Bóg objawia swoją sprawiedliwość

Śpiewajcie Panu pieśń nową, albowiem uczynił cuda: na oczach pogan objawił swą sprawiedliwość. Po raz kolejny słyszymy słowa przypominające nam o tym, co jest, co powinno być dla nas najważniejsze – o ofierze i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, o naszym zbawieniu. O tym że Chrystus umarł i zmartwychwstał, abyśmy my mieli życie wieczne. O tym, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga.

Chrystus Zmartwychwstały

Ciągle, komentując kolejne fragmenty Pisma Świętego, teksty liturgiczne, powtarzamy to samo, może aż do znudzenia. Rzeczywiście, jeśli Zmartwychwstanie Chrystusa nie stanie się dla nas rzeczywistością, bezustanne komentowanie, powtarzanie tego samego wyznania, stanie się pustym frazesem. Lecz my nie mamy mocy, by je urzeczywistnić. Tej niedzieli znowu brzmi dla nas orędzie o naszym zbawieniu; „śpiewajcie zatem Panu pieśń nową” – nową to znaczyć może również prawdziwą – tymi samymi słowami śpiewajcie i uwielbiajcie Pana, bo On znowu ofiarowuje Siebie za nas.

To liturgia jest czymś rzeczywistym, prawdziwym, stającym się na naszych oczach, wciągającym nas w swoją przestrzeń, jest tajemnicą, nie nasze słowa. W liturgicznym tu i teraz Bóg objawia swoją sprawiedliwość. To miejsce naszego błagania o wiarę, bo sami, własną mocą nie wykrzeszemy wiary z naszego zagubienia, z naszej pustki, z ciągłych odejść od Ojca.

Kolekta na tę niedzielę wielkanocną mówi: Boże, Ty nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas swoimi przybranymi dziećmi, wejrzyj łaskawie na wierzących w Chrystusa i obdarz ich prawdziwą wolnością i wiecznym dziedzictwem. Będąc dziećmi Boga, jesteśmy przez Niego obdarzeni Jego nieskończoną miłością, ciągle i od nowa. Tu nie ma miejsca na naszą niegodność, choć niegodni jesteśmy, jest miejsce na nieustanne przyjmowanie niezmierzonej miłości, na powracanie do Boga – Miłującego Ojca. Tak po ludzku trochę wstyd przychodzić w marnym przyodziewku naszych grzechów, po popełnieniu kolejnych błędów, trochę po ludzku nie wypada przyjmować tego, na co się zupełnie nie zasłużyło. Tylko że Boża miłość nijak się nie ma do naszej marnej ludzkiej logiki, na nią nie można zasłużyć, ona po prostu jest. Bóg nas zna lepiej niż my samych siebie. Czasami zachowujemy się jak małe dzieci, które zamykają oczy, by nikt ich nie widział. Bóg widzi nas, nawet gdy zamykamy oczy na naszą słabość, nawet gdy zamykamy oczy na naszą kruchość i bezradność. On jeden zna nasze prawdziwe twarze pod wszystkimi maskami, które są nam narzucane, które sami dla bezpieczeństwa przyjmujemy, widzi nasze piękno i dobro i widzi naszą za Nim tęsknotę.

Nasza tęsknota nie musi pozostać nienasycona, nie jest nieugaszonym pożarem, bo – parafrazując słowa dzisiejszej modlitwy nad darami – Bóg w Tej ofierze czyni nas uczestnikami swojej boskiej natury. Prawdopodobnie tej niedzieli w naszym życiu nie zdarzy się nic spektakularnego, ale naprawdę wydarzy się cud wielki i prawdziwy cud wielkanocny – Eucharystia.

Chrystus nieustannie ofiarowuje się nam i za nas, jest naszą siłą i prawdą, sensem naszego istnienia, nawet gdy o tym zapominamy, odchodzimy. Dzisiejsza antyfona na komunię to słowa Chrystusa z Ewangelii według św. Jana: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a wy latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity. Jedynie trwanie w Nim, pozwala nam prawdziwie ufać, prawdziwie kochać i prawdziwie być.

Małgorzata Poździk

 

Zobacz także