Oczekiwania

2010-09-07

W rozmowie z pewnym księdzem zauważyłem, że nie lubię „dodatków własnych” kapłana na początku i końcu mszy: powitania, gadatliwego wprowadzenia, pożegnania, z życzeniami na niedzielę czy cały tydzień; czasami jeszcze jakiś dowcip się pojawi...

Zdziwiłem się, kiedy ów ksiądz mi odpowiedział: Ja czasami coś dodaję na koniec mszy, bo nieraz widać, że ludzie tego oczekują.

Może i tak, w końcu moje odczucia nie są miarą dla całej ludzkości, czy nawet dla jednej parafii. Ciekawym zatem, czy takie oczekiwania zdarzają się wśród moich czytelników? A jeśli tak, to jakie? Co ksiądz powinien powiedzieć na zakończenie mszy? Podsumować liturgię słowa? Życzyć dobrego dnia (lub wieczoru, zależnie od pory)? Przed czy po błogosławieństwie?
 

Komentarze

W mszale, przygotowanym na

W mszale, przygotowanym na papieską pielgrzymkę do Anglii i Szkocji, można zobaczyć, że powitania w czasie mszy są wprawdzie po procesji na wejście i okadzeniu ołtarza, ale przed W imię Ojca. Czyli wyraźne oddzielenie od liturgii.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

No tak... i co ja mam

No tak... i co ja mam powiedzieć... 1. Jarek: nie musi być po łacinie, wolę po grecku ;-P 2. Panie Robercie: wątpię, czy znajdą się jeszcze jacyś lekarze czy adwokaci, na tyle znający łacinę, aby rozumieć ze słuchu :-| 3.miwsio: komentarze to zasługa czytelników ;-)

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Widzę wyraźną potrzebę

Widzę wyraźną potrzebę dodania przycisku "Lubię to" nie tylko pod tekstami, ale pod każdym komentarzem z osobna ;-)

Po łacinie...

...wyłącznie na mszę dla medyków i adwokatów ;-)

Śpiewajcie chorał!

zadanie domowe

Haha :) I pewnie po łacinie? :P

 

 "Bo niebo trzeba podnieść już dziś..."

Nie, nie, nie o to mi chodzi:

Nie, nie, nie o to mi chodzi: msza jest w kościele, przy ołtarzu, jak Bóg przykazał, natomiast po mszy ksiądz idzie nie do zakrystii, tylko do kruchty, i tam może sobie porozmawiać z wychodzącymi z kościoła... Pan Gniadek dla szkoły się bardzo zasłużył, niestety, chyba rok temu w niezbyt przyjemnych okolicznościach mu podziękowano za pracę :-( Zresztą, nie tylko jemu. Taka nowa dyrekcja...

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Królewska :-)

Matura 1984. Wychowawca - Jerzy Gniadek. Rzeczywiście, na "zgniłem zachodzie" uczestniczyłem kiedyś w czemś takiem: nazywało się Fete d'acqueil i polegało na tym, że księża odprawiali mszę św. pośród wielokolorowego ludu okolicznych dzielnic, ołtarz stał niemal w kruchcie, a ja sam nie mogłem wyłowić słów kanonicznych pośród licznych zapewnień koncelebransów o miłości bliźniego. Ale dokładnie nie o to chodzi. Chodzi o to, by celebracja miała dramaturgię, która od źródeł (czyli pozdrowienia, Confiteor, Gloria) wspinała się zgodnie z wieki temu sporządzonym kanonem (nie mam tu na myśli Kanonu Rzymskiego) do szczytu, którym jest Eucharystia. Ten proces jest możliwy, pod warunkiem jednak, że nikt go nie przerywa czczym gadaniem. Na zakończenie mszy przepisano Kolektę i Benedykcję, potem celebrans może spokojnie wyjść z roli (i z ornatu :-) i do woli konwersować z ludem. Liturgia to theatrum divinum ze ściśle ustalonym librettem, które weryfikowano przez tysiąclecia. Proszę zauważyć, że mimo różnic w szczegółach, np. Liturgia Jana Złotoustego formalnie nie różni się od rzymskiej.

Śpiewajcie chorał!

Rejackie = Królewska? Po

Rejackie = Królewska? Po celebracji - to jednak zupełnie coś innego. Wygląda na to, że jednak ludziom rzeczywiście potrzeba takiego "ludzkiego" (humanitas...) oblicza kapłana. Może przecież ksiądz, jak to bywa na zgniłem Zachodzie, po mszy w drzwiach kościoła witać/żegnać się z wiernymi, rozmawiać swobodnie... Ale też czymś innym jest przypomnienie jakiejś myśli z liturgii słowa, a czym innym życzenie udanego tygodnia - wtedy się wchodzi w coś takiego, jak serdeczne witanie wszystkich po kolei. Swoją drogą, nigdy nie pomyślałem, że Pan z wami już zawiera w sobie wszystkie powitania - dzięki! To teraz zadanie dla Jarka: obmyślić na niedzielę takie krótkie podsumowanie na koniec mszy.

