Adoracja Krzyża

Założycielka pierwszego hospicjum w Londynie Cicely Sauners tak pisała o swoim doświadczeniu pracy z umierającymi: „Pamiętam rozmowę z pielęgniarką, która zaczęła pracować w Hospicjum św. Krzysztofa w 2-3 lata po jego otwarciu. Po kilku miesiącach powiedziała: „Wie Pani, na początku, kiedy ktoś umarł, myślałam, że to jego koniec. Teraz zmieniłam zdanie. Nie dlatego, że ktoś mi coś wytłumaczył, ale po prostu pod wpływem tego, co zobaczyłam”. W hospicjum nigdy nie werbalizowaliśmy tego doświadczenia. Myślę, że hospicjum to w dużej mierze miejsce Zmartwychwstania, a nie wyłącznie Kalwaria. Na ogół jednak o tym nie mówimy”.

Nie potrafimy rozmawiać o doświadczeniu cierpienia, a jeżeli nam się udaje, to świadczy to o tym, że cierpienie nie jest jeszcze tak wielkie. Ogromne cierpienie odbiera nam mowę. Jest to doświadczenie, które towarzyszy człowiekowi od zawsze. Przypomnijmy sobie przyjaciół Hioba, którzy zobaczywszy go siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu (Job 2, 12-13). Podobnie patrząc na Cierpiącego Sługę Jahwe: mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego (Iz 52, 14). Cierpienie zamyka nam usta. Może ono być dla nas szansą wejścia w adorację, która jest milczącym trwaniem wobec Boga. Zarówno w adoracji jak i w cierpieniu wszelkie słowa tracą swoje znaczenie. Jest w tym pewne podobieństwo, ale i ogromna różnica, ponieważ nie adorujemy samego cierpienia.

W liturgii Wielkiego Piątku adoracja krzyża zajmuje szczególne miejsce. Historycznie zawdzięczamy ten obrzęd liturgii jerozolimskiej, która cechowała się największą obrazowością spośród wszystkich liturgii Wschodu (L. Bouyer). Do Rzymu obrzęd adoracji krzyża przyszedł wraz z relikwiami ofiarowanymi przez św. Helenę i stopniowo rozprzestrzenił się na inne kościoły, które otrzymały cząstki drogocennych relikwii. Znany historyk i teolog francuski pisze, że początkowo obrzęd ten sprawowano w Bazylice Świętego Krzyża Jerozolimskiego. Papież podąża tam z Lateranu boso, kołysząc osobiście kadzielnicę przed relikwiarzem prawdziwego krzyża niesionego w procesji (L. Bouyer). W Rzymie też ustalił się przebieg liturgii Wielkiego Piątku i adoracja krzyża została umieszczona w szczytowym momencie liturgii tego dnia, bezpośrednio przed komunią.

Sam obrzęd adoracji krzyża wygląda bardzo prosto. Celebrans bierze krzyż z rąk diakona, który go przyniósł między zapalonymi świecami. Krzyż zakryty jest fioletową zasłoną. Stojąc przed ołtarzem i trzymając krzyż zwrócony ku ludowi, kapłan odsłania jego część górną i ukazuje wiernym, śpiewając: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienia świata.” Wszyscy odpowiadają: „ Pójdźmy z pokłonem.” Następnie kapłan odsłania prawą rękę, a potem całość postaci Ukrzyżowanego, powtarzając te same słowa wezwania do wiernych. Następnie celebrans schodzi na środek prezbiterium i składa krzyż na ziemi, potem przyklęka i całuje go, a za nim wszyscy wierni.

Mogłoby się wydawać, że obrzęd ten jest adorowaniem cierpienia. Choć w milczeniu pochylamy się nad ciałem Ukrzyżowanego, to tak naprawdę już poprzez to wyznajemy wiarę w Jego zmartwychwstanie.

Warto sięgnąć do dwóch obrazów biblijnych, które przybliżą nam tę tajemnicę. Po pierwsze musimy skierować spojrzenie na drzewo rajskie, to, które stało się początkiem upadku człowieka. Drzewo rajskie, które stało się początkiem śmierci, znajduje swoje wypełnienie w nowym drzewie, tym, na którym zawisł Jezus. Tym samym drzewo śmierci staje się drzewem życia. W ikonografii, szczególnie średniowiecznej, możemy spotkać wiele obrazów Krzyża jako Drzewa Życia. Z belek wyrastają młode, zielone pędy pokryte liśćmi, zwiastujące nadejście nowego życia wraz z wiosną. Przedłużeniem takiego spojrzenia na Krzyż w tradycji liturgicznej są palmy wielkanocne, z którymi przychodzimy do kościoła w Niedzielę Męki Pańskiej (popularnie zwanej Niedzielą Palmową). Młode pędy drzew, które już posiadają pierwsze znamiona budzącego się życia, są symbolem zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Drzewo Krzyża jest Drzewem Życia.

Po drugie, warto sięgnąć do opisu jednej z pierwszych adoracji Boga, jaką możemy znaleźć na kartach Biblii. Jest nią spotkanie Mojżesza z Jahwe na górze Horeb. Jahwe objawia się Mojżeszowi z wnętrza płonącego krzewu. Słyszy on płynący z krzewu głos: Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą (Wj 3, 5). Mojżesz posłuchał tego głosu, zasłonił twarz i skłonił się przed boskim majestatem. Płonący krzew jest zapowiedzią Krzyża jako Drzewa Chwały, któremu oddajemy cześć. Jest miejscem szczególnej obecności Boga. W rzymskiej liturgii papież idący boso przed relikwiarzem Drzewa Krzyża powtarzał gest Mojżesza, który zdjął sandały, aby wejść na ziemię świętą. W liturgii Wielkiego Piątku adorujemy Krzyż – Krzew Chwały, który płonie i nie może się spalić.

Poprzez cierpienie Jezusa Ukrzyżowanego możemy dostrzec chwałę samego Boga. Nasza adoracja jest stanięciem w milczeniu nie przed cierpieniem, ale przed rozdartą zasłoną Przybytku, spoza której ukazuje się miejsce Święte Świętych – Chwała naszego Boga. Autor Listu do Hebrajczyków pisze: „On nam zapoczątkował drogę nową i żywą przez zasłonę, to jest przez swoje ciało.” (Hbr 10,19) Ta zasłona w czasie Wielkiego Piątku została rozerwana, o czym wspomina Ewangelista Marek: „A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół” (Mk 15, 38). Poza tę zasłonę sięga właśnie nasze spojrzenie podczas adoracji Krzyża. Spoglądamy poza zasłonę umęczonego ciała Jezusa, aby dostrzec Krzyż jako Drzewo Życia i Chwały. Dokonuje się to nie poprzez słowa, ale poprzez to, na co patrzymy. Zupełnie jak w Hospicjum św. Krzysztofa, dostrzegamy blask Zmartwychwstania nie poprzez tłumaczenie cierpienia, ale poprzez to, co zobaczyliśmy.

 

Zobacz także

Wojciech Surówka OP

Wojciech Surówka OP na Liturgia.pl

Ur. 1975, dominikanin, duszpasterz, dyrektor Instytutu Nauk Religijnych św. Tomasza z Akwinu w Kijowie.