„A jednak masz mi coś zaśpiewać!”

W klasztorze tejże ksieni był też brat, łaską Bożą szczególnie naznaczony. Układał on pieśni, bardzo pomocne dla rozwijania pobożności. Czegokolwiek się nauczył z Pisma od tych, którzy mu je objaśniali, to w krótkim czasie przedstawiał w swoim języku ojczystym, poetyckimi słowami wyrażając. Były zaś to wiersze pełne słodyczy...

To fragment z IV księgi Historii kościelnej narodu angielskiego Bedy. Chodzi o klasztor w Whitby (Northumbria, północna Anglia), i o Hildę, która była w nim ksienią (zm. 680). Ów zaś brat nazywał się Cædmon (czyt. Kedmon), i właśnie dzisiaj obchodzono jego wspomnienie.

Początkowo był zwykłym pasterzem w opactwie. Beda opisuje, w jaki sposób otrzymał dar tworzenia poezji. Otóż Cædmon był wyjątkowo niemuzykalny; kiedy klasztorni robotnicy zbierali się wieczorem na uczcie – dziś pewnie nazwano by to imprezą, nie chodzi o wystawną ucztę, tylko spotkanie po pracy – zdarzało się, że zaczynali śpiewać przy wtórze harfy. Harfa wędrowała od jednego do drugiego, i każdy musiał jakiś kawałek, mniej lub bardziej poetycki, zaśpiewać. Przy jednej z takich okazji, Cædmon widząc, że harfa niebezpiecznie zbliża się do niego, opuścił towarzystwo i poszedł do stajni, w której pracował. Tam też zasnął. We śnie ujrzał jakiegoś człowieka, który mu powiedział: "Cædmonie, zaśpiewaj coś dla mnie!" Kiedy ten się wykręcał i tłumaczył, że przecież właśnie dlatego opuścił ucztę, bo nie umie śpiewać, usłyszał: "A jadnak masz coś dla mnie zaśpiewać!" Spytał więc: "O czym mam śpiewać?" – "Zaśpiewaj mi o początkach wszechrzeczy!" I Cædmon zaczął śpiewać. Kiedy się obudził, pamiętał wciąż ową poetycką pieśń, poszedł więc do swojego przełożonego – zarządcy, który wyznaczał mu prace – i opowiedział całe zdarzenie. Ten zaprowadził go do ksieni Hildy; mądra ta kobieta rozpoznała w pasterzu dar Boży. Zwołani przez nią kapłani potwierdzili, że wszystko w pieśni Cædmona jest zgodne z Pismem świętym. Odtąd Cædmon przychodził na "lekcje": kapłani opowiadali mu historie biblijne, a on je wyrażał poetycko w swoim ojczystym, czyli staroangielskim, języku. Beda podaje początek owej pierwszej, natchnionej we śnie, pieśni, w łacińskim przekładzie, dodając wielce słuszną uwagę, że nie da się poezji z jednego języka na drugi dosłownie przełożyć, zachowując przy tym cały jej urok i wzniosłe piękno. Na szczęście, w rękopisach Historii Bedy pojawiły się dopiski z owym hymnem w języku, w jakim został przez Cædmona stworzony.

Cædmon przyjął habit, i jako świecki brat żył w klasztorze, ujmując wszystkich swoją prostotą i pokorą. Przeczuł koniec swego życia; poprosił dzień wcześniej o pozwolenie na przejście do chaty, pełniącej rolę infirmerii. Tam poprosił o Eucharystię; przed jej przyjęciem prosił wszystkich o wybaczenie, jeśli mają cokolwiek przeciw niemu, i sam wszystkim wybaczył. Potem, trwając wraz z innymi na modlitwie, w nocy odszedł do Pana.

Tak wygląda hymn Cædmona w oryginalnej wersji, w dialekcie northumbryjskim:

Nu scylun hergan    hefaenricaes uard,
Metudæs maecti    end his modgidanc,
Uerc uuldurfadur    sue he uundra gihuaes,
Eci dryctin,    or astelidæ;
He aerist scop    aelda barnum
Heben til hrofe,    haleg scepen,
Tha middungeard    moncynnæs uard;
Eci dryctin    æfter tiadæ
Firum foldu,    frea allmectig.

Nie podejmę się tłumaczenia poetyckiego, chociażby z tego względu, że nie oddam typowej dla wczesnej poezji ludów germańskich aliteracji (czyli, w uproszczeniu, występowaniu w obu częściach wersu słów zaczynających się od tej samej spółgłoski, lub jakiejkolwiek samogłoski). Sens owych kilku wersetów jest taki:

Teraz powinniśmy chwalić Stróża niebieskiego królestwa, potęgę i zamysły Pana, dzieło Ojca chwały, jako że On, Pan wiekuisty, początek każdej cudownej rzeczy sprawił. Najpierw, dla synów ludzkich stworzył niebo jako dach, święty Stwórca. Później śródziemie, Opiekun rodzaju ludzkiego; Pan wiekuisty następnie stworzył ziemię dla ludzi, Władca wszechmogący.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.