Zmysły a niewypowiadalne

2010-03-04

"Nos to wielki myśliciel. I ma dobrą pamięć, bardzo dobrą. Zapach może tak silnie przywrócić wspomnienia, że aż boli. Mózg nie potrafi tego zatrzymać. Ani nic na to poradzić" (T. Pratchett, Kapelusz pełen nieba).

Ten fragment przypomniał mi się kilka dni temu, kiedy wszedłem na chwilę do jezuickiej bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego, na ul. Kopernika w Krakowie. Bywałem tam oczywiście wcześniej wielokrotnie, ale dopiero tym razem uderzył mnie zapach tego miejsca. Bardzo trudno mi go opisać, jest to jednak zapach, który mi nieodparcie kojarzy się ze starymi murowanymi kościołami (może relatywnie starymi - budowa kościoła jezuitów została ukończona w 1912 r. a konsekrowano go dopiero 9 lat później), a zwłaszcza z dwoma ukochanymi: kapucynów w Rozwadowie (moja rodzinna parafia, kościół z 1753 r.) i dominikanów w Krakowie. Bardzo istotną cechą ich wszystkich jest na pewno to, że są - mówiąc wprost - nieprzerwanie i intensywnie używane.

Nie dałbym sobie rękę uciąć, iż wszystkie one pachną tak samo - siła skojarzenia może niwelować różnice. Tak czy inaczej, zapach każdego z nich wywołuje we mnie ten sam stan emocji i umysłu. Ciekawe dla mnie samego jest to, że kiedy próbuję go zwerbalizować, nie mogę tego zrobić. Najbliższe byłoby głębokie poczucie bezpieczeństwa, bycia u siebie, zanurzenia się w czymś głębokim, ale nie oznacza to, że na tym się kończy, problem tylko, że nie potrafię ująć tego w słowa. W każdym razie uczucie to jest dojmujące i jakoś tak ugruntowujące w modlitwie.

Teoretycznie mogłoby się wydawać, że poznanie zmysłowe jest ściśle skorelowane z możliwościami ujmowania jego "wyników" w słowa. A tymczasem wcale tak nie jest. Z pewnością dużą, a może główną rolę odgrywa tu fakt, iż węch jest zmysłem bardziej pierwotnym niż dajmy na to wzrok i swoje dane przesyła do starych, zwierzęcych części mózgu, pobudza więc raczej ośrodki emocjonalne niż intelektualne. Kto jednak powiedział, że ta zwierzęca część naszej natury musi koniecznie przeszkadzać w modlitwie? No, pewnie ktoś powiedział, ale mylił się. 

Komentarze

Alternatywa

Zawsze może być jeszcze nowa biblioteka, ale ze starymi książkami. Najlepszym miejscem do pracy, jakie znam jest nowe lektorium w krakowskim klasztorze OP. O zapachu drewna.

Stare biblioteki:

smród i zaduch. Szybki katar i to raczej ten z najgorszych.

a zapach

starych bibliotek? Istnieje jeszcze coś takiego?

A jeszcze nawiasem mówiąc,

wracając do zapachu kościołów, to nie nazwałbym tego, który opisałem w tekście jednoznacznie przyjemnym. Jest to częściowo woń starości, trochę stęchlizny, kurzu... Lubię go, ale to nie jest "ładny" zapach.

Cierpienie

Myślę, że widok (i inne zmysłowe aspekty) ukrzyżowania Jezusa nikogo by do dziękczynnej modlitwy nie zachęcił. Również nas, którzy - podobno - mamy świadomość, że to straszne, brudne i na pewno śmierdzące widowisko było ofiarą naszego zbawienia. (Co prawda hagiograficzna literatura chrześcijańska opisująca prześladowania i męczenników takie sytuacje pokazuje, ale, mówiąc brutalnie, hagiografii trudno wierzyć, w każdym razie w pełni.) Miejscem takiej modlitwy jest chyba właśnie liturgia, która w wielopłaszczyznowy sposób mówi o tej śmierci, kanalizuje i przetwarza zarówno ją samą (jak wydarzenie, fakt), jak i nasze do niej odniesienie. Pytanie (abstrakcyjne) jednak, czy byłaby ona w ogóle "na miejscu" w momencie historycznego dokonywania się śmierci Chrystusa?

dosłowność cierpienia

chyba Bryll to opisywał w Drodze Krzyżowej... nie mogę znaleźć - wszystkiego, co Bryll napisał, na pewno nie mam - słyszałam kiedyś u dominikanów na Freta...

Przy okazji zapachów,

Przy okazji zapachów, skojarzenia z nocnej drogi krzyżowej: Jezus pobity, skrwawiony, opluty, spocony, nie wiadomo, jak Mu pozwolono zaspokoić inne potrzeby fizjologiczne - ktoś sobie wyobrazi ten zapach? Boga-Człowieka? I to w momencie najdoskonalszej ofiary, jaką kiedykolwiek złożono Bogu? Kogo zachęciłoby to do modlitwy? Nie do modlitwy "Boże, zabierz mnie stąd, jak tu śmierdzi", ale do modlitwy dziękczynnej i wielbiącej Boga za Jego wielkie dzieła?

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

oj, wczoraj i dziś rano -

- mrozem również na Żoliborzu :-) ale ja w ogóle lubię, jak powietrze pachnie porą roku czy pogodą :-) zwykle tego zapachu nie ma, miasto głuszy wszystko, następstwo pór roku również.

