bo jakże zaniedbać zdrowie
Na dni ponad czterdzieści
Nękać − Panie i Panowie −
Ciało − w głowie się nie mieści!
 
Mniej popalać do niedzieli
Lub nie jadać, ech… słodyczy
Reszta − to ludowy relikt
W muzeum etnograficznym
 
I niejeden kaznodzieja
Powie całkiem wiarygodnie:
„Radość”, „wiara”, „Ewangelia”
„Post jest dla nas, nie odwrotnie!”
 
I od razu lżej na duszy
Nikt umartwiać się nie każe
Uf, jak wielce czasem znuży
Piętno dawnych wyobrażeń!
 
Trzeba bowiem widzieć jasno:
Wiara to nie obyczaje −
Choćby jedno całkiem zgasło
Drugie, owszem, pozostaje.

 

Komentarze

Ja, niestety, utraciłem już

Ja, niestety, utraciłem już swoją nagrodę, mimo iż wykasowałem opis wyrzeczeń własnych. Parce, Domine, parce servo tuo...

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

O wyrzeczeniach można

O wyrzeczeniach można rozmawiać, tylko jaka wtedy dla nas zasługa? Sam bym chętnie o kilku opowiedział, ale nie uczynię tego, by "nie odebrać już swojej nagrody". Wprawdzie napomykając o tym, już część nagrody odbieram, ale w ten sposób czynię sobie drobną złośliwość. A tak myślę sobie, że Post jako post w znacznej mierze po kościach się katolikom rozszedł. Każdy cosik tam sobie odmówi, ale gdzie nam do takiego ramadanu (że do wierszyka od p. Marcina nawiążę). Dobrze, że nikt niczego nie wymusza, ale obyczaje wstrzymywania się od dosytu mamy póki co upadłe.

tak, tak, Marcinie...

u Ciebie to nigdy się nic nie dzieje... ;-) no to czym będziemy robić sobie (samym) na złość? jesli o wyrzeczeniu nie wolno :-)

O wyrzeczeniu nie powinno się

O wyrzeczeniu nie powinno się mówić publicznie, alas! A różnica polega chyba na celu - lub na przyczynie. Czy robienie sobie na złość to autosadyzm? Chociaż na to się chyba mówi cierpiętnictwo? Albo jakoś inaczej... PS Na tym blogu zawsze są jakieś ciekawe rozmowy, a u mnie nie. Ech... To też umartwienie. Mortificatio brzmi lepiej.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Może na potrzeby rozmowy

Może na potrzeby rozmowy należy rozróżnić wyrzeczenie od zrobienia sobie na złość?

a ja wprawdzie niby udaję, że nie

ale serio się zastanawiałam (już w ubiegłym roku). Gdybym miała w Poście tak zupełnie nie jechać na Bielany na 11-tą, to dopiero byłoby straszne wyrzeczenie... i na razie mnie na nie nie stać.

Co do tożsamości

Co do tożsamości autora/autorki: tajemnica blogowa! :-) Jest taka historyjka o św. Franciszku, który uznał, że za dużo przyjemności daje mu potrawa, którą właśnie był jadł, dlatego dosypał do niej garść popiołu z ogniska. Ale skąd teraz wziąć ognisko w mieście?

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

strofka - czyżby

nieśmiałego czytelnika (-czki) blogów? albo zadziałała wewnętrzna cenzura :-) Marcinie, a jak pościsz? jesli na co dzień jakościowo, to - tylko ilościowo, czy wprowadzasz jeszcze jakieś zmiany? jak pisałam u Ciebie, ja się nie umartwiam przynajmniej na mszy świętej - zamiast cierpieć przy naszej organistce, mam chorał gregoriański na Bielanach :-)

Nie mogę się oprzeć

Nie mogę się oprzeć zamieszczeniu tu strofki, którą mi ktoś podesłał - mam nadzieję, że nie naruszę praw autorskich: gdy już post całkiem będzie oswojon i zbadan przyjdzie nam wtedy chyba obchodzić ramadan.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Są różne odmiany

Są różne odmiany wegetarianizmu: niektórzy odrzucają w ogóle produkty pochodzenia zwierzęcego, jak nabiał; inni jedzą tylko owoce; inni tylko warzywa, ale surowe... Różnie się te podtypy określa, nigdy dokładnie w owe nazwy nie wnikałem. Rybę zdarza mi się jadać, chociaż bardziej w ramach umartwienia, i tylko w formie filetów. A moje niejedzenie mięsa, tak przy okazji, nie wynika z żadnych pobudek światopoglądowych.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

a nuż to nie wegetarianizm

tylko post permanentny? (Marcinie, wybacz!)

Ciecierzyca tania jak barszcz,

ale bardziej dziwi mnie ryba w Pańskich ustach. Jest jakaś odmiana wegetarianizmu, która nie odrzuca jedzenia ryb? Czy chodzi o słynną Pangę lingwę?

