Aborcja terapeutyczna

z dzisiejszego onetu:

Szpital w Brukseli ma zapłacić 430 tys. euro odszkodowania dla małej Rukiye, która sześć miesięcy po badaniu prenatalnym urodziła się 14 września 1999 roku z nieuleczalną chorobą dziedziczną (Sanfilippo B), która objawia się szybką i ciężką regresją rozwoju psychoruchowego dziecka.

z dzisiejszego onetu:

Szpital w Brukseli ma zapłacić 430 tys. euro odszkodowania dla małej Rukiye, która sześć miesięcy po badaniu prenatalnym urodziła się 14 września 1999 roku z nieuleczalną chorobą dziedziczną (Sanfilippo B), która objawia się szybką i ciężką regresją rozwoju psychoruchowego dziecka.

Jej starsza siostra Filiz, urodzona sześć lat wcześniej, cierpi na tę samą chorobę. Właśnie dlatego rodzice poprosili w marcu 1999 roku o badanie prenatalne. Wynik był negatywny: Rukiye miała nie cierpieć na zespół Sanfilippo B. Kiedy Rukiye miała dwa lata, okazało się jednak, że jest chora.

Sąd uznał, że "w bezsprzecznym i uprawnionym interesie dziecka, które miało się urodzić, było poddanie go aborcji terapeutycznej"

 

Niegdyś przyszedł Pan i uczył nas, że człowiek jest ważny. Miarą tej wagi była Jego krew, jaką człowieka odkupił.

Długo człowiekowi zajęło zrozumienie tych słów, aż w końcu, z oporami, zaczął dostrzegać człowieka w innych ludziach i dawać im (choć nadal nie wszystkim i nie zawsze) prawa podobne, jakie dawał sobie. Nazwał to humanizmem.

Niestety, uczeń poczuł się mądrzejrzy od swego Mistrza. Co więcej, stwierdził, że Mistrz nie jest mu już potrzebny. Nie pojął, że wartość człowieka nie leży w nim samym, ale w Krwi Pana za niego przelanej. I bez tej Krwi człowiek znów staje się niczym.

I tak ledwo narodzone "prawa człowieka" zmutowały się. To co miało człowieka chronić obróciło sie przeciwko niemu. Albowiem bez Krwi Pana – gwaranta wartości życia każdego człowieka, miarą wartości osób stały się słowa silnych przeciw słabym, głośnych przeciw cichym tych, którzy mają głos przeciw tym, co głosu nie mają – wypowiedziane "w imię dobra".

Kiedy odrzucicie Pana "jak Bóg będziecie znali dobro i zło" – szeptał wąż. Nie powiedział kiedy będziemy je znali. Od początku był przecież kłamcą, umiejętnie używającym prawdy po to, by tkać z niej sidła. Teraz więc znamy dobro naszych czynów i szczycimy się nim, ale zło tych samych czynów ujrzymy przy Sądzie Ostatecznym.

Czy wówczas unikniemy gniewu Pańskiego?

A jednak… Przyjdź, Panie Jezu! Bez Ciebie zupełnie sobie nie radzimy. Bez Ciebie nie rozumiemy nic, choć wydaje nam się, że posiedliśmy wszystką mądrość świata.

Tak. Właśnie mądrość świata posiedliśmy. I jego głupotę także. Ale madrość Wysokości nadal jest dla nas niedostępna…

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).