U nas w Beskidzie

powietrze pachnie mrozem i pada śnieg :)

Fakt, na Nowym Mieście, moja

Fakt, na Nowym Mieście, moja pomyłka. A na Służewie, kiedy moja matka się tam wychowywała, nie było bloków, tylko pola ziemniaków i kapusty. Zapachu wiosny nie lubię :-( Wolę zapach choinki.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Marcinie,

dominikanie nie są "na Starym Mieście", lecz na Nowym. Przecież to poza obrębem murów miejskich, nawet położenie Barbakanu o tym mówi!!! Odbudowani - kiedy? w latach 60-tych ostatecznie? A kiedy zbudowano Służew? bo na pewno zaczęto budować w latach 30-tych... czytałam wspomnienia kogoś, kto tam w sierpniu '39 cegły do budowy nosił :-) no, może się mylę - ale tak jakoś lato 1939 mi się kojarzy. a zapach... gdy wracam do domu w ciągu dnia, a tam trwa zapach porannej kawy, którą parzymy zaraz po śniadaniu, przed wyjściem do pracy... I zapach zbliżającej się wiosny - taki jak kilka dni temu, nieokreślony smak powietrza :-) czy wiecie, że gałązki kasztanów, niby jeszcze prawie czarne, mają już prawie czarne jeszcze, ale wyraźniejące pąki - zapowiedzi liści? na Żoliborzu tak jest, w każdym razie. Ze trzy dni temu zauważyłam.

Nigdy nie byłem

w Ziemi Świętej, ale nie tracę nadziei, że pojadę, wtedy będę mógł coś powiedzieć na temat zapachu tamtejszych miejsc :) Na ile jestem w stanie racjonalizować swoje wrażenia to myślę, że wynikają one ze złożenia zapachu niektórych kościołów (zwłaszcza tych dwóch wspomnianych) i powtarzanej w nich bytności. Moim najukochańszym roślinnym zapachem są kwitnące lipy. Przywołuję masę dziecinnych wspomnień związanych z wakacjami w pewnej mazurskiej wsi, przez którą biegnie droga obsadzona starymi lipami. Niedaleko domu, w którym mieszkam stoi lipa - to zawsze jest moment powrotu do Arkadii :)

Może trwa tam zapach róż,

Może trwa tam zapach róż, które miały wypełnić grób świętej Dziewicy po Jej wzięciu do nieba? Jest taka etiopska antyfona: Bądź pozdrowiona, Panno Maryjo, Twój połóg pachnie jabłkiem. Ech, i tak nigdy nie powącham Ziemi Świętej... Moja znajoma z Cambridge, Anna Gannon, miała kiedyś taką prezentację na jakimś kongresie, o zapachach Ziemi Świętej, ale wg Bedy.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

zapach

Dla mnie zapach miejsca świętego, to zapach Groty, w której znajduje się grób Maryii, u stóp Góry Oliwnej. Zapach zapraszający do modlitwy. Podobnie (dla mnie) pachnie Grota Narodzenia w Betlejem, ale tam "przewalają się" takie tłumy, że nie sposób się modlić. No, zapewne jest na to jakiś sposób, ja nie znalazłem.

Jeśli chodzi o tych, którzy zabiegają o mądrość i wiedzę, to ponieważ nie mają one żadnego kresu - bo jakiż może być kres Mądrości Bożej? - zatem im głębiej ktoś postąpi, tym większe napotyka głębiny. Orygenes

Przypomniał mi się zapach

Przypomniał mi się zapach warszawskiego kościoła wizytek (kościół i klasztor właściwie nie uległy zniszczeniu w czasie Powstania). U jezuitów na Starym Mieście pachnie mało przyjemnie. U dominikanów na Starym Mieście pachnie duszno, na Służewie - jeszcze nie pachnie.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...

O autorze

Krucjata anty-omniańska

Tomasz Dekert

Mąż, ojciec dwóch córek i dwóch synów

Doktor religioznawstwa (UJ)

Wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie

Współpracownik Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego

Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne

Autor m.in. książki Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama, (WAM, Kraków 2007).  

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Nowa era czyli o periodyzacji i "teologicznym punkcie widzenia"

2012-01-23

Krótko po świętach wpadł mi w ręce aktualny wówczas numer "Tygodnika Powszechnego". A tam znalazłem kolejny tekst J. Majewskiego, który tak mi zapadł w umysł, że do tej pory boli mnie wątroba. Czego to te ludzie nie wymyślą... więcej »

Choinka czyli o godności

2012-01-02

Mam sąsiada. Człowiek to ubogi duchem i ciałem, w rzeczywistości na skraju (albo i za skrajem) nędzy. Kawaler, od czterdziestu lat alkoholik, niedawno wyszedł z więzienia, gdzie trafił za to, co (i jak) krzyczał po pijaku, itd., itd... Patrząc z zewnątrz - dno totalne.  więcej »

Oto człowiek - ofiara i Król

2011-12-24

Dopiero niedawno odkryłem starą już, bo z 1995 r., płytę Jacka Kaczmarskiego i Zbigniewa Łapińskiego (w śpiewie towarzyszyła im też Elżbieta Adamiak), pt. "Szukamy stajenki". Wstrzymywała mnie przed poznaniem jej generalna niechęć do funkcjonujących w naszej kulturze rozmaitych wariacji na temat Narodzenia Pańskiego. W tym do "tradycyjnych" (czyt. śpiewanych do womitu w polskich kościołach i przetwarzanych przez wszystkie możliwe odmiany popgwiazd) kolęd. więcej »

O muzyce w pewnej archidiecezji czyli kilka kwiatków

2011-12-17

Jakieś dwa tygodnie temu wchodząc do sklepu rzuciłem jak zawsze okiem na stojak z prasą stojący przy wejściu i z miejsca uderzył mnie tytuł na pierwszej stronie "Gazety Krakowskiej". Głosił: "Zły doradca kardynała". więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach