Atlas Polski

Z dzieciństwa pamiętam telewizor, duży i czarno-biały. Pamiętam atmosferę i wypowiedzi, których słuchałem bez zrozumienia. Czarno-biała twarz mówiła sama za siebie. Sprzęt wojskowy też pamiętam, a najbardziej ślady dużych gąsienic na asfalcie. Ciągle miało się coś dziać. Byłem ciągle nieobecny w centrum wydarzeń.

Zupełnie nie rozumiałem stanu wyższej konieczności ani w ogóle konieczności dziejów. Doskonale pamiętam, wyryłem sobie w sercu to niezrozumienie.

Pierwszy atlas geograficzny dostałem na komunię. Nie było tam nic o Jaruzelskim. Tylko mapy krajów. Był ZSRR. I kształt Polski ‒ jak początek „Dziennika telewizyjnego” z pełną fanfaronady muzyką. Jaruzelski był od początku świata. Na jego barkach spoczywał świat. Był Atlasem, częścią konstrukcji wszechświata, w którym miałem swoje podwórko i kolegów. Z kolegami biliśmy tylko Niemców. Salutowaliśmy sobie. „Wojciech Jaruzelski”, „Wojciech Jaruzelski” ‒ nic bardziej naturalnego niż te słowa.

Fryzura, okulary, sztywna postawa. Śmieszny Jaruzelski. Bohater kawalarskich scenek. Wesołek historii współczesnej. Powaga nie dźwigająca powagi. Balowy garnitur generalski, jaruzelski. Ha, ha. Na imię mu Generał, na drugie Wojciech. Zrób Jaruzelskiego. Powiedz jak Jaruzelski. Baczność, idzie władza. Jesteś Jaruzelski. To rozkaz!

A zdrajca! A kanalia! Mąż stanu! Nieprzyparty do muru. Niezmiennie pewny słuszności. Twarda osobowość. Nikt mu nie wparł, że jest kim innym niż jest. Od początku do końca generał Wojciech Jaruzelski. Konieczność. Rewolucja. Klasa. Lud. Bo decyzja może być tylko głupia albo konieczna. Bądź budowniczym ładu. Uściśnij dłoń konieczności. Za co mnie sądzicie? Jestem ojcem, jestem mężem stanu wojennego. Ani z miłości, ani z rozsądku. Zrozum konieczność.

W jednej z wsi Kielecczyzny wchodzę do domu, który pełni też funkcję sklepu. Szósta niedziela wielkanocna, słoneczne popołudnie. Dwóch starszych panów je późny obiad. Na półkach pustawo. Same konieczne rzeczy. Po lewej stronie części jakichś sprzętów, stare żelazko, komis. W zamrażarce lody i rąbanka. Z podwieszonego telewizora słyszę: „Zmarł Wojciech Jaruzelski”.

Za mną zaraz wchodzi moja małżonka i dzieci. Mówię: „Popatrz, Jaruzelski zmarł” i zerkam na starszych panów. W telewizorze pokazują czarno-białego generała. Jeden z panów przechodzi przez sklep z pustym talerzem. „Powinni go pochować w Rosji” ‒ rzuca mimochodem.

Półuśmiechy. Przytaknąłem. Rozpytaliśmy się o drogę i o widziane na mapie okolice. Dzieci wyszły z lodami.

I tak się skończyło moje dzieciństwo.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.