Bóg nie jest okrutnym satrapą. Msza Święta jako ofiara

Nie ulega wątpliwości — pisał Jan Paweł II w „Mane nobiscum, Domine” — że najbardziej oczywistym wymiarem Eucharystii jest uczta. […] Ale już w następnym akapicie Papież dopowiada z mocą: Nie można jednak zapominać, że uczta eucharystyczna ma także i przede wszystkim wymiar ofiarniczy.

Nie ulega wątpliwości — pisał Jan Paweł II w „Mane nobiscum, Domine” — że najbardziej oczywistym wymiarem Eucharystii jest uczta. Eucharystia narodziła się w wieczór Wielkiego Czwartku w kontekście wieczerzy paschalnej. Dlatego w jej strukturę wpisany jest sens uczty: „Bierzcie i jedzcie […]. Pijcie z niego wszyscy” (Mt 26, 26–27) (nr 15). Ale już w następnym akapicie Papież dopowiada z mocą: Nie można jednak zapominać, że uczta eucharystyczna ma także i przede wszystkim wymiar ofiarniczy. W niej Chrystus przedkłada nam na nowo ofiarę spełnioną raz na zawsze na Golgocie (tamże).

Wydaje się, że dzisiaj, w 40 lat po II Soborze Watykańskim, nie mamy kłopotów z rozumieniem i przeżywaniem Eucharystii jako uczty. Wątpliwości budzi raczej i częściej — w moim teologicznym i duszpasterskim odczuciu — wymiar ofiarniczy eucharystycznej uczty. Prawdopodobnie dlatego, że pojęcie ofiary bywa dziś nierozumiane albo rozumiane błędnie. Im mniej ofiary, a więcej przyjemności, tym bardziej udane życie — zdaje się brzmieć naczelna zasada epoki późnego konsumeryzmu. W odpowiedzi na taką zasadę nad Wisłą nierzadko formułuje się ekstremistyczną kontrzasadę: „Wąż was zwiódł: w chrześcijaństwie chodzi o ascezę, musi boleć, radość jest zawsze podejrzana o flirt z grzechem”. Na to zwolennicy pierwszej dodają: „Właśnie to nas odrzuca od katolicyzmu: smutna religia kultu cierpienia z narzędziem tortur jako znakiem rozpoznawczym”.

I spór toczy się obok prawdy na temat autentycznie chrześcijańskiego rozumienia ofiary. Gdzie szukać światła? We Mszy świętej, twierdzę. Albowiem: Ty jeden — Sakramencie, świetlna równowago, / Uciszasz ciemną trwogę rozdartej miłości. To dwa wersy ze słynnej „Ody do Najświętszego Sakramentu Ołtarza” („Oda al Santisimo Sacramento del Altar”). Autorem jest Federico Garcia Lorca. Intuicja tych dwóch wierszy, ich wewnętrzna siła, musi być zaiste niezwykła i poruszająca, skoro ten właśnie, bezpośrednio z Lorki cytowany fragment można znaleźć u kilku polskich autorów piszących na temat Eucharystii. I to autorów różnych, tworzących tak w formach poetyckich (Janusz S. Pasierb[1] ), jak i dyskursywnych (Jerzy Grześkowiak[2] ).

W niej — w Eucharystii — jest źródło równowagi między skrajnościami, lek na choroby miłości. W ten sposób, w gęstym poetyckim skrócie, Lorca streszcza moją intuicję. Stojąca za nią argumentacja jest następująca: sprawa rozumienia mszy jako ofiary Chrystusa i Kościoła nabiera dzisiaj znów — po raz któryś już w historii — niezwykłego ciężaru gatunkowego i znaczenia. Dlaczego? Za odpowiedź niech posłuży jeszcze jeden cytat: Dopóki moja cywilizacja opierała się na Bogu, zachowała żywe pojęcie ofiary, która utwierdzała Boga w sercach ludzkich. Humanizm nie docenił zasadniczej roli ofiary. Usiłował zaszczepić człowieczeństwo przez słowa, nie przez czyny. To zdania — czy jesteśmy zaskoczeni? — autorstwa Antoine’a de Saint–Exupéry’ego[3] .

