Anioł nad Egiptem

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko,
a noc w swoim biegu dosięgała połowy,
wszechmocne Twe słowo z nieba,
z królewskiej stolicy,
niosąc Twój nieodwołalny rozkaz
jak miecz ostry,
jak srogi wojownik,
runęło pośrodku zatraconej ziemi.
I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią:
nieba sięgało
i rozchodziło się po ziemi.

Mdr 18,14-16

Podążał, nie idąc, do Dolnego i Górnego Królestwa, do kraju króla, który nie uznał Elohim, Pana nad niebem i ziemią. Anioł Niszczyciel, ogień i grad, mgła i śnieg, gwałtowny huragan pełniący rozkazy Eliona. Elohim, niech Imię Jego będzie błogosławione, wysłał go do ziemi Micraim, kraju ucisku, kraju Rahaba, aby odebrał mu jego pierworodnych, za to, że trzymał w niewoli Jego pierworodnego; aby odbył sąd nad bogami Egiptu i ukazał ich bezsilność wobec woli potężniejszej i starszej.

Noc w swoim biegu dosięgła połowy i gęsty mrok spowił ziemię. Zaległa głęboka cisza, bo oto miało się stać słowo Pana.
Niszczyciel szedł od domu do domu, i nie było mocy w Egipcie, która mogłaby go powstrzymać.

W pałacu królewskim czuwały straże. Pierworodnego faraona otoczono czujną opieką. Czy można jednak powstrzymać to, co ze swej natury powstrzymane być nie może? Niszczyciel zatrzymał się pomiędzy chwilą a chwilą, i spoglądał na chłopca w milczeniu. Spał on spokojnie nieświadomy roli, jaka została mu nadana. Nie uczynił nic, by ją otrzymać. To jego urodzenie, które miało przynieść mu wyniesienie, przyniosło mu dzisiaj śmierć. Był synem władcy tego kraju, następcą jego tronu, a więc był także Egiptem, kwintesencją jego pierworodnych, synem Rachaba, anielskiego księcia Egiptu i opiekuna jego ludu.
Rahab powstał ze swego tronu, osadzonego w głębinach wód, aby bronić syna faraona. A wody morza wzburzyły się i fale ich się podniosły, kiedy stawał naprzeciw Posłanego. Choć potężny pośród Synów Wysokości, nie miał jednak władzy nad tym, który był Śmiercią.
Runął w otchłań.

Niszczyciel delikatnie, jakby nie chcąc spłoszyć lekkiego snu chłopca, dotknął go. Mały syn faraona odetchnął głęboko w ciszy i mroku zatrzymanego czasu. Na zewnątrz nic się nie zmieniło – straż jeszcze niczego nie dostrzegła, a mały faraon podążał już do miejsca, które jest poza wszelkim miejscem, miejsca wyrzuconego poza okrąg życia. Nazwano je Krainą Śmierci, choć przecież była w nim zamknięta nigdy nieginąca nieśmiertelność człowieczej istoty. Niszczyciel spoglądał za nim wspominając Abrahama, Izaaka i Jakuba, mężów, którzy rozmawiali z Bogiem i przebywali w obecności Żyjącego, a którzy także trafili za jego sprawą do tej samej krainy, co mały syn faraona. Śmierć nie czyniła różnic między synami Adama. Albowiem, gdy upadł on, upadli z nim wszyscy jego potomkowie.

Niszczyciel odwrócił się i cicho opuścił pałac.
Szedł zamyślony między jednym życiem a drugim, między jednym a drugim oddechem, aż dotarł do ziemi Goszen.

W domach potomków Izraela paliły się światła, rzucając jasne i ruchome smugi przez zasłonę z trzcin. W ich wnętrzach rozbrzmiewały głosy dzieci. Niszczyciel słysząc je, drgnął. W jego płomienno – wichrzej postaci widać było wahanie. Śmierć nie czyniła różnic między synami Adama.

Aż do teraz.

