Audite sapienter!

Kiedy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza, i powiedział: Czy rozumiesz, co czytasz? (Dz 8:30) Tak w Dziejach Apostolskich opisano spotkanie Filipa z etiopskim*) dworzaninem. (Filip mógł usłyszeć, że dworzanin czyta, gdyż wtedy czytano tylko na głos, nawet dla samego siebie.) Przypomniał mi się ten fragment Pisma, kiedy patrzyłem na siedzących wokół mnie słuchaczy koncertu.

Ponieważ jedna z moich przyjaciółek, Emilia, wyjechała w góry (w celach rekreacyjnych), a druga – Movena – do Paryża (w celach religijnych), poszedłem na koncert z moim hiszpańskim znajomym, Rubenem. Koncert odbył się w zeszłą sobotę, w warszawskiej archikatedrze, i aż dziwne, że dotąd nikt na blogach o nim nie napisał, gdyż widziałem w katedrze sporo osób tutaj piszących. (Nie wiem, czy mnie ktoś widział, bo byłem dyrne cræfte.)

Po koncercie przez chwilę spacerowaliśmy z Rubenem  po Krakowskim Przedmieściu i zastanawiali się, czy słuchacze rozumieli to, czego słuchali. Śpiewy były po łacinie, z wigilijnej mszy bożonarodzeniowej i z samego dnia Pańskiego Narodzenia. Być może było to opisane w programie, którego nie nabyliśmy; ale nawet jeśli było – czy ludzie, siedzący w katedrze, rozumieli śpiewane słowa? Rozpoznawali fragmenty psalmu 2. i 110? Cytaty z Księgi Wyjścia, z proroka Daniela? Może prolog Ewangelii według św. Jana kilka osób zrozumiało?

Logike latreia (Rz 12:1). Na ile ten śpiew było logikos dla słuchających?

Oczywiście, zaraz wszyscy się oburzą, że wymagam znajomości łaciny, bo jestem filologiem, etc., a przecież bez tego też da się żyć, jak triumfalnie zauważyła pani Dura Testa. W odpowiedzi, mógłbym zacytować 18-wieczne przysłowie polskie, które dosadnie określa, czym powinny zajmować się osoby, które łaciny nie znają. (Słynnej sentencji Cycerona o znajomości łaciny nie zacytowałbym, bo byłaby… po łacinie, więc podniosłyby się krzyki, iż jestem bardzo złośliwy.) Ale tu chodzi nie tylko o filologię.

Być może niektórym wystarcza samo słuchanie śpiewu, bez konieczności rozumienia tego, o czym jest ów śpiew. Dziwak filolog tak nie potrafi, musi rozumieć słowa, niezależnie od tego, czy to oficjum, czy celtycka piosenka, czy to oratorium, czy pioseneczki, jakie można usłyszeć z głośników w supermarkecie. Taki odruch, każdy filolog tak ma. Jestem w stanie przyjąć, że dla cieszenia się operą, nie trzeba koniecznie rozumieć słów arii, słuchając jakichś tam Beatlesów nie trzeba koniecznie znać angielskiego, można cieszyć się samą muzyką i pięknem głosu. Ale czy można nie rozumieć słów liturgii? Siedzieć tylko i słuchać, i nie wiedzieć, o czym śpiewają? Owszem, w katedrze byliśmy na koncercie, nie na liturgii. Ale zdarza się przecież, że ktoś uczestniczy – czy jako śpiewak, czy jako zwykły wierny – w liturgii, na której śpiewany jest gregoriański chorał. Czy rozumiesz, co śpiewasz, czy rozumiesz, czego słuchasz – mógłby zapytać Filip.

*) Po grecku Aithiops, dosł. spalony – w odniesieniu do koloru skóry. Starożytni Grecy sądzili, że Etiopa wybielić się nie da, ale wtedy jeszcze nie było M. Jacksona…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.