I właśnie Msza święta — pojęta, przemyślana i urzeczywistniana jako ofiara Chrystusa i Kościoła — mocą wewnętrznej sakramentalnej prawdy tego związku (Eucharystia–ofiara) pomaga właściwie rozumieć i przeżywać relację z Bogiem, życie, miłość. Jest ona ową „świetlną równowagą” z wiersza Federico Lorki, od korzeni uzdrawia „moją cywilizację”, chorą, tę z cytowanych zdań de Saint–Exupéry’ego. Zapytajmy i w tym momencie: Dlaczego?

Ofiara liturgiczna (Chrystusa i Kościoła) pociąga za sobą ofiarę duchową, moralną i życiową (1 P 2,5). W rezultacie Kościół staje się bardziej Kościołem, bardziej wiąże się z Chrystusem społecznym i indywidualnym, przemienia się bardziej w Ofiarnika i Żertwę. […] Religia chrześcijańska […] jest religią ofiarniczą, posiada swoją ofiarę kultyczną, nie tylko w postaci Ofiary Krzyża, lecz także wtórnie w postaci ofiary mszalnej, bezkrwawej, która posiada również charakter uniwersalny, choć absolutnie zależny od Krzyża (podkr. moje — J.Sz.) — pisze ks. Czesław Bartnik[4] . Chrześcijaństwo jako „religia ofiarnicza”, sytuująca centralnie (doktrynalnie i kultycznie) ofiarę, ma szansę przywrócić światu zrozumienie znaczenia i wartości ofiary. Tak brzmi odpowiedź.

Temat należy niewątpliwie do klasyki dogmatyczno–sakramentologicznej. Jako taki bywał więc wnikliwie i gruntownie opracowywany, wielokrotnie prezentowany. Ma też już swoją wielką literaturę, wielkie nazwiska, wielką tradycję. Z bogatego zbioru tekstów teologicznych i dokumentów Kościoła przywołam więc tylko niektóre, szczególnie ważne i reprezentatywne: nauczanie Soboru Trydenckiego, encyklika Piusa XII „Mediator Dei” i nauczanie Katechizmu Kościoła katolickiego.

Trzy dokumenty

Na pierwszym miejscu wypada odwołać się do rozstrzygnięcia kluczowego dla tej problematyki, a mianowicie do dokumentu Soboru Trydenckiego. Owocem jego XXII sesji (1562 r.) był dekret zawierający naukę o najświętszej ofierze Mszy świętej[5] . Sobór uczy w pierwszym rozdziale dokumentu, że Ostatnia Wieczerza była faktycznie prawdziwą ofiarą, a Msza święta wznawia (czyli uobecnia) ofiarę krzyżową na wzór Ostatniej Wieczerzy, która ją zapowiada, nawiązując do ofiar Starego Przymierza. Dekret obficie odwołuje się do tekstów biblijnych (zwłaszcza Hbr i 1 Kor) oraz dołącza zbiór kanonów[6] , które jednoznacznie stwierdzają m.in., że:

a) we Mszy świętej składa się Bogu prawdziwą i właściwą ofiarę (Msza nie jest wyłącznie ucztą!);

b) Chrystus słowami: To czyńcie na moją pamiątkę (Łk 22, 19; 1 Kor 11, 24) — nakazał, by kapłani ofiarowali Jego ciało i krew;

c) Msza święta nie jest tylko prostym wspomnieniem ofiary dokonanej na krzyżu, ale także faktyczną ofiarą przebłagalną;

d) Msza święta jako ofiara nie jest bluźnierstwem przeciw najświętszej krzyżowej ofierze Chrystusa.

W sformułowaniu ostatniego kanonu widać bodaj najwyraźniej polemikę toczoną z poglądami ojców reformacji, także samego Marcina Lutra[7] . Takie było zresztą tło wielu soborowych orzeczeń. W każdym razie Trydent stwierdza uroczyście: […] we Mszy św. jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża „ofiarował samego siebie” (Hbr 9, 27) w sposób krwawy […]. Jedna przecież i ta sama jest Hostia, jeden i ten sam poprzez posługę kapłanów Składający ofiarę, który wówczas ofiarował samego siebie na krzyżu, tylko sposób ofiarowania jest inny[8] .