Pangę chętnie jadała śp.

Pangę chętnie jadała śp. prof. Świderkówna, miała w lodówce zapas usmażonej już, tylko do odgrzania. Nawet dobre to było, ale kiedy dowiedziałem się, jak hodowane są pangi, to straciłem apetyt. Ciekawym, ile kosztuje ciecierzyca.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Więc zamiast cenzury

Więc zamiast cenzury kościelnej, jesteśmy poddawani autocenzurze. Ale kusi mnie, by tekst, o którym już wspomniałem, zamieścić, skoro też czytam te słowa siostry Chmielewskiej. Swoją drogą najtańsza ryba, czyli obecnie panga, też kosztuje kilkanaście zł. Tak samo krajowy filet z mintaja, w którym 50% stanowi lód/woda. W ogóle post rybny to zupełny anachronizm. A, i podejrzewam, że w najtańszym serze jest więcej białka zwierzęcego niż w pasztetowej.

Otóż ja się zastanawiam nad

Otóż ja się zastanawiam nad napisaniem tekstu o Wielkim Poście, ale mam podobne obawy. Może nawet większe, bo się boję, że uznano by mnie nie tyle za kpiarza, co za bezczeszczącego tradycję... A przy okazji: kilka tygodni temu, gdym czekał na braci z nowicjatu, przynieśli mi gazety, w tym "Tygodnik Powszechny". Na łamach którego siostra Małgorzata Chmielewska (chyba nie przekręciłem nazwiska) się wypowiadała mniej więcej tak: Kilogram najtańszego sera kosztuje 13 zł, kilo pasztetowej - 6 zł. Może mnie teraz cały episkopat wykląć, ale to powiem: nie stać nas na dawanie biednym sera w piątek.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Ma Pan słuszność, tekścik ten

Ma Pan słuszność, tekścik ten napisałem jako dopełnienie innego tekstu dot. postu, którego jednak nie zamieściłem, obawiając się, że ktoś pomyśli, iż sobie zupełnie kpiny urządzam. W tym niezamieszczonym tekście było coś na kształt opinii lekarskiej, może i psychologicznej, tak na poziomie gazet z programem telewizyjnym. Powiedzenia o doświadczeniu nie znałem, bardzo ładne, dziękuję.

Nieśmiało zauważę, że

Nieśmiało zauważę, że zabrakło jeszcze opinii psychologa i lekarza, każdy z nich na swój sposób post też będzie zalecał (słyszałem w radiu wypowiedź psychologa, że post jest po to, żeby dostrzec wartość zabawy). A co do postu w grobie - jakoś mi się skojarzyło powiedzenie: Doświadczenia nabywamy z wiekiem. Najczęściej jest to wieko od trumny.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Jakiś czas temu zebrało mi się i na przemyślenia w tej materii.  Myślałem, myślałem, aż zasnąłem....  
Elżbieta Wiater
Wszelka debata nad możliwością wyświęcania kobiet na kapłanów w Kościele katolickim została ucięta listem apostolskim „Ordinatio Sacerdotalis” […] I o ile sama kwestia możliwości święceń w ten sposób została rozstrzygnięta ostatecznie, to można wciąż pogłębiać...
Dawid Gospodarek
Sakrament święceń ma trzy stopnie: episkopat, prezbiterat i diakonat (LG 28). Z tego tylko episkopat i prezbiterat włączają w uczestnictwo w jedynym kapłaństwie Pana Jezusa Chrystusa.

O autorze

Małe nieoczywistości

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek.

Mąż wspaniałej żony i tato trzech córek. Mieszka na wsi polskiej.

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Pogoda

2012-01-17

Dziękuję, nie narzekam. Do lekarza idę, bo idę. Wobec mnie to sprawa zewnętrzna. Zostawiam tam część swoich dolegliwości i tyle. Żeby nie czekać w kolejce, biorę książkę. Zawsze gdy nastawiam się, że wreszcie w poczekalni sobie poczytam, niezawodnie nie ma kolejki. więcej »

Film

2011-12-15

Ja właściwie nie o tym chcę, bo stało się tak, że kolega mój się powiesił. Popełnił samobójstwo. Dowiedziałem się zaraz. Mimochodem zawsze byliśmy ze sobą w miarę na bieżąco. więcej »

Lampa

2011-11-30

Kupiłem lampę naftową, na targu staroci. Akurat na Adwent. Wcześniejsza rozbiła się. Sprzedający był osobą niepozorną. Tak iż pamiętam go tylko ze względu na tę lampę. No i na targ. więcej »

Dobrobyt

2011-10-10

Nie byłem szwajcarskim bankierem ani chłopem polskim w czasach wojennych. Nie podjąłem tajnej współpracy ani nie obsługiwałem angielskiego króla. więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach