Ale miałem szczęście!

Wprawdzie moje życie nie ułożyło się tak, jak sobie to wyobrażałem, wiele rzeczy się nie udało, wielu rzeczy już nie zrobię, nie osiągnąłem sukcesów, nie spełniłem wielu nadziei, pokładanych we mnie, dałem się pokonać chorobie, pobłądziłem w wielu sytuacjach... Ale przynajmniej liturgicznie jestem szczęściarzem.

Z pewnym zdumieniem, rozbawieniem i zgorszeniem zarazem słucham narzekań na liturgię posoborową, przekleństw na nią rzucanych, patrzę na rozdzieranie szat i wołanie o pomstę do nieba… Biedni ludzie, musieliście mieć naprawdę złe doświadczenia z liturgią w swoich parafiach i kościołach! Ja tak nie miałem.

W mojej rodzimej parafii liturgię sprawowano na ogół godnie i pięknie. Wielka to zasługa proboszcza, śp. o. Czesława Drzyzgiewicza OFM. Zawsze starałem się chodzić na msze odprawiane przez niego. Dbał on o szaty liturgiczne (chociaż, z perspektywy czasu, muszę przyznać, że miał upodobanie w nadmiarze ozdób i w zbyt jaskrawych kolorach ornatów). Do kielicha zawsze używał welonu, kielich zresztą był piękny, rzeźbiony w kwiaty i liście. Skłaniał odpowiednio głowę, wymawiając imiona Jezusa, Maryi, świętego, ku czci którego była sprawowana msza, i papieża. Nie śpieszył się nigdy w czasie liturgii, na co czasami narzekali ministranci. Już w zakrystii, przygotowywał się i ubierał do mszy bez pośpiechu. Święcenia przyjął w czasie wojny, w 1942 roku, jeśli dobrze pamiętam, więc zaczynał swoją posługę w liturgii przedsoborowej, ale nigdy nie narzekał na to, co stało się po Soborze. Wiedział, że liturgia jest święta, i jako taką ją zawsze sprawował. (No, czasami zdarzało mu się użyć w czasie liturgii słów, powiedzmy, niezbyt do niej odpowiednich – był typowym cholerykiem –  kiedy np. grzmiał na ministranta: Zabierz to z ołtarza, fujaro!) Myślę, że dzięki niemu Bóg dał mi łaskę kochania, przeżywania i rozumienia liturgii. Wiele zawdzięczam jego mądrości i ojcowskiej wręcz trosce.

Inni księża na ogół też sprawowali liturgię godnie: o. Tymoteusz, o. Walenty… Owszem, byli też i tacy, którzy tylko odbębniali mszę czy nabożeństwo, był nawet jeden, który mieszał modlitwy eucharystyczne, inny nieraz woniał wódką (ileż to było w zakrystii tłumaczenia biednej kobiecie, która skarżyła się, że o. S. Przy Komunii śmierdział alkoholem!), ale jakoś mnie to nie złamało, nie zniechęciło. Starałem się, na ile można, unikać mszy przez nich odprawianych. To prawda, cierpiałem straszliwie na mszach sprawowanych byle jak, czy to w parafii, czy w innym kościele, każde uchybienie przepisom czy jakakolwiek niedbałość były dla mnie jak ukłucie szpilką, ale w żaden sposób nie doprowadziło mnie to do przekonania, że liturgia posoborowa jest, jak to właśnie ktoś rozkosznie ujął w komentarzu pod jednym z moich tekstów, dziadostwem. Zbyt często uczestniczyłem w liturgii godnie i pięknie odprawianej, abym miał stracić wiarę i dostrzegać w reformach tylko zło.

I właściwie tak zostało. Mój obecny kościół też odznacza się pięknie i godnie sprawowaną liturgią. Zadbane wnętrze, pięknie ułożone kwiaty, prawdziwe świece, proste, acz piękne ornaty, księża dbający o sprawowanie świętych tajemnic ze czcią i pobożnością… Liturgia naprawdę Boska, jak ją określają chrześcijanie Wschodu, objawiająca Boga i ku Niemu prowadząca.

Boże mój, z Twojego miłosierdzia chociaż w tym jednym jestem szczęściarzem…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.