Bez porównania

Sobota XXX tygodnia zwykłego, lit. słowa: Rz 1,1–2a.11–12.25–29; Łk 14,1.7–11

Nie odrzucił Bóg swego ludu, który wybrał przed wiekami (Rz 11,2).

Ta wierność Boga całkowicie nas przerasta. Niezależnie od grzechów popełnionych przez ludzi, Bóg pozostaje wierny.

Nie może sprzeniewierzyć się sobie samemu, jak to św. Paweł pisze w Drugim Liście do Tymoteusza: Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego (2 Tm 2,13). Taka wierność Boga jest naszą wielką nadzieją. Jeżeli nie odmawia błogosławieństwa tym, których kiedyś wybrał i którym dał obietnicę, to wypełni także kiedyś obietnice nam złożone, niezależnie od naszych grzechów. Nie oznacza to, że cokolwiek zrobimy, to i tak będziemy zbawieni, ale że Boga nie zrażają nasze grzechy i zawsze możemy do Niego wrócić, zawsze możemy nawrócić się i Go wybrać. Jeżeli nie robimy tego, to sami się od Niego odcinamy, bo On nie nawraca nas na siłę, wbrew naszej woli.

Refleksje św. Pawła nad odrzuceniem wiary w Jezusa Chrystusa przez Żydów zawierają jeszcze jeden bardzo dla nas istotny moment. Święty Paweł pisze:

Jeżeli zaś ich upadek przyniósł bogactwo światu, a ich pomniejszenie – wzbogacenie poganom, to o ileż więcej przyniesie ich zebranie się w całości! (Rz 11,12).

W Liście do Rzymian powtarza się logika: jeżeli grzech do czegoś doprowadza, to przecież jego odpuszczenie prowadzi do czegoś o wiele wspanialszego. Bóg w odpowiedzi na ludzką słabość udziela łaski, która przerasta niepomiernie tę słabość. Dzisiaj doświadczamy tragicznych skutków rozbicia jedności pomiędzy chrześcijanami. Do tej tragedii należałoby dołączyć pierwotne rozdarcie, jakie powstało przez brak wiary w Jezusa przez Żydów. Mimo tego rozdarcia chrześcijaństwo pozostaje największą religią świata! A co by się stało, gdyby chrześcijanie się pojednali?! A co by się stało i co się stanie, gdy Żydzi rozpoznają w Chrystusie swojego mesjasza i w Niego uwierzą?! Święty Paweł, cierpiąc z powodu istniejącego rozdarcia, wierzy w taką przemianę. Wymaga ona jednak od nas, chrześcijan, prawdziwego świadectwa miłości, a nie jedynie upartego trzymania się utartych formuł wiary.

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus odsłania podstawę mechanizmu rozbijania więzi miłości. Jest nią myślenie porównawcze, które zasadniczo troszczy się o to, kto jest lepszy, a kto gorszy, kto winny, a kto niewinny, kto ma więcej, a kto mniej… Ambicja bycia lepszym od innych ustawia nas w sytuacji porównywania się z innymi. Natomiast Pan Jezus stawia nas nie wobec innych ludzi, ale wobec samego Boga, którego poleca nam nazywać Ojcem. Wspomniałem na początku, że Jego niezachwiana wierność daje nam podstawę do wysiłku, aby się podobać bezpośrednio Jemu samemu bez porównywania się z innymi. Nie musimy się lękać i dlatego nie musimy szukać dla siebie usprawiedliwienia przez zestawienie z innymi. On nie pragnie, abyśmy wykazali się przed Nim swoją doskonałością, ale pragnie naszej dziecięcej ufności, naszego powierzenia się Jemu, aby mógł w nas dokonać tego, co dla nas przeznaczył. Nasza skromność, brak chęci wywyższenia, zaowocuje w przyszłości wyniesieniem, jakiego sobie nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić. Gospodarzem, który mówi: Przyjacielu, przesiądź się wyżej (Łk 14,10), jest sam Bóg, co potwierdzają następne słowa Pana Jezusa: Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony (Łk 14,11).

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także