Naukę Soboru Trydenckiego potwierdza i poniekąd rozwija (a przynajmniej doprecyzowuje) encyklika Piusa XII „Mediator Dei” z 20 listopada 1947 r. Dokument przypomina w swoich węzłowych twierdzeniach przynajmniej dwie fundamentalne prawdy:

a) ofiara eucharystyczna jest ustanowioną przez Chrystusa prawdziwą ofiarą, różną od ofiary krzyża, nie z racji Żertwy i głównego Kapłana, lecz z racji sposobu ofiarowania;

b) ofiara eucharystyczna ma również ten sam poczwórny cel (oddanie chwały, dziękczynienie, zadośćuczynienie, prośba), co ofiara Krzyża[9] .

Problematyka ta jest również istotnie obecna w Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 r. Na pytanie, jak jest określana Eucharystia, Katechizm odpowiada, że sakrament ten nazywa się m.in. Najświętszą Ofiarą, ponieważ uobecnia jedyną ofiarę Chrystusa Zbawiciela i włącza w nią ofiarę Kościoła. Używa się także nazwy ofiara Mszy świętej, „ofiara pochwalna” (Hbr 13, 15), ofiara duchowa, ofiara czysta i święta, ponieważ dopełnia i przewyższa wszystkie ofiary Starego Przymierza (1330; por. 1362–1368). I w dalszej partii katechizmowego tekstu: Eucharystia jest więc ofiarą, ponieważ u–obecnia (czyni obecną) ofiarę krzyża, jest jej pamiątką i udziela jej owoców […] jest również ofiarą Kościoła. Kościół, który jest Ciałem Chrystusa, uczestniczy w ofierze swojej Głowy (1366, 1368).

Rozumienie Mszy świętej jako ofiary jest więc doktrynalnie poświadczone najważniejszymi dokumentami Urzędu Nauczycielskiego Kościoła Zachodniego.

Pora teraz na wnioski i tezy. Chodzi bowiem w gruncie rzeczy zawsze — w refleksji teologicznej, która pragnie trwać „na usługach wiary” i być „bliską życiu”[10] — o przeżywanie prawdy tu i teraz, o zarysowanie przęseł pomiędzy dogmatyką a duszpasterstwem, o wyprowadzenie z doktryny konstruktywnych (o ile to możliwe) wniosków pastoralno–egzystencjalnych. O życie.

Trzy tezy

1. Na czym polega istota ofiary Chrystusa? W jakim modelu należy o niej myśleć? Absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno odchodzić od poprawnej trynitologii — nauki o Trójcy Świętej.

Trynitologia uczy, że Bóg jest Miłością (1 J 4, 16) wewnętrznie i zewnętrznie, ad intra i ad extra, w wymiarze immanentnym i historiozbawczym. Ojciec nie domaga się krwi i życia Syna! Tak myśleć — z chrześcijańskiego punktu widzenia — byłoby bluźnierstwem. Prawda znajduje się na antypodach tej błędnej opinii: Bóg bowiem nigdy nie żąda, On zawsze daje. A jeśli żąda, czyni to niejako „we wnętrzu daru”. Ojciec ofiarowuje Syna — im większa miłość, tym większa ofiara. Syn w akcie doskonałego posłuszeństwa spełnia wolę Ojca. Zbawia nas miłość, nie cierpienie. Krzyż, męka i ból, ofiara — są najwyższym sposobem jej (miłości) artykulacji, wyrażenia, zaistnienia.

W przejmujący sposób pisze na ten temat w pozornie „mało eucharystycznych” encyklikach („Dives in misericordia”, „Dominum et vivificantem”) Jan Paweł II: Krzyż–Ofiara wyłania się z samej głębi tej miłości, jaką człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, został obdarzony w odwiecznym Bożym zamierzeniu („Dives in misericordia”, nr 7; por. „Dominum et vivificantem”, nr 41). Misterium kenozy Trójcy Świętej jest przestrzenią, w której należy poszukiwać odpowiedzi na pytanie o istotę ofiary Syna Bożego.

W jakim modelu pojmujemy ofiarę Chrystusa? Od rodzaju odpowiedzi zależy wiele. Stawka jest wysoka: gra toczy się o prawdziwie chrześcijański obraz Boga — czy jest On okrutnym satrapą czy nieskończoną Miłością? — o najgłębszą prawdę przedmiotu i sensu ofiary.

2. Na czym polega istota ofiary Kościoła[11] ? Co to znaczy „współofiarować”? Absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno odchodzić od poprawnej eklezjologii, nauki o Kościele.

Eklezjologia uczy, że ofiara Kościoła dokonuje się mocą wszczepienia latorośli w winny krzew, Kościoła w Chrystusa. To kontynuacja Boskiej kenozy w Chrystusie, zaproszenie do udziału w niej. W sposób niezrównany pisze na ten temat Hans Urs von Balthasar w „Spiritus Creator”: […] ofiara zbawcza in actu primo jest ofiarą wspólną […] polega ona — określając to trywialnie — na tym, że Ten, który chce być „spożywany” przez ludzi, potrzebuje ust, które Go jedzą i piją. Wspólnota uczniów, później Ecclesia, musi Mu nimi służyć. I to nie przede wszystkim jako reprezentująca zabijających grzeszników, lecz będącej służbą zgodnie z Jego oddaniem. Przez to spożywające usta są istotną częścią składową o f i a r y Pana. Działa On w wieczerniku nie jak solista wobec słuchającego go audytorium, nie jak aktor na scenie wobec widzów w krzesełkach. Działa zawsze tak, że włącza swoich we własne działanie[12] .

Dlatego też tak znamienne fragmenty modlitw eucharystycznych, tu spisane aż z czterech z nich: przyjmij tę ofiarę od nas, Twego ludu […], ofiarujemy Tobie Boże, Chleb życia i Kielich zbawienia […], wejrzyj na ofiarę Twojego Kościoła […],składamy Ci Boże Jego Ciało i Krew…[13] „Włączył swoich we własne działanie”.

3. Co to znaczy współofiarować się z Chrystusem, Kościołem[14] ? Co to w ogóle znaczy „ofiarować” Bogu? Absolutnie i pod żadnym pozorem odpowiedzi nie wolno poszukiwać poza poprawną chrystologią, nauką o Chrystusie.

Tylko bowiem na fundamencie zdrowej chrystologii jest możliwa zdrowa teologia ofiary i Eucharystii. Na czym polega istota ofiarniczego, eucharystycznego gestu Jezusa? Powtórzmy za terminem utworzonym przez Ursa von Balthasara: jest nim zgoda–na–bycie–rozporządzanym[15] . Bierność Męki: pojmanie, przybicie, uśmiercenie. Jezus tego „nie robi”, to Jemu coś „jest robione”. On jest jedynie absolutnie posłuszny.

Tu — w chrystologii — zaczynamy pojmować, kim jest Bóg, co znaczy współofiarować: dać siebie w absolutnym zaufaniu Ojcu, w wolności i wierze. To jest chrześcijański sposób na życie, który Najświętsza Ofiara uobecnia, pokazuje, sprawia. W blasku chrystologicznego światła rozumiemy: Bóg nie chce czegoś, a już na pewno nie człowieczego bólu. Chce człowieka, czyli jego miłości. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz 6, 6)[16] . A jeśli Bóg jednak pragnie ofiary, to ofiary miłości, ofiary serca miłującego, czyli wolnego w posłuszeństwie[17] . Pragnie chrystologicznie zakorzenionej, chrystologicznie motywowanej i odwzorowanej „zgody–na–bycie–rozporządzanym”…

Eucharystia jawi się jako światło, przewodnik i moc na drogach ludzkich losów. Msza św. rozumiana teologicznie jako ofiara (Chrystusa i Kościoła) leczy, chrzci niejako (tzn. uwalnia od domieszek i nalotów myślenia pogańskiego), uzdrawia choroby miłości i życia: egoizm, odmowę ofiary, odrzucenie poświęcenia, wysiłku, przekreślenie trudu (co łatwo można dostrzec w karykaturalnych postaciach ordynarnego konsumizmu — wokół nas i w nas).

Ofiara Mszy świętej w swojej teologicznej głębi pokazuje, że ani prawdziwa miłość, ani szczęśliwe życie nie są możliwe bez wydania siebie. Eucharystyczne wydarzenie, sięgające źródłowo „w głąb Trójcy”, ukazuje i wspiera dzianie się życia i miłości. To najwyższa synteza i sens tej refleksji: nie da się żyć bez ofiary, jeśli miłość wolna od egoizmu ma być ostatecznym kluczem do rozumienia rzeczywistości: Ty jeden — Sakramencie, świetlna równowago, / Uciszasz ciemną trwogę rozdartej miłości.

