Bez węgla, za to z koniunktiwem

Siedzę w kościele. Wchodzi młody człowiek, idąc do kaplicy, wyjmuje z torby komórkę i ją wycisza lub wyłącza. Po kilku minutach wchodzi kolejna osoba, sytuacja się powtarza. I jeszcze raz. I znowu.

Oczywiście, dobrze, że w ogóle wyłączają lub wyciszają. W Boże Narodzenie pewnemu panu komórka co jakiś czas dzwoniła w czasie mszy; nie odbierał, może nie słyszał… A kiedyś pewna pani aż wyszła z mszy, żeby porozmawiać przez telefon.

Moi przyjaciele wiedzą, że jeśli odbieram komórkę, to na 97% jestem w domu. Na ulicy z reguły nie usłyszałbym ani dzwonka, ani rozmówcy, więc rzadko ze sobą komórkę noszę. Jeślibym jednak ją miał, wyłączałbym ją przed wejściem do kościoła, a nie dopiero w środku.

Nie potrafię zrozumieć tego uzależnienia od komórek.
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.