Błogosławione owoce

 

Czekałem na ten tekst Marcina. Byłem przekonany, że nie od razu zbierze się, by o tym napisać, ale nie zmilczy sprawy.

Marcin traktuje rzecz biblijnie, wpisuje ją też w kontekst podobnych zdarzeń. Podkreśla w tym wszystkim jednak to, co inni – ludzką słabość. Do tego próbuje sprowadzić całą sytuację. Osobiście uważam, że to jednak zdecydowanie głębszy problem, niż grzeszny upadek, jaki każdemu mógłby się przytrafić.

 

Czekałem na ten tekst Marcina. Byłem przekonany, że nie od razu zbierze się, by o tym napisać, ale nie zmilczy sprawy.

Marcin traktuje rzecz biblijnie, wpisuje ją też w kontekst podobnych zdarzeń. Podkreśla w tym wszystkim jednak to, co inni – ludzką słabość. Do tego próbuje sprowadzić całą sytuację. Osobiście uważam, że to jednak zdecydowanie głębszy problem, niż grzeszny upadek, jaki każdemu mógłby się przytrafić.

Bije jednak z tekstu Marcina troska, wyciąga wnioski moralne dla siebie, nie próbuje przebaczać w imieniu ofiar. Marcin pisze po dłuższym czasie od zapoznania się z informacją. Inaczej, jego redakcyjny kolega, p. Jacek Dziedzina… Wprost zdumiewające, jak niefrasobliwie podchodzi do tematu kobiet wykorzystanych seksualnie przez Brata Efraima: może odejdą z Kościoła.

No może i odejdą, cóż, zdarza się (nawet to bolesne, że odejdą), ważne, by… zachować charyzmat. Charyzmat Brata Efraima (niech mi ktoś wyjaśni co w tym kontekście znaczy to słowo?). Bo to „daje nadzieję”.

+++

Niezmiernie trudno rozmawiać z kimś na temat, który jest dla niego aksjomatem.

Jeśli ktoś zadekretował, że oto mamy Nową Wiosnę Kościoła, to mamy. Dogmat. Nieważne czy daje się to zweryfikować, nieważne jakie są wyniki ewentualnych prób weryfikacji. Mamy wiosnę i jest wspaniale, zielono, kwiatki kwitną. I ziółka. A częste i coraz mniej wyjątkowe wyjątki mają tylko potwierdzać tezę o Nowej Pięćdziesiątnicy.

+++

Nie wchodząc w temat wielu różnych przykrych sytuacji w Kościele, jakie wyszły w ostatnich latach, chciałbym tylko przypomnieć działanie biskupa Nycza w kwestii Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Kiedy okazało się, że wspólnota założona przez ks. Tadeusza Dajczera w praktyce okazuje się być groźną sektą psychomanipulacyjną, nie stwierdził, jak p. Dziedzina, „Boli”. Nie wziął się za łatwe rozgrzeszanie na zasadzie „każdemu może się przytrafić”, co wiązałoby się zwykle z odwracaniem całej sprawy „patrz na siebie, byś gorzej nie upadł”. Nie. Biskup, zarządził sprawę… zbadać.

Niestety postawa to rzadka wśród tego, co można nazwać „opinią katolicką”. (Rzadka też wśród hierarchii, co opisuje choćby George Weigel w „Odwadze bycia katolikiem”). Publicyści w rodzaju p. Jacka Dziedziny nie są zainteresowani zgłębieniem sprawy. Mają już swoje wzorce i wiedzą, co napisać – wszystko to błędy i wypaczenia, a idea była i jest słuszna.

 

Tymczasem błędy, które doprowadziły do upadku brata Efraima (przecież nie jego samego, ale i innych z wierchuszki Wspólnoty Błogosławieństw), mogą przecież nie być li tylko słabością natury ludzkiej. Mogą tkwić u fundamentów – założeń grupy. A wtedy nie wystarczy odciąć się od osoby założyciela, wtedy trzeba będzie ciąć przy samym pniu. I nie stopniowo, jak chciałby redaktor Gościa, ale jednym zamachem.

Badanie, rozeznawanie jest jednak niepokojąco obce (jakże można by grzebać w czyimś sumieniu?!) wielu spotykanym przez mnie katolikom. Lepiej oprzeć się na „autorytetach”, czyli w praktyce, jakiejś opinii powszechnej, jakiemuś zbiorowemu „się”. Niepokojące jest zdanie zdanie p. Jacka Dziedziny o Bracie Efraimie „który gdzieś, kiedyś, w sposób znany tylko Bogu, zaczął prowadzić podwójne życie”. Sugeruje: tak powinno pozostać, Pan Bóg wie, my nie musimy. A może jednak istotne jest poznać przyczynę zagubienia religijnego autorytetu, by ci, którzy mu dotąd zawierzali, wiedzieli, jakich błędów się wystrzegać?

***

Raport w sprawie Ruchu Rodzin Nazaretańskich wyraźnie pokazał, że sama struktura wspólnoty zawierała błąd, który nie tylko doprowadził członków do wiary w „objawienia” „Maryi z wąsem”, ale i do wieloletniego stanu, gdy ludziom prano mózgi pod szyldem władz diecezjalnych, a te nie wiedziały o problemie. Powiązanie osoby przełożonego z osobą spowiednika było rozwiązaniem nowatorskim (w seminariach na przykład ojciec duchowny nie pełni innych funkcji władzy nad klerykami). Miało być „nowym powiewem Ducha Świętego”. Okazało się jednak katastrofalne.

Biskup Nycz, po zbadaniu sprawy, nie tylko odsunął założycieli od prowadzenia grupy, nie tylko wycofał z programu formacyjnego ich publikacje, ale zmienił to, co było istotą ruchu, usunął sprzężenie zwrotne na linii spowiednik-przełożony i wprowadził regulacje, mające na celu dbanie o transparentność.

***

Rozwiązania proponowane przez Brata Efraima też są nowością. Wspólnoty, gdzie celibatariusze żyją, zorganizowani jak zakon, wraz z małżeństwami, to innowacja w kościelnych strukturach.

I akurat na tym polu pojawiły się problemy. Czy gdyby reformatorom Kościoła, jak święty św. Benedykt, św. Franciszek, św. Ignacy, zdarzyły się długotrwałe, grzeszne, krzywdzące współbraci „ludzkie słabości” – akurat w dziedzinie, którą reformowali – czy wtedy Kościół traktowałby to jako przypadki jednostkowe, nie warte sprawdzenia przyczyn?

 

Instytucję Kościoła cechuje duża nieufność – oczywiście nie w Boże miłosierdzie, ale w łatwe deklaracje, że coś jest dziełem Ducha Świętego. Stąd poczynania swych świętych często Kościół długo rozeznawał i poddawał próbom. I dzięki temu udawało się dokonać niezbędnego rozdziału między pozornie podobnymi zjawiskami. Trudności, jakie mieli z zatwierdzeniem swoich wspólnot założyciele zakonów żebraczych, były rekompensowane z nawiązką tym, że udawało się uchronić Kościół przed albigensami.

Z tej drogi krytycznego rozeznawania nie wolno rezygnować. Szczególnie, gdy jest się odpowiedzialnym za ludzi (i ich zbawienie). Szczególnie, gdy jeden tekst, wrzucony bez namysłu, może spowodować w kimś złudne poczucie bezpieczeństwa.

Co jeśli problem Brata Efraima i najbliższych kompanów, nie jest tylko słabością jego i kompanów, ale tkwi „charyzmacie” (ciągle proszę, by ktoś wyjaśnił mi, jak rozumieć „charyzmat”) charyzmatycznej wspólnoty?

Co zrobi p. Jacek Dziedzina, jeśli po latach wyjdą kolejne nadużycia? Znów skroi laudację „charyzmatu”, a problem skwituje jednym „Boli”, by przejść do następnego tekstu?

 

Źródła:

http://gosc.pl/doc/1010995.Wspolnota-Blogoslawienstw-wyjasnia-i-przeprasza

http://gosc.pl/doc/1023458.Przeklety-maz

http://gosc.pl/doc/1011450.Boli

PS

Po "zbadaniu sprawy", a konkretniej rozmowie z jednym z "charyzmatyków" usunąłem dwa zdania.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Michał Buczkowski

Michał Buczkowski na Liturgia.pl

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.