Tej nocy, Bóg powołał do siebie wszelkie pierwociny z ziemi Egipskiej – wszak Jego szczególną własnością od początku świata są pierworodni – wezwał ich, o oni odpowiedzieli: „Jesteśmy…”.
Wszelkie – oprócz nich.
Albowiem tej nocy zabroniono mu do nich dostępu.
− Idź do Egiptu i dotknij wszystko, co pierworodne – rzekł mu Pan. – Oszczędzisz jednak dzieci Izraela.
− Władco Światów, – odpowiedział zdumiony – czy istnieje cokolwiek, co może powstrzymać nadchodzącą śmierć? Uczyniłeś mnie Niszczycielem. Dlaczego teraz każesz mi działać wbrew mojej naturze?
Odrzekł wtedy Pan:
− Nie podniesie sługa ręki na syna swego Pana. Czy nie powiedziałem: „Synem moim pierworodnym jest Izrael?”
− W jaki jednak sposób niewolnik, – ośmielił się zauważyć – ten sługa Odstępcy, którego nadto nie stać nawet na cenę wykupu, może stać się Twoim synem?
Synom Wysokości trudno było bowiem pojąć upodobanie Pana dla tej zbuntowanej istoty.
− Jeśli niewolnika nie stać na cenę wykupu, – odpowiedział Pan – czy jego władca nie może wnieść jej za niego? A jeśli król chce uczynić niewolnika synem – któż mu tego zabroni?
A choć w głosie Pana pobrzmiewało ostrzeżenie, ponownie Go zapytał:
− Władco Światów, przecież i pozostałych stworzyły Twoje dłonie. Oto też wszyscy oni upadli. Dlaczego jednym okazujesz miłosierdzie, a odmawiasz je drugim?
− Miłosierdzie moje nad wszystkimi i nad całym moim stworzeniem – odrzekł Pan. – Mój pierworodny objawi je światu.
− Panie, jak ten, kto siebie nie może wybawić, może wybawić innych a nadto i świat cały?
Ale Pan nie dał mu już odpowiedzi.
Wówczas widząc, że Pan milczy, skłonił się przed Nim i odszedł, aby wypełnić Jego wolę. Był posłuszny.

A teraz stał pośrodku ziemi Goszen i wahał się, albowiem musiał być posłuszny również swojej naturze, którą uczyniła ta sama wola, jaka dała mu polecenie. Był śmiercią, był ostrzem sprawiedliwości, która jednako traktuje ubogiego jak i bogacza, która nie ma względu na osoby.

Czym różnią się dzieci Izraela od dzieci Egiptu? Łączy ich jeden upadek i to samo wygnanie. Łączy ich w końcu ta sama śmierć. A oto nagle Niepojęty wyszedł naprzeciw Izraelowi i oddzielił go. Zawołał go imieniem i przywrócił mu imię! Co więcej, darował mu swoje Imię i podniósł do godności pierworodnego. Niszczyciel usiłował przeniknąć myśl Eliona, próbując pojąć to, co dla niego było niepojęte: krzak gorejący Imieniem i pierworództwo Izraela, które dzieci Izraela miało ochronić przed jego wzrokiem. A jednak nawet to dziwne synostwo nie chroniło ich przed nim. Choć wybrani, byli ciągle synami buntu i dziećmi upadku. Nadal miał do nich dostęp.

Próg domu, ta niewidzialna granica między zewnętrzem a środkiem, między chaosem a kosmosem, nie był wstanie go powstrzymać. Przynależał do obu tych światów.
Elohim wydał mu rozkaz. Ale Elohim wiedział, że nie może sprzeciwić się swojej naturze, gdyż ten sprzeciw byłby nieposłuszeństwem wobec woli Elohim, która uczyniła go tym, czym był. Tylko ludziom dano moc kształtowania swego losu, kiedy zaś któryś z Synów Wysokości sprzeciwiał się swojej naturze stawał się Odstępcą na zawsze.

Wyciągnął ramię ku trzcinowej zasłonie, ku głosom dzieci.
Wtedy ją dostrzegł.
Krew na progu.

Broniła mu przejścia. On, który przechodził między oddechami i między jednym czasem a drugim, nie mógł przekroczyć zwykłego progu uczynionego z materii, nieistniejącej z punktu widzenia mieszkańca wieczności. Ale ta nieistniejąca materia jaśniała w ciemnościach, bardziej rzeczywista niż on sam; oślepiała jego wzrok i pozbawiała go siły.
Moc chroniąca przed śmiercią musiałaby być potężniejsza niż sama śmierć. A Niszczyciel znał tylko jedną, która mogła go powstrzymać.
Elohim troszczył się o spełnienie swego słowa.
Podobnie jak troszczył się o życie człowieka.

