Bóg jest miłością

Jako, że czas wielkopostny był, poszedłem ci i ja do spowiedzi, gdyż jak wiadomo w szczęśliwym systemie naszym Wielki Post do czasu wielkanocnego się zlicza. A z Panem Bogiem rachunki załatwić w tym czasie dobrze jest i wypada.

 

Jako, że czas wielkopostny był, poszedłem ci i ja do spowiedzi, gdyż jak wiadomo w szczęśliwym systemie naszym Wielki Post do czasu wielkanocnego się zlicza. A z Panem Bogiem rachunki załatwić w tym czasie dobrze jest i wypada.

 

Więc udałem się do świątyni pobliskiej, na kolana: ryms – i mówić ja księdzu poczynam: zgrzeszyłem. Tym i owym zgrzeszyłem, tak się oskarżam w te pędy. Na takie sprawy postawienie wielebny jakby tylko czekał i naukę mi daje, jak trzeba, jakom i sam prosił. I – tak z tego wynika, powiada: „uciesz się”. Zdawało się, że spowiedzi koniec – myślę: ciekawa pokuta – kara taka, by się cieszyć; ale nie koniec to był na tym. „Uciesz się” – powiada – „paschalną radością”. Już zdziwiony byłem, że „naprawdę” nie dodał, bo bez tego, wiadoma rzecz, ucieszyłbym się, fałszując. Ale nic straconego: „uciesz się paschalną radością, tak naprawdę się uciesz” powiada spowiednik po chwili.

 

Kontetnt już, że mi nie kazał cieszyć się obłudnie, a prawdziwie, czekam na dalszy rozwój wypadków – jako że nie pokutą się okazały te słowa. „Bogu dzięki, że nie zmusza nas On do radości”, jak Pan Morawski mawia w tym względzie, zawszeć lepiej „uciesz się” jako naukę usłyszeć niż się potem w sumieniu badać czy względem tego pokuta dość mocno i gorliwie odprawiona była taka. Klęczę więc ja nadal i słucham, i czekam, a kapłan sam czuje chyba, że jakiegoś wzmocnienia jego słowa wymagają, że wydarzenie Zmartwychwstania wielkie, a zachęta do odpowiedniego przeżycia mała, więc na liturgię się powołuje: „zobacz no, jak to u prawosławnych jest” powiada…

 

No, myślę ja sobie, dlaczegóż nie mógłby „u grekokatolików” albo „we wschodniej tradycji” wycedzić, jak to wikary czyni, tylko się na braci odłączonych powołuje, ale niecierpliwie słucham dalej. Słucham, słucham, jak to ksiądz, na zasadę „lex orandi” się powołujący, roztacza wizję oddawania Panu chwały, radości Wielkiej Nocy wizję, i że to wszystko tak się w modlitwie Kościoła publicznej wyraża. Zachwycony, za serce porwany już się czułem (prawdziwie), że to nie kolejna księża gadka, że oto przemawia Tajemnica do mnie, że kapłan doświadcza codziennie mocy, którą i mnie chce zarazić, bym się pochylił, sprawić. Rozmarzyłem się, słowa z ust mu spijam, a on „u prawosławnych” powiada.

 
„U prawosławnych”… no tak, bo jakże by tak wszystko, o czym mówił, takoż i u nas być miało? Miałżebym w tymże kościele, gdzie się spowiadam, tego doświadczyć? Ale wziąłem się na odwagę i: „A czemu to” – powiadam – „w naszej farze tak nie uczynić godnie? Czytałem ja w gazecie, co ją pleban w niedzielę na stoliku rozkłada, że przecież tak samo być winno”. Tak się zapytałem i na odpowiedź czekam, kapelusz zmiąwszy w dłoniach.

 

 

Podniósł palec ku niebu prałat nasz czcigodny i wcale mnie nie zganił za zuchwałość taką, a łagodnie do zbłąkanej owcy rzecze w te słowa, jaśniąc mi nieumność moją: „Przecież trzeba by wtedy z przepisami zgodnie odprawić, a to, a to, drogi mój, – byłoby miłości brakiem. Miłości. A najważniejsza jest miłość, bo Bóg jest miłością”.

Michał z Zośieńko pisał


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Michał Buczkowski

Michał Buczkowski na Liturgia.pl

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.