Ateizm to też wiara

Nie pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że coraz częściej trzeba przypominać rzeczy oczywiste. Oczywistością jest, że ateizm jest formą wiary religijnej. Teiści wierzą, że Bóg istnieje, ateiści są przekonani o prawdziwości przeciwnego poglądu. Dokładnie ten sam proces myślowy doprowadza jednych do stwierdzenia "Bóg istnieje", który innych przywodzi do wniosku "Bóg nie istnieje". Dane mamy te same. Są niewystarczające do tego, by dowieść, że dana teza jest prawdziwa.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że coraz częściej trzeba przypominać rzeczy oczywiste. Oczywistością jest, że ateizm jest formą wiary religijnej. Teiści wierzą, że Bóg istnieje, ateiści są przekonani o prawdziwości przeciwnego poglądu. Dokładnie ten sam proces myślowy doprowadza jednych do stwierdzenia "Bóg istnieje", który innych przywodzi do wniosku "Bóg nie istnieje". Dane mamy te same. Są niewystarczające do tego, by dowieść, że dana teza jest prawdziwa. Podobnie, jak nie sposób dowieść, że odpukiwanie w niemalowane drewno, oddala niebezpieczeństwo. Tam, gdzie brak pewnego dowodu, do głosu dochodzi wola. Decyduję się przyjąć coś za prawdę lub nie. 

 

Sęk w tym, że ateizm nie ma kultu. Skoro go nie ma, może albo z politowaniem patrzeć na masy zabobonnych wierzących albo tworzyć własny kult. Jedni wobec tego będą realizować swoją potrzebę kultu, czcząc rozum (lub raczej te jego zdolności, które ceniło Oświecenie), inni będą czcić przyjemność lub rozpacz. Powstały w ten sposób kult będzie wyrazem ich wiary, a nie jedynie logicznym wnioskiem. Podobnie jak kult teistów jest nie tylko wnioskiem, ale właśnie wyrazem wiary. Ateizm jednak może być o wiele bardziej zaborczy (podobnie jak fanatyczna religijność). Mianowicie może zwalczać tych, którzy wierzą inaczej. Fanatyczny ateizm to ten, którego zalążki obserwujemy w Polsce. Najpierw pozwala się na wyśmianie przedmiotów kultu chrześcijan, potem na ich profanację, następnie zwalcza się przejawy religiności chrześcijan, a na koniec chrześcijan się prześladuje. Gdyby rzecz działa się na Bliskim Wschodzie, zamiast chrześcijan zwalczano by w ten sam sposób wyznawców Islamu. Podobnie w historii zwalczano Żydów, Ormian, Łemków…

 

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy. Mianowicie na brak logiki wśród wojujących z wiarą chrześcijańską fanatycznych wyznawców ateizmu. W imię śiweckości państwa wywoływana jest w Polsce "wojna" religijna. W szczególności dotyczy to debaty politycznej. Ci, którzy chcą tak zwanego "świeckiego państwa", czyli państwa, w którym obowiązującą religią jest ateizm, a obowiązującą wiarą jest wiara, że Bóg nie istnieje, wydają pieniądze podatników na cele religijne. W imię świeckości trwonią swój czas i energię na spór religijny. Co więcej, próbują zachwiać i osłabić szereg instytucji, które służą społeczeństwu i wypracowują PKB. Dzieję się to w imię religii, którą akurat ateiści uznali za prawdziwą. W takim społeczeństwie jak nasze jest to działanie szkodliwe choćby ze względu na gospodarkę. Wiem, co mówię. Zatrudniamy w Fundacji sześć osób, tworzymy projekty wspólnie z dziesiątkami innych, płacimy podatki, myta i daniny, choć często sami boimy się, czy starczy do pierwszego. Działanie wymierzone w kościół katolicki, zagraża nam i setkom jeśli nie tysiącom podobnych instytucji.

 

Dodatkowo nie bez znaczenia jest osoba prowodyra. Sprawa rozwija się powodowana przez byłego katolika, człowieka, który jeszcze kilka lat temu wygłaszał wykłady o tym, jak chrześcijanin powinien rozwijać biznes, by zachować zasady ewangeliczne, człowieka, który wspierał katolicki tygodnik opinii, sponsora wielu katolickich przedsięwzięć. No cóż, poglądy podobno można zmieniać – tak przynajmniej wielokrotnie mi mówiono, choć w Biblii znajdują inne nauczanie. Sam prowokator ruchu "doświedczenia" państwa byłby małointeresującą postacią, gdyby jednocześnie nie potwierdzał tezy Lewisa, że obecny poganin nie jest poganinem w znaczeniu, jakie to słowo miało w wiekach pierwszych. Tamci poganie byli bardzo religijni, choć nie znali chrześcijaństwa i nie znali prawdziwego Boga. Współcześni poganie to "rozwodnicy", ludzie, którzy wzięli mentalny i wolitywny rozwód z chrześcijaństwem. Ten typ pogaństwa jest o wiele gorszy od poczciwych pogan z początków naszej ery. "Gorszy" w znaczeniu zajadlejszy. osoby, które raz wezmą rozwód z daną ideą i "poślubią" inną, wobec dawnej zachowują się jak były mąż, który spotyka żonę, gdy idzie pod rękę z konkubiną. Stereotypowe? Może, ale jednak przemawia do wyobraźni. Wiecie ile taki ex potrafi zrobić, by przypodobać się konkubinie? Swoim kosztem tyle, co dla byłej żony. Ale ile potrafi zrobić dla konkubiny kosztem byłej żony, to już zupełnie inna sprawa. Ślad po obrączce mocno pali.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.