Wydawanie uczt

2010-08-27

Przygotowujemy wykwintniejsze jedzenie niż jadane na codzień. Gospodyni dekoruje stół. Wybiera najładniejszy obrus. I lepsza zastawa się pojawia: srebro, porcelana. Klimat odświętności.

 
Do tego zaś, który Go zaprosił, mówił także: „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych, niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych. (Łk 14.12 – 14)
 
Szczęście nie tylko trudne, ale niezrozumiałe. Ślepy nie dostrzeże dekoracji stołu, ubogi wykwitności posiłku. Kaleka zaś niechcący stłucze porcelanę. Im wszystkim wystarczyłaby troska na miarę ich życia: pożywny posiłek, ale nie uczta.
 
Grupa znakomitych muzyków gra dla niezbyt wyrobionej widowni i nie chałturzy, ale wykonuje utwór z największym posiadanym kunsztem, pietyzmem. Profesor wysila się konstruując nie dla ekspertów, ale niezbyt rozgarniętych studentów wykład o sprawach trudnych, ale doniosłych. Nauczyciel nie poddaje się znużeniu i lata wbija stadom urwiszy rudymenta wiedzy. Wydający uczty.
 
Zaś zaproszeni – ludzie, których „gospodarze uczt” usiłują wprowadzić w świat wyższych wartości, są tacy, że nie dziękują, bo nie wiedzą za co, są tacy, że nie chwytają subtelności myśli, wykwintności zaoferowanych im wartości, ulotnego piękna. Dlatego są przedstawieni jako ślepi, kalecy i ubodzy.
 
Jaki jest sens uczyć matematycznego nieuka dowodu twierdzenia Pitagorasa, śpiewać gregoriański chorał młodzieży wyrosłej na rokowej łupaninie, opowiadać o subtelnych kwestiach filozoficznych tym, których to w ogóle nie interesuje, bo zjawili się na uniwersytecie z powodu wysokiego bezrobocia i nieodpłatnych studiów. Ile próżnego wysiłku! A mimo tego, jesteśmy wezwani, by „uczty” wydawać.
 
Człowiek bowiem z jednej strony jest istotą ślepą na bogactwo świata wartości. Jest w tym świecie ekstremalnie ubogi i kaleki. Z drugiej strony ma dojrzeć do pełnego tu uczestnictwa na sobie właściwą miarę. Stąd potrzeba uczt, potrzeba takiego ich klimatu, by ślepy chociaż nie widzi dekoracji odczuł odświętność chwili, by kaleka zaczął uważać na porcelanę, bo szkoda by było, „żeby droga pani takie ładne sie pobiło”, by ubogiego dotknęło ulotne a poruszające uczucie bycia ogarniętym przez nieznane, niewyobrażalne dotąd bogactwo rzeczywistości. 

Komentarze

Nie komentuję,

bo umiałbym tylko przytaknąć

Szczęście trudne i niezrozumiałe,

a jednak Jezus daje obietnicę tego szczęścia jako motywację wydawania tych niełatwych uczt. Bardzo często uczy się nas, że za dobre uczynki czeka nas szczęście w niebie, i że to powinno nam starczyć za nagrodę i motywację. Tymczasem Jezus przecież nie obiecuje szczęścia dopiero po śmierci, ale już podczas uczty: zaproś, a będziesz szczęśliwy. Obiecuje szczęście dziwne, inne, pewnie trudne, jak Pan Profesor pisze, ale przecież realne, dające się odczuć. Może w takim szczęściu trzeba nam zasmakować jak w prawdziwej uczcie? Jeśli jest prawdą to, co pisze Olgierd, to szczęście takie polegałoby chyba na radości dzielenia się tym, co sami darmo otrzymaliśmy, a tym samym najgłębszego doświadczenia bogactwa własnego obdarowania. Tak jak Pan Profesor pisze - szczęście udziału w przepychu rzeczywistości, możliwe dzięki całkowitemu bezinteresownemu darowi z tego, co się posiada.

A dosłownie ?

Dzisiejszy fragment można też czytać w jego dosłowności. Pan Marcin cytuje Turnera, który twierdzi, że Jezus lubił przyjęcia. Tego nie wiemy, ale wiemy z ilości zaproszeń - u Łukasza naliczyłem trzy, czwarte u Jana, że zapraszać się dawał. Kiedy się posiedzi nad tymi opisami Łukaszowymi rozmyślając nad przebiegiem tych wydawanych uczt, to robi się nad wyraz ciekawie. Przykładowo opis dzisiejszy - Jezus wszedł na szabatowy posiłek do pewnie zacnego domu, On wędrowny nauczyciel i poucza gości, poucza gospodarza. Gdzie tu grzeczność, gdzie takt? Na miejscu egzegetów nie robiłbym z Pana Jezusa miłośnika biesiadowania, a raczej szukał odpowiedzi na takie pytania, jak to, które wyżej postawilem.

ostatnie miejsce

Może po prostu tak, że to nasze konkretne miejsce, które zajmujemy, notorycznie przeceniamy. Może też aby moderować ten spontaniczny w nas pęd (!) do poszukiwania znaczenia, do łączenia się z tymi, którzy są "rozdawcami " znaczenia.

A jak

rozumieć nakaz (a może radę?) zajęcia ostatniego miejsca? Nie takiego, jakie wynika z naszego miejsca w świecie wartości (wszak każdy jakieś ma, nie każdy i nie na każdej uczcie ostatnie), ale właśnie ostatniego? Bo rozumiem, że nie jest to taka gra dżentelmenów: siądę na końcu i poczekam, aż mnie przesadzą wyżej, na miejsce tego, co nie znał zasad dobrego wychowania i sam tam usiadł.

I żeby gospodarz dziękował Bogu za łaskę dostatku

zamiast sobie go zawłaszczać i siebie uważać za łaskawcę. Żeby w fałszywej litości nie skupiał się na ułomności i ubóstwie gościa, bo ten być może na swojej nędzy zbudował własną tożsamość i chlubę (A. de Saint-Exupery, początek "Twierdzy"). Tylko ucztowanie jest taką postawą gospodarza, która pozwoli gościowi zapomnieć o sobie. Robiąc ucztę na pół gwizdka, kalkulowaną, nie "będziesz szczęśliwy" i poniżysz zamiast podnieść gości.

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...

O autorze

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych.

Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu.

Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. 

Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Przypowieść o uczcie weselnej

2011-10-07

 Wielka opowieść o Bożej sprawiedliwości, sprawiedliwości tyle zadziwiającej, co ostatecznej. Tym, co osądza, jest tylko jedna jedyna sprawa! Stosunek człowieka do radości Ojca z czynu Syna. więcej »

Przypowieść o rolnikach zabójcach i pytanie Jezusa

2011-09-30

Trzecia z czterech przypowieści Jezusa o sprawiedliwości Boga i sprawiedliwości człowieka, które raportuje Mateusz. Jezus po opowiedzeniu jej pyta. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami? więcej »

Przekonanie o własnej sprawiedliwości

2011-09-23

 Mateusz jako jedyny opowiada dalszy ciąg „pojedynku na pytania” – Mt 21.23 – 27. Jezus poucza rozmówców – arcykapłanów i starszych ludu – na temat ich zachowania wobec Jana Chrzciciela. więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach