Bo Król zasnął

To był koniec świata. Dosłownie. Wszystko, co znaliśmy do tej pory, przestało istnieć, wszystko czym byliśmy, skończyło się. Świat się skończył.

Pietro Lorenzetti, Złożenie do grobuW te Wielkie Trzy Dni świat się skończył, bo zabrakło w nim Boga. Najpierw w Wielki Czwartek opustoszały wszystkie tabernakula, bo spożyliśmy Najświętszy Sakrament i był taki moment, kiedy na całym świecie nie było ani kawałka Chrystusowego Ciała, ani kropli Chrystusowej Krwi. Spaliliśmy święte oleje i przez moment nie było czym udzielać sakramentów, nie było środków, żeby przekazywać światu Boże życie. Potem w Wielki Piątek nasz Bóg umarł i świat się skończył. Bo bez Niego istnieć nie może nic. Absolutnie i zupełnie nic. Kiedy On umarł, wszystko umarło razem z Nim. My też pogrążyliśmy się w śmierci, bo bez Niego nic nie ma w sobie życia.

Dzisiaj zaś, w Wielką Sobotę, nastała wielka cisza. Po tych wielkich wydarzeniach, po końcu świata nastała wreszcie błogosławiona cisza. Wszystko się skończyło i świat pogrążył się w nieogarnionej, świętej ciszy. Pozwól, żeby trwała, pozwól, żeby nic jej nie przerwało. Nie biegaj z koszykiem ze święconką, nie biegaj od kościoła do kościoła w poszukiwaniu grobów Pana Jezusa. Zostaw sprzątanie, gotowanie i inne sprawy potrzebne, ale niekonieczne. Zostaw wszystko i przyjdź usiąść przy posłaniu Boga, które ktoś nieopatrznie nazwał grobem. Przyjdź i usiądź, a zobaczysz, że Król zasnął. Zobaczysz swojego Boga, który odpoczywa po dziele, którego dokonał. Przyjdź i pozwól, aby ogarnął Cię Jego święty pokój.

Sobota, aby była sobotą Wielką musi sobie pozwolić na nudę, na nie-dzianie się. To czas, kiedy trzeba w skupieniu posiedzieć przy śpiącym Bogu. Trzeba pozwolić Mu odpocząć, odetchnąć po tych wszystkich zdarzeniach, których byliśmy świadkami przez ostatnie dni. Nie wolno Go zbudzić niepotrzebnym działaniem, niepotrzebnym zamieszaniem, niepotrzebnym czymkolwiek. Tylko wtedy jest szansa, że zobaczymy, co tak naprawdę dzieje się w ten Wielki i Święty dzień, który Kościół nazwał Wielką Sobotą, choć nic tam się pozornie nie dzieje.

Wszystko dlatego, że Król wcale nie śpi, nasz Bóg nie pozwolił sobie na chwilę wytchnienia, bo miłość Go przynagla. Chrystusa nie ma już w grobie, Chrystus nie śpi. Pobiegł, aby zbawić pogrążonych w krainie Szeolu. Zstąpił w ciemność, która wydawała się potępieniem, aby nie było już miejsca, w którym nie można spotkać Boga. Pobiegł po Adama i po Ewę, aby im oznajmić, że czas śmierci, czas niewoli grzechu, czas ciemności już skończony. Że ludzkość wyprowadzona już na wolność. Po tym Jego zstąpieniu do otchłani nie ma już takiego kawałka rzeczywistości, w którym bylibyśmy sami. Chrystus wszystko wypełnił swoją obecnością. Najgłębsza otchłań grzechu, najdalsze zakamarki ciemności, największe zwycięstwa zła zostały zniweczone, bo Jego miłość przed niczym się nie cofnie, przekroczy każdą granicę i pokona wszelką barierę, aby nas znaleźć.

A to wszystko w wielkiej ciszy i w spokoju. Bez hałasu, bez zamieszania, bez rozgłosu. Bo to miłość pokorna, która działa tam, gdzie pozornie nic się nie dzieje i nic nie wydarza. Bo nawet wtedy, kiedy Bóg śpi, kiedy wszystko wskazuje na to, że Go nie ma, On zbawia, On miłuje i szuka nas.

 

Zobacz także