Abecadło Adwentu: Drugie przyjście Chrystusa

„On przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił Twoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia. On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy”.

Prefacja adwentowa (śpiewana do 16 grudnia), podobnie jak ostatni tydzień roku liturgicznego, mówi o końcu czasów, Sądzie Ostatecznym i wypełnieniu ziemskich dziejów w osobie Chrystusa. O ile jednak zamknięcie okresu zwykłego upływa pod znakiem dramatycznych (i wielokroć groźnych) słów sekwencji Dies irae, pierwsza część Adwentu   rozszerza ten obraz spraw ostatecznych – przybliżając nam osobę Oblubieńca, Pana Domu, Lekarza, Sędziego i Syna Człowieczego. Rozpoznawanie Jego twarzy w wizerunkach liturgii i Pisma przygotowuje nas na Jego przyjście, budzi także pragnienie poznania Go, „ujrzenia takim, jakim jest”, które odkrywamy w naszej duszy i we wnętrzu Kościoła, Eucharystii. 

Echem tego pragnienia są nasze różne postaci naszego codziennego pytania o to, dlaczego „prawdziwe bycie jest nieobecne” (Levinas). Chcemy zakończonych sukcesem działań,  niezakłóconej satysfakcji, sprawiedliwych reguł – najbardziej zresztą dla samych siebie. Tymczasem całość naszego życia jest naznaczona raczej brakiem, niedopełnieniem niż doskonałością. Św. Augustyn wskazał na ten brak jako istotę zła, jednak pamiętać musimy, że sam Chrystus przyjął nasze ograniczenia stając się człowiekiem. Nie ma nic złego w tym, że potrzebujemy kogoś większego od nas, za to nie można zapominać o tym, że zło stanowi realną i dotkliwą przeszkodę, która nas od Niego oddziela. Przeszkodę, której sami nie możemy usunąć, o czym Adwent przypomina nam na każdym kroku.

Człowiek (i nie tylko on, gdyż, jak pisze św. Paweł, „całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” – Rz 8, 22) cierpi z powodu „niedopowiedzenia” świata. Jezus – „jeszcze” nie zakrólował, my – „ jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy” (1 J 2). W liturgii dziejów jesteśmy w momencie wołania „Ojcze nasz – przyjdź Królestwo Twoje”. Chrystus, przychodzący po raz drugi, nie będzie milczał – jak przedstawił Go Fiodor Dostojewski w Wielkim Inkwizytorze. Do Niego należy pierwsze i ostatnie Słowo, którego przyjście ogłosił i zapowiedział św. Jan na początku ewangelii. Pierwsze i ostatnie – zarówno w historii, jak i w każdym ziemskim ludzkim życiu, kończącym się śmiercią. Ks. Józef Tischner powiedział: „Na końcu naszego rozumienia świata, rozumienia dramatów ludzkich, a także własnego dramatu, patrzysz na samego siebie, widzisz, coś przeżył, coś przecierpiał, ile rzeczy przegrałeś, widzisz to wszystko, coś wygrał, i nagle – może pod koniec życia – oświeca cię ta świadomość, że »dobre było«. (…) Może właśnie o to naprawdę chodzi, może jesteśmy na tym świecie po to, żeby na końcu powtórzyć najpiękniejsze słowa, jakie Pan Bóg wypowiedział w dniu naszego stworzenia: »Dobre było«”. Powtórzyć wobec prawdy Słowa, którą przynosi sąd ostateczny. Zbawienie lub potępienie – to odpowiedź Boga, która dopełnia Adwent ludzkiego życia.

Jak oczekiwać na drugie przyjście Chrystusa? Na pewno odsuwając niepotrzebny strach – „gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28). Najlepiej często powtarzać „Dobre było!”, zauważać obecność Boga w najmniejszych znakach (by nie przeoczyć go w Nowonarodzonym), „błogosławić, a nie złorzeczyć”. Wszelkie obawy przed potępieniem, również potrzebne, jeśli wypływają z miłości, powinny być w nas podporządkowane pragnieniu zbawienia – inspirującemu i otwierającemu. Liturgiczny czas oczekiwania to okres, w którym nasze pragnienia mogą przemówić szczególnie głośno. Marana tha! – dzięki Adwentowi to wołanie staje się w nas głosem całego Kościoła.

Michał Koza

 

Zobacz także