Bóg pragnie, byśmy go pragnęli

Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze (Łk 11,2). Ta krótka odpowiedź Pana Jezusa na jedno z najbardziej właściwych pytań, jakie usłyszał, streszcza zasadniczą prawdę Ewangelii: Bóg jest Ojcem, a dokładniej Abba, kochanym ojcem, tatą, do którego można się zawsze zwrócić.

Jednak samo takie stwierdzenie nie oddaje jeszcze pełnej prawdy. Jest ono bowiem rodzajem relacji o czymś. Jeżeli Pan Jezus mówi do nas: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, to od razu stawia nas w sytuacji dziecka, które właśnie zwraca się do swojego ojca z całą miłością i ufnością. Nie jest to zatem sytuacja człowieka, który wie, że Bóg jest Ojcem, ale człowieka, który właśnie woła do Boga: Ojcze!, sytuacja człowieka, który niejako wchodzi całkowicie w wypowiadane przez siebie słowo, aby znaleźć się przy Ojcu i przylgnąć do Jego piersi. „Ojcze” jest zawołaniem przyzywającym Jego obecność. W Katechizmie czytamy, że „Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie – jest spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli” (KKK 2560).

Bóg Biblii jest Bogiem żywym, co oznacza, że nie jest jakąś ideą, wspaniałą koncepcją intelektualną, która może zachwycić i wzruszyć człowieka. Jest żywy, to znaczy jest taki, jaki jest jedynie w bezpośredniej więzi, w spotkaniu i dialogu. Kiedy mówimy o „Nim”, to już nie mamy do czynienia z Bogiem żywym, ale jedynie z ideą Boga. Słowa: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze dają nam klucz do tej żywej relacji. „Ojcze” jest dla nas imieniem Boga, tak jak dla każdego z nas „Ojcze” lub „Mamo” jest imieniem naszego ojca i mamy, innych dla każdego z nas. Zawsze jednak właśnie: „Ojcze”, „Mamo” jest imieniem najprawdziwszym. To imię daje nam klucz do ich serca; wzywając je, odwołujemy się do ojcowskich lub macierzyńskich uczuć.

Kiedy zwracamy się do Boga w ten sposób, także odwołujemy się do Jego miłości, sami wyznajemy wówczas naszą miłość dziecka do Niego. Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się­ nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3). 

Modlitwa: „Ojcze” w sposób zasadniczy ustawia naszą relację do Boga. Według naszego odczucia i naszego poczucia sprawiedliwości taką postawą jest skrucha serca, ale według Bożego pragnienia jest to postawa dziecka całkowicie zawierzającego Ojcu. Modlitwa „Ojcze” jest dla nas szkołą prawdziwej postawy względem Boga. Postawy, jakiej On oczekuje, a nie takiej, jaką sami sobie wyobrażamy, że powinna być. Święty Paweł we wczorajszym pierwszym czytaniu mówił o sobie. Wpierw pragnął czcić Boga tak, jak uważał, że należy Go czcić: Przez to z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków (Ga 1,13n).

Potem jednak, kiedy spotkał Jezusa pod Damaszkiem, całkowicie poddał się Mu i głosił Go takim, jakiego poznał i jak On sam polecił mu się głosić. Dzisiaj słyszymy, że musiał nawet sprzeciwić się św. Piotrowi i napomnieć go za nieszczere postępowanie. Jeżeli Bóg sam przygarnął pogan, to uczniowie Jezusa nie powinni ich odrzucać. Dziecięca postawa, w jaką nas wprowadza Jezusowa nauka modlitwy, zawiera w sobie prawdziwe otwarcie na wszystkich ludzi autentycznie szukających Boga i prawdy.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także