BeOP śledztwo

Nigdy przedtem nie zwróciłem na to uwagi, przynajmniej nie pamiętam, abym się nad tym zastanawiał, a przecież tę książkę wiele razy miałem w rękach. Dopiero wczoraj uświadomiłem sobie, że przy nazwisku jednego z współautorów jest OP.

The Dating of Beowulf, zbiór artykułów, rezultat słynnej (skandalicznej, jak z przymrużeniem oka ją nazwała Roberta Frank) sesji w Toronto. Autorem jednego z artykułów jest Leonard E. Boyle OP. Pamiętam, jak z dumą mówiła mi o nim któraś z grup w dominikańskim kolegium (chyba był w niej Wojtek Golubiewski… a może to była wcześniejsza grupa?) – że był Prefektem Biblioteki Watykańskiej. A tu się okazuje, że i o Bewoulfie miał coś do powiedzenia – jako chyba jedyny spośród braci kaznodziejów.

Sam artykuł jest czymś w rodzaju  śledztwa. Nie wiemy, i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, kiedy powstał Beowulf. Mamy tylko jeden rękopis tego poematu, datowany na ok. rok 1000 – jedyna data, jakiej możemy być w miarę pewni. Tekst poematu spisany jest przed dwóch skrybów, wyraźnie to widać w rękopisie, nazywanych po prostu A i B. O. Boyle docieka, w jaki sposób dzielili się oni swą pracą, zwracając uwagę na różną ilość wersów na kilku stronach manuskryptu. Wygląda na to, że skryba B swój fragment – końcówkę poematu – pisał równolegle ze skrybą A, a potem połączono te dwa fragmenty w jeden manuskrypt. Ale widać też wyraźnie, jak nagle przejął pióro od skryby A w środku wyrazu – dlaczego? Nie wiemy. Może po prostu zachorował, nie skończył swojej porcji przepisywanego tekstu…

O. Boyle zwraca uwagę, że taka analiza manuskryptu pozwala nam coś powiedzieć – aczkolwiek niewiele, niestety! – o egzemplarzu, z którego skrybowie kopiowali tekst: że był zupełnie inny, jeśli chodzi o rozmiary książki. Czy był to manuskrypt bardzo stary, czy współczesny skrybom – nie wiemy. Zagadka Beowulfa pozostaje…

Przy okazji, skoro pisałem o uczonym dominikaninie: dla wszystkich moich dominikańskich przyjaciół i uczniów, także dla tych, którzy dopiero stają się dominikanami – dzisiaj na mszy pamiętałem o was.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.