Trzy rady

Co robić, jak myśleć, jak żyć — by uczyć się z eucharystycznej ofiary Chrystusa ofiarowania Bogu i ludziom siebie? Nasuwają mi się trzy rady: kontemplować, dziękować, oprzeć głowę na Jego piersi.

Pierwsza rada pochodzi z „Mane nobiscum, Domine”: kontemplować. Papież podpowiada adorację eucharystyczną jako odpowiedź na postawione przed chwilą pytanie. Pozostawajmy długo na klęczkach — radzi. Wspólne przebywanie upodabnia miłujących do siebie. Pisze: Obecność Jezusa w tabernakulum winna stanowić jakby biegun przyciągania dla coraz większej liczby dusz w Nim zakochanych, zdolnych przez długi czas słuchać Jego głosu i niemal odczuwać bicie Jego serca. „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan!” (Ps 34 [33], 9) (nr 18).

Druga — dziękować — też z „Mane nobiscum, Domine”. Wdzięczność przeszkadza rozwojowi „próżnego przekonania o samowystarczalności człowieka”. Uczy logiki daru — w konsekwencji solidarności, postawy ofiarniczej. Bo „kultura Eucharystii” rozwija kulturę dialogu — pisze Papież. I kilka zdań dalej kapitalnie puentuje: Kto nauczy się „składać dziękczynienie” na wzór ukrzyżowanego Chrystusa, może stać się męczennikiem, ale nigdy nie będzie prześladowcą (nr 26).

Oprzeć głowę na Jego piersi — to rada par excellence ewangeliczna. Przywołana przez Papieża specjalnie dla księży, ale pewnie nie tylko dla nich ważna W każdym razie z kapłańskiej perspektywy wygląda to tak (raz jeszcze Jan Paweł II): Powołanie kapłańskie jest […] tajemnicą szczególnej wymiany — admirabile commercium — pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Człowiek oddaje Chrystusowi swoje człowieczeństwo, by mógł się On nim posłużyć jako narzędziem zbawienia. Chrystus zaś przyjmując ten dar, czyni owego człowieka jakby swoim alter ego. Jeśli się nie wniknie w tajemnicę tej „wymiany”, nie można zrozumieć, jak to się dzieje, że młody człowiek słysząc słowa: „Pójdź za mną!”, wyrzeka się wszystkiego dla Chrystusa w przekonaniu, że na tej drodze jego ludzka osobowość osiągnie całą swoją pełnię[18] .

Dar powołania jest więc po to, aby uczynić człowieka alter Christus. Źródła tego powołania są bowiem Chrystusowe, czyli Boskie i ludzkie jednocześnie. Oto, co znaczy być księdzem na Jezusowy wzór (alter Christus): być ludzkim na Boską miarę, być Bożym na ludzką miarę; być ludzkim w Boski sposób, być Bożym w ludzki sposób.

Jak to robić? Nikt nie dorasta do Chrystusowego wzoru — to oczywiste. Ale Ewangelie były, są i będą pod tym względem niewyczerpanym źródłem inspiracji. Synowska więź z Ojcem, w której znajdują źródło i oparcie wszystkie odcienie miłości wobec sióstr i braci; reakcje mądre i czułe zarazem, pozbawione sentymentalizmu, jak i oschłości; zgoda na tragizm doczesnego losu, zgoda płynąca z wiary we wszechmoc i miłość Ojca. I bodaj najważniejsze: wolność od lęku przed miłością, czyli wolność dla miłości. Kto wie, czy nie najważniejsza to wskazówka dla celibatariusza próbującego iść po Chrystusowych śladach.

Kierunek owej drogi jasno określony — jest nim świętość, nic innego. „Nie bój się! — mówi Bóg — Nie bój się wyrzec! Spełnisz się na tej drodze. Masz moją wielkanocną gwarancję”.