Dla Synów Wysokości człowiek był istotą trudną do zrozumienia. Stworzono go bowiem jednocześnie w dwóch światach; był zarówno mieszkańcem ziemi jak i nieba. Łączył te dwie rzeczywistości w sobie samym tak ściśle, że oderwanie jednej z nich było dla niego śmiertelne. A mimo to, gdy człowiek upadł i wypchnął ów drugi świat poza granice życia, przywołując w jego miejsce lęk, cierpienie i śmierć, żył nadal. Życiem połowicznym i okaleczonym, ale życiem rzeczywistym. A kiedy w końcu i jego ciało umarło, duch trwał nadal w cienistej Dolinie Lamentu, nie mogąc ani żyć, ani umrzeć do końca. Tak człowiek, od dnia upadku, ani w swoim życiu nie mógł osiągnąć pełni, ani w śmierci znaleźć ukojenia. Przekroczywszy, z własnej woli granicę, nie mógł już cofnąć tego, co uczynił, ani odzyskać tego, czego zrzekł się dobrowolnie. Odstępstwu oddaje się życie. Stąd ceną za nie jest śmierć. Bowiem odstępstwo od Pana, który jest Życiem, to wybór nie-życia. Dlatego też konsekwencją upadku człowieka była utrata przezeń nieśmiertelności. Cena ta musiała zostać zapłacona, aby świat, który opiera się tak na miłosierdziu jak i na sprawiedliwości, nie uległ unicestwieniu. Dlatego właśnie on, Niszczyciel, został ustanowiony stróżem sprawiedliwości. A także stróżem miłosierdzia. Śmierć bowiem kończy też możliwość odstępstwa.
Był więc i karą i nadzieją.
To dlatego jego, Niszczyciela, pożerający miecz, zawsze skierowany w stronę nadchodzących, postawiono na straży drogi do Drzewa Życia. Od tego dnia żaden człowiek nie zbliżył się nawet do niego. Żaden też z tych, do których on się zbliżył, nie pozostał przy życiu.
Nic, prócz Pana, nie jest potężniejsze od śmierci.

Niszczyciel wpatrywał się w broniącą mu przejścia, jaśniejącą krew i próbował pojąć jej związek z Wszechmocnym.
Była to krew jagnięca, ale Niszczyciel wiedział, że jej zwierzęcość jest pozorna. Krew bowiem, niezależnie od istoty w jakiej płynęła, należała do życia. Była życiem. Dlatego tak wielką zbrodnią, w obliczu Pana, było przelanie krwi. I dlatego, od początku świata, żądał Pan krwi zwierząt jako ofiary dla siebie za życie ludzi. Niszczyciel długo nie mógł zrozumieć upodobania Pana do tych ofiar, aż odkrył, że stoi za tym zamysł, który prowadzi wszystko do Krwi nad krwią, do Ofiary ofiar, która wszystką przelaną krew i wszystkie złożone ofiary scali i zamknie w sobie. Jaka to miałaby być krew i jaka ofiara nie wiedział, ale teraz, kiedy patrzył na jaśniejącą mocą Eliona krew zabitego jagnięcia, wyrywającą z jego władzy synów Izraela, przeczuwał, że będzie i ziemska i niebieska, podobna do owej pierwszej krwi jaka płynęła w ciele Adama, zanim upadł. Pan bowiem postanowił aby podobne świadczyło o podobnym lub zapowiadało je.

W tej właśnie chwili, Niszczyciel, ujrzał w pełni zamysł Pana. Zamarł pełen grozy.
Adam był pierworodnym ziemi. Pan powołał tej nocy pierworodne Egiptu. Pan nazwał Izraela swoim pierworodnym. Pan nakazał ojcu Izraela, Abrahamowi, złożyć na górze Moria swego pierworodnego i jedynego syna. Pan rzekł, że pierworodny odkupi świat. A zatem to pierworodny będzie Ofiarą ofiar.
A pośród wszystkich pierworodnych świata był tylko jeden posiadający moc większą od śmierci. To ten, którego krew była pierworodna wobec wszelkiej krwi, a życie pierwsze wobec wszelkiego życia i wcześniejsze niż śmierć.
Jego Pierworodny.
Ten, przez którego powstały niebo i ziemia i wszelkie zastępy stworzeń. On – Słowo Eliona.
To Jego krew przyniesie światu wykupienie, odwróci skierowane przeciw człowiekowi ostrze miecza i zerwie całun położony na twarzy wszystkich ludów. To przelanie Jego krwi wyzwoli życie. Czy to nie teraz Jego przyszła, a już obecna ofiara chroniła przed nim, Niszczycielem, życie synów Izraela? Czy nie otwierała już tej nocy zamkniętą niegdyś drogę? A kiedyś dopełni się tej właśnie nocy.
Oto Pan, który w swej sprawiedliwości uczynił śmierć kresem grzechu, w swym miłosierdziu przyjął na siebie brzemię zapłaty.

Niszczyciel zadrżał.
Dziś ustępował przed Słowem Eliona, ale kiedy spotkają się ponownie będzie musiał pokonać samego Pana. I choć zwycięży, zginie, jak zginie w Jego śmierci wszystko, cokolwiek Pan stworzył. Dla dokonania odkupienia wszystkiego.
Tak Życie i Śmierć razem zejdą do Otchłani.
I razem zmartwychwstaną.

Rzekł Pan:
Miesiąc ten będzie wam początkiem miesięcy: pierwszy wam będzie między miesiącami w roku. Czternastego dnia tego miesiąca umrze mój Umiłowany, czternastego dnia tego miesiąca otworzy się przejście. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy, podobni do ludzi, oczekujących swego Pana, nasłuchujcie, aby Mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: zostaną wyzwoleni: od pierworodnego syna faraona, aż po ostatniego spośród zamkniętych w Dolinie Lamentu.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).