Dryhtnes are gebide, Metudes miltse...

Jakże piorunujące wrażenie...

...zrobił na mnie przed laty Abp. Jeremiasz z Wrocławia, gdy po zakończonej Liturgii wyszedł z prezbiterium i wygłosił krótkie słowo do zgromadzonych. Ale to było już po zakończeniu celebracji. Z rejackim pozdrowieniem!

Śpiewajcie chorał!

Hmm

Wydaje mi się Marcinie, że nie ma w tym nic złego, że na koniec Mszy, po modlitwie po komunii, przed błogosławieństwem, jakieś słowo, z którym powinienem pozostać, może myśl z kazania czy mocne zdanie z ewangelii, jak najbardziej tak. Nieco odmienne oczekiwania mam na początku - powitanie na początku mija się z celem, skoro sama liturgia mówi już o tym w słowach: Pan z wami. I z duchem twoim. W tych słowach (czy podobnych dopuszczonych przez Mszał) zawiera sie znacznie więcej niż owe powitanie, które wówczas staje się nadużyciem, zdublowaniem itd. Chociaż można na początku zasygnalizować na czym się skupić w Liturgii Słowa, czy też podkreślić jakąs myśl, która będzie prowadziła nas przez całą liturgię, ale niech to będzie krótkie zdanie, może 2-3 a nie pierwsza część kazania, albo (jak to często bywa) wymienianie po kolei wszystkich obecnych przy każdym dodając: "bardzo serdecznie witam" :) Pozdrawiam serdecznie :)

 

 "Bo niebo trzeba podnieść już dziś..."

Ostatnio najpopularniejsze

Blog „Blog redakcyjny”
Czy II Sobór Watykański odpowiedzialny jest za śmierć kultury zachodniej? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie bez wahania udzielił ks. Jan Jenkins z Bractwa Piusa X w odczycie, który odbył się 10 stycznia w Instytucie Religioznawstwa UJ.
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Od dłuższego czasu (kilkadziesiąt lat) powszechną stała się w Polsce praktyka, iż kapłani uczestniczący w licznych nabożeństwach oraz w Eucharystii, którzy nie przewodniczą im ani (w przypadku Mszy) nie koncelebrują (a więc inaczej mówiąc, nie wykonują swojej funkcji kapłańskiej, a...
Blog „Katedra Liturgiki Praktycznej”
Uczestnicząc jakiś czas temu w pewnej Mszy zacząłem zastanawiać się nad takim oto problemem. Pamiętamy, że udzielanie Komunii Świętej pod dwiema postaciami może mieć miejsce przez jedną z 4 form: 1. Przez bezpośrednie picie Krwi Pańskiej z kielicha po przyjęciu Ciała Pańskiego 2. Przez spożycie...

O autorze

Tindómë ar undómë

Marcin Lómendil Morawski

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras.

Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać.

Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek Early English Text Society, International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.

M T W T F S S
 
 
1
 
2
 
3
 
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
 
 
 
 
Add to calendar

Najnowsze wpisy autora

Słowo

2010-11-17

Po namyśle i rozmowach z przyjaciółmi postanowiłem bardziej oddać się służbie Słowa i słowa (cf. Dz 6:4). więcej »

Dwa listy, jeden Jerzy i dwóch Marcinów

2010-11-12

Jakiś czas temu dostałem list od mojego nauczyciela, pana Jerzego Mańkowskiego, o którym już kilka razy wspominałem. Wczoraj z kolei napisał do mnie mój uczeń, Martinus, Germaniae apostolus. Ponieważ obaj są w jakiś szczególny sposób obecni w moim życiu, nazwijmy je filologicznym, chciałbym napisać i o panu Mańkowskim, i o Marcinie. więcej »

In confessione beati Martini (iii)

2010-11-10

Św. Marcina czci się tradycyjnie jako pierwszego świętego wyznawcę na Zachodzie – confessor Domini – czyli świętego, który osiągnął chwałę nieba, nie będąc męczennikiem. więcej »

In confessione beati Martini (ii)

2010-11-09

W swoim Żywocie świętego Marcina, Sulpicjusz Sewer przedstawia świętego jako męża Bożego, na wzór owych theioi andres z judaistycznych tekstów hellenistycznych i hagiografii wschodniej. Vir Deo plenus, tak określa Marcina Sulpicjusz. więcej »

Lubiane na Facebooku

Ostatnio na blogach