Benedykt XVI podkreśla znaczenie modlitwy w życiu chrześcijanina

Ten, kto się modli, nigdy nie traci nadziei nawet, gdyby się znalazł w sytuacjach trudnych czy wręcz po ludzku rozpaczliwych– powiedział Benedykt XVI podczas audiencji ogólnej 13 sierpnia w Castel Gandolfo. Było to jego pierwsze środowe spotkanie z wiernymi od czasu poprzedniej audiencji 2 lipca w Watykanie. Obecnie, po przerwie, spowodowanej podróżą do Sydney i pobytem w Bressanone, Ojciec Święty przybył do swej letniej rezydencji w Castel Gandolfo i tam wznowił audiencje i głoszone podczas nich katechezy. Po wygłoszeniu nauki i odmówieniu z wiernymi modlitwy "Ojcze Nasz", papież udzielił wszystkim błogosławieństwa apostolskiego.

Oto polski tekst rozważań papieskich:

Drodzy Bracia i Siostry!

Po powrocie z Bressanone, gdzie mogłem spędzić okres wypoczynku, cieszę się ze spotkania i pozdrowienia was, drodzy mieszkańcy Castel Gandolfo, i was, pielgrzymi, którzy przybyliście właśnie dzisiaj, aby mnie odwiedzić. Chciałbym jeszcze raz podziękować tym wszystkim, którzy przyjęli mnie i czuwali nad moim pobytem w górach. Były to dni pogodnego odprężenia, podczas których nieustannie przypominałem Panu o tych osobach, które zawierzają się moim modlitwom. A naprawdę bardzo dużo jest tych, którzy piszą do mnie, prosząc o modlitwę za nich. Przedstawiają mi swoje radości, ale także swe troski, swe plany życiowe, ale również problemy życiowe i zawodowe, oczekiwania i nadzieje, które noszą w swych sercach, wraz z niepokojami związanymi z niepewnością, jaką ludzkość przeżywa w obecnej chwili. Mogę zapewnić, że pamiętam o wszystkich i o każdym, szczególnie w czasie codziennej Mszy św. i przy odmawianiu Świętego Różańca. Wiem dobrze, iż pierwszą posługą, jaką mogę pełnić dla Kościoła i ludzkości, jest właśnie modlitwa, gdyż modląc się, składam w ręce Pana z ufnością swą służbę, jaką On mi powierzył, wraz z losami całej wspólnoty kościelnej i świeckiej.

Ten, kto się modli, nigdy nie traci nadziei, nawet gdyby się znalazł w sytuacjach trudnych czy wręcz po ludzku rozpaczliwych. Uczy nas tego Pismo Święte i świadczą o tym dzieje Kościoła. Rzeczywiście, ileż to przykładów moglibyśmy wydobyć z tych sytuacji, w których właśnie modlitwa podtrzymywała wędrówkę świętych i ludu chrześcijańskiego! Spośród świadectw naszych czasów chciałbym przytoczyć dwoje świętych, których wspomnienie obchodzimy w tych dniach: Teresę Benedyktę od Krzyża, Edytę Stein, której święto obchodziliśmy 9 sierpnia, i Maksymiliana Marię Kolbego, którego będziemy wspominać jutro, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Oboje zakończyli swą ziemską przygodę męczeństwem w obozie w Oświęcimiu. Pozornie ich istnienie mogłoby być uznane za przegraną, ale właśnie w ich męczeństwie jaśnieje blask tej Miłości, która zwycięża mroki egoizmu i nienawiści. Świętemu Maksymilianowi Kolbemu przypisuje się następujące słowa, które miał on wypowiedzieć w całej pełni prześladowań nazistowskich: „Nienawiść nie jest siłą twórczą: jest nią tylko miłość”. I z miłości wywodziła się bohaterska próba wielkodusznej propozycji, jaką złożył on z samego siebie w zamian za swego towarzysza więźnia, której uwieńczeniem była śmierć w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 r.

Edyta Stein 6 sierpnia następnego roku, na trzy dni przed swym dramatycznym końcem, zwracając się do niektórych ze swych współsióstr z klasztoru w holenderskim Echt, miała powiedzieć: „Jestem gotowa na wszystko. Jezus jest także wśród nas. Dotychczas mogłam się pięknie modlić i mówiłam z całego serca: «Ave crux, spes unica»”. Świadkowie, którym udało się uciec z tej strasznej masakry, opowiadali, że Teresa Benedykta od Krzyża, gdy ubrana w habit karmelitański, kroczyła świadoma na śmierć, wyróżniała się swą postawą pełną pokoju i swym pogodnym zachowaniem oraz postępowaniem spokojnym i uwrażliwionym na potrzeby innych. Modlitwa była tajemnicą tej świętej Współpatronki Europy, która „również wtedy, gdy osiągnęła prawdę w pokoju życia kontemplacyjnego, musiała przeżyć aż do końca tajemnicę Krzyża” (list apostolski „Spes aedificandi”, w: Insegnamenti di Giovanni Paolo II, XX, 2, 1999 str. 511).

„Ave Maria!”; było to ostatnie zawołanie na ustach św. Maksymiliana Marii Kolbego, gdy podawał ramię temu, który zabił go zastrzykiem z kwasem karbolowym. Ze wzruszeniem trzeba stwierdzić, jak to pełne pokory i ufności odwołanie się do Matki Bożej było zawsze źródłem odwagi i spokoju. Gdy przygotowujemy się do obchodów uroczystości Wniebowzięcia, które jest jedną z rocznic najdroższych tradycji chrześcijańskiej, ponówmy nasze zaufanie Tej, która z Nieba w każdym momencie czuwa z miłością macierzyńską nad nami. To w istocie mówimy w domowej modlitwie "Zdrowaś Mario", prosząc Ją, aby modliła się za nami „teraz i w godzinę śmierci naszej”.

Inf. KAI

 

 

Zobacz także