Co jeszcze? Może to, że co jakiś czas, prawie zawsze w sytuacjach zaskakujących i niespodziewanych, usłyszysz pytanie: Szymonie, czy mnie kochasz? (J 21, 17). Nie odpowiadaj pochopnie. Wyznania miłosne, zwłaszcza wobec Boga, często niewiele kosztują. Raczej oprzyj głowę na Jego piersi, jak umiłowany uczeń (J 13, 25) — Jego miłości możesz być pewny. Oprzyj głowę na Jego piersi, cokolwiek to znaczy: modlitwę, zdumienie, prośbę o wybaczenie, bezradność, czułość.

Zwłaszcza czyń to we mszy. Opieraj się o ołtarz jak o Jego pierś. Bóg nie szydzi z człowieka. Spożytkuje Twoją ofiarę na swój Boski, wszechhojny sposób.


[1] Janusz S. Pasierb, Po walce z aniołem, wyb. i posł. Jan Sochoń, Warszawa 1996, s. 105 (wiersz Kaplica Najświętszego Sakramentu).

[2] Jerzy Grześkowiak, Do końca ich umiłował. Liturgia Eucharystii, Katowice 1987, s. 5.

[3] Tamże, s. 173.

[4] Czesław S. Bartnik, Chleb Życia. Rozważania dogmatyczne o Eucharystii, Lublin 1987, s. 40-41.

[5] Breviarium Fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kocioła, oprac. Stanisaw Gowa, Ignacy Bieda, Poznań 1989ł (dalej skrót: BF), nr VII 318-328, s. 410-416.

[6] BF VII 329-337. Por. Roman Bartnicki, Pascha żydowska a chrześcijańska ofiara eucharystyczna, „Studia Theologica Varsaviensia” 1980 nr 1, s. 97-124; Francois-Xavier Durrwell, Eucharystia sakrament paschalny, tłum. Lucyna Rutowska, Warszawa 1987; Jan Drozd, Ostatnia Wieczerza Nową Paschą, Katowice 1977.

[7] Por. Theodor Schneider, Znaki bliskości Boga. Zarys sakramentologii, tłum. Jan Tyrawa, Wrocław 1990, s. 179-183; Romuald Rak, Eucharystia w życiu chrześcijańskim. Studium teologiczno-pastoralne o integralnym rozumieniu i pełnym przeżywaniu Eucharystii, Katowice 1984, s. 141-142; Jerzy Grześkowiak, Oto wielka tajemnica wiary, Poznań 1987, s. 174-175.

[8] BF VII 321.

[9] Eucharystia w wypowiedziach papieży i innych dokumentach Stolicy Apostolskiej XX w., wyb. i komentarz Romuald Rak, Londyn 1987, s. 48-50.

[10] Alfons Nossol, Teologia na usługach wiary, Opole 1978; tenże, Teologia bliższa życiu, Opole 1984.

[11] Por. Wincenty Granat, Msza św. jako ofiara Kościoła, „Ruch Biblijny i Liturgiczny” 1949 nr 2, z. 2, s. 411-440; J. Grześkowiak, Oto wielka, dz. cyt., s. 180-184.

[12] Hans Urs von Balthasar, W pełni wiary, tłum. Janina Fenrychowa, Kraków 1991, s. 410.

[13] Por. J. Grześkowiak, Oto wielka, dz. cyt., s. 182-183.

[14] Por. Wacław Schenk, Moja i nasza ofiara, „Znak” 1966 nr 3, s. 338-341; Jerzy Grześkowiak, Istota współofiary wiernych w Eucharystii, „Ateneum Kapłańskie” 1972 t. 78 z. 379, s. 314-329.

[15] H.U. von Balthasar, dz. cyt., s. 403. Por. J. Grześkowiak, Do końca, dz. cyt., s. 179-180.

[16] Ewangelia św. Mateusza dwukrotnie cytuje (por. 9, 13; 12, 7) ten fragment Księgi proroka Ozeasza za Septuagintą i zastępuje „miłość” „miłosierdziem”. Sens myśli zostaje jednak zachowany.

[17] Por. podstawowe założenia 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu (25 V-1 VI 1997), Eucharystia i wolność, Wrocław 1995, s. 39-40 („Ofiara wolnego serca”).

[18] Jan Paweł II, Dar i tajemnica, Kraków 1996, s. 70-71.

(Opublikowano za zgodą autora)

 